Kwiecień 2013 archive

W for Weekend

Jest wtorek, u mnie weekend zaczyna się już w piątek! 3 dni totalnego luzu na początek długiego weekendu. Nie damy rady nic nie robić przez 9 dni, tak jak niektórzy, szczęśliwi Polacy, ale 3 dni są nasze! Jupijajej! Co w planach? Szybka wizyta u Tekstualnej i Pyzuli i…morze. Mamy samochód, mamy namiot, mamy materac i butlę gazową (sama nie wierzę, że to piszę, ja, pani „Poprosze latte z syropem”). Biorę książki, aparat i okulary przeciwsłoneczne, Bartek bierze deskę, żagiel i piankę oraz cierpliwość (do mnie). Biedny Edek zostaje sam, ale wizyty kontrolne rodziców na pewno będą – jest już dużym kotem i da sobie radę. Podobno inteligentni ludzie się nie nudzą..jak jest z kotami?

Ja sie pozytywnie nastawiam, przywołuję dobrą pogodę (ale oczywiście z odpowiednim wiatrem – deska deska), wizualizuję sobie tę pełnię weekendowego szczęścia. No i gofry…tego to już naprawdę nie mogę się doczekać!

Zdjęcia Pinterest

 

My Thursday tones

W czwartek ogłosiłam, że nie mogę spędzić tak pieknego dnia w całości w biurze…co ewoluowało w stwierdzenie, że w ogóle tam sie nie pojawię :) i bardzo dobrze – czasem sie należy trochę luzu. Czuję się dziś jak w lipcowa sobotę…otwarte okna, odgłosy kosiarki za oknem, dziwnie leniwa atmosfera, nawet kot przespał pół dnia.

Nawiązując do kota…odwołuję to, co pisałam wcześniej. Edek/Wiesiek to nie spokojny, słodki, idealny kotek. Od dwóch dnia (poczuł wiosnę) to mały diabeł, galopujący po mieszkaniu z prędkością światła (na bank ma coś z charta…), który atakuje moje drobiowe figurki, przeprowadza dekapitację na ptaszkach przyczepionych do zasłonki. Do tego wdrapuje się na drzwi i wspina po framugach…dobrze, że Bartek się już w nim zdążył zakochać, bo inaczej by mnie zabił (czyj to był pomysł z kotem???)

Obiad to niewątpliwie jasny punkt każdego dnia :D

 

Walcząca z bezami

Nie wiem skąd i dlaczego, ale od jakiegoś czasu myślałam o bezach, a konkretniej o ich zrobieniu. Oczywistym jest, że w pierwszej kolejności rozważałam te czekoladowe :) Miały być takie jak lubię, idealne – z wierzchu twarde, w środku ciągnące się. Skorzystałam z przepisu znalezionego TUTAJ. Pani na filmiku była tak przekonująca i wszystko było tak proste i malinowe, że czułam, że podołam! Pocżątkowo wszystko szło wzorowo, dopóki nie przyszło do dodawania kakao – chyba trochę przedobrzyłam, bo..moje bezy nie do końca wyglądają, tak jak w oryginale (nie ma co się oszukiwać – moje wyglądają jak krowie placki) :P ale za to jakie sa dobre – 100% czekolady w czekoladzie. To nie jest moje pierwsze i ostatnie podejście – będę walczyć, nie poddam się!

 

Wehikuł czasu z okazji święta czekolady

Wehikuł czasu to mało powiedziane, hahah. Dziś w planach było przyjemne z pożytecznym, połączenie trzech wielkich wydarzeń: światowego dnia czekolady (czy co to tam dziś jest), randki w stylu retro, czyli pokazanie mi jak było na Nagórkach jak B. był mały oraz odwiedziny u jednego ze sponsorów naszego majowego blogerskiego spotkania, czyli cukierni Śnieżka. Było tak, jak się spodziewałam – od wejścia pachniało prawdziwą cukiernią (nie wiem, co to jest, ale każdy chyba wie o co mi chodzi – połączenie zapachu bitej śmietany z wanilią i pieczeniem), wnętrze bardzo retro, Pani sprzedawczyn przemiła i z poczuciem humoru :) czyli ciepło, domowo i przytulnie..no i te ciacha! Musiałam bronić mojej wuzetki przed widelcem Bartka – nie ma wstydu chłopak! Swoją drogą dla Bartka to była podróż emocjonalna, bo chociaż mieszkamy po drugiej stronie ulicy, to Bartek ostatnio był tam z Babcią, gdzieś na początku lat 90tych.

 

Akacja&Szczypior

Akacja&Szczypior to nie nazwa jakiejś nowej, super modnej knajpy :) (choć brzmi godnie – wspięłam się na wyżyny w tym tytułem) – to nazwa niedzielnego popołudnia i małej sesji zdjęciowej, której bohaterami byli:

*  Edzik ( kot chyba dostał imię – Edward, Edek, Edzik – choć jestesmy z Bartkiem niekonsekwentni, bo nazywamy go też Wieśkiem)
* Akacjowy pieniek, prezent dla Edzika od mojego Taty
* Szczypior hodowany samodzielnie na parapecie, w towarzystwie kolendry (która zakwitła!!) i bazylii

Od 2 tygodni nasze mieszkanie jest jeszcze bardziej trendy – dość wysoki, nieokorowany pień akacji wygląda jak z magazynu! Wygląda jakby miał pełnić rolę wyłącznie dekoracyjną, ale nie – pełni funkcję ochronną, ratowniczą, widokową oraz pielęgnacyjną. Pieniek ma chronić meble przed ostrymi pazurami kota, który na początku upodobał sobie plecione krzesła (czego Bartek obawiał sie najbardziej i co było główną kartą przetargową jak go męczyłam o kota). W tym momencie kot poczuł zew leśny, męczy pieniek, drapie, wiesza się na nim, maltretuje i wyrywa korę, do tego czasem na nim siada i obserwuje, co więcej pieniek dba o jego manicure :) Same zalety!!

Gorąco polecam znalezienie takiego pieńka do mieszkania z kotem. Chroni meble i dostarcza rozrywki kotu. I jak wygląda :) Trzeba pamiętać, żeby coś podłożyć, między pieniek a podłogę, żeby nic nie zniszczyć i nie pobrudzić. Super wygląda właśnie akacja przez jej korę, z głębokimi bruzdami.

Dziś Edzik pieknie pozował ze szczypiorem, który wzbudził jego nagłe zainteresowanie – Edzik jest najlepszym modelem, pracuje w każdych warunkach i scenografiach, haha, jest moim „kat madl”.

 

 

No to weekend

No to weekend. Bartek przyklejony od rana do komputera, kot przyklejony od rana do szyby (sikorki – ten nieszczęsny karmnik), a ja zaraz sie przykleję do lodówki, bo niezależnie od pory tygodnia, jedzenie jest dobre na wszystko :) na sobotnie przedpołudnie też!

Fot. TUTAJ

 

Be mine animal

Piątkowy wieczór w biurze oznacza, że zwierzęciem imprezowym to ja dziś nie będę…co najwyżej kanapowym :)

Nie wiem, co mają w sobie motywy zwierzęce, ale to coś jest mocne i nie odpuszcza. To coś jest w dodatku dziedziczne – jak się okazało Królewna Pyza uwielbia sowy, tak jak ja i Sis lubimy motywy drobiowe (parówki też się do tego wliczają). Nie ważne zatem czy to swojskie świnki i kurczaki, czy afrykańskie antylopy – poproszę wszystko :)

fot. Pinterest

 

Domowy pracowy bunt

Dziś pracuję w domu. Taki kaprys mam i cieszę się, że mój szef nie ma nic przeciwko :) Pogoda za oknem przywitała mnie serdecznie środkowym palcem o poranku, perspektywa przebijania się na przystanek i z przystanku w zaspach, z komputerem, kanapkami, wielkanocnym ciastem i innymi niezbędnym towarami, wydała się nie do zniesienia.

Bartek powiedział:
- No to nie idź, zostań.

Uznłam to za objaw jego geniuszu, następnie ogłosiłam bunt i chęć pracy w dresie (bo do biura to oczywiście idę ubrana jak na maturę, jak się należy)!

Na poważnie to doceniam charakter mojej pracy, elastyczność, dowolność, różnorodność. Grafik freelancer  (i weekendowy, papierowy dekorator) to termin jednak dosyć stresujący, ZUS’y, srusy, abonamenty, sieciówki – stres powoduje pracę w długich godzinach dziennych i nocnych. Atmosfera domowa nie zawsze temu służy – działa to mniej więcej na zasadzie uczenia się do egzaminu, czyli przed nauką jest czas na pranie, prasowanie, gotowanie i inne czynności, które trzeba zrobić w tym akurat momence, kiedy wypadałoby się uczyć. Z pracą w domu jest czasem podobnie.
Przez 7 miesięcy zeszłego roku wynajmowałam biurko w agencji reklamowej na naszym Starym Mieście. To była jedna z moich najlepszych życiowych decyzji i polecam każdemu. Praca w reklamowym, kreatywnym środowisku to było TO. Jak w styczniu Gabi przybyła z propozycją wspólnego wynajmowania biura – nie zastanawiałam się długo.

Własne biuro ma sporo zalet:
1. Można pefekcyjnie oddzielić pracę od życia – wracam, rzucam torbę z laptopem i nic mnie nie interesuje (przeważnie – bo czasem praca wygrywa)
2. Spokój i brak odkurzaczy, pralek i naczyń do zmywania (w nadmiarze) utrudnia odsuwanie pracy na potem :)
3. Można kogoś zaprosić słowami „Zapraszam do mojego biura na kawę”…brzmi na bogato!
4. Można sobie legalnie i bez problemów zostać w domu i ogłosić dresowy dzień pracowy i nikt nie ma nic przeciwko :)

Wady:
1. kasa kasa kasa
2. dojazdy

Ale kto myśli o wadach, ja widzi takie zalety :) Dobra – koniec tego dobrego – obowiązki wzywają!

Życzę wszystkim udanego dnia pracy.

Z kanapy w dużym pokoju, ubrana w kwiecisty dres, z laptopem na kolanach, relacjonowała dla Państwa Emilka for Event!

Do przeczytania.

fot. Pinterest

 

1 2