Wrzesień 2013 archive

Nowy sezon w biurze

Ostatnio pisałam o tym, że mam nastrój na zaczynanie od nowa, na porządki, uporządkowania, organizację, ład i wszystkie inne wyrazy bliskoznaczne. To chyba ma związek z jesienią, nowym etapem, uspokojaniem się po letnich szaleństwach. To wszystko ma związek też z motywacją, lepszą organizacją pracy itd. Mam potrzebę harmonii w każdej dziedzinie – w domu, w pracy, na blogu. Dlatego układam, porządkuję i rozmyślam. Chyba po prostu baby tak mają :) bo nie tylko ja mam takie potrzeby. We dwie z Gabi postanowiłyśmy zająć się naszym biurem na jesień.

Takie jesienne porządki. Skoro spędzamy tam tyle czasu, to niech będzie po prostu przyjemnie. Udało nam się skończyć to, co zaczęłyśmy w lutym, czyli np. wieszanie obrazków na ścianie. Plan miałyśmy wspólny – proste grafiki, fajne fonty, motywacyjne teksty. Jest tam trochę o tym, że „Paris is always a good idea” i o tym, żeby cieszyć się życiem – wiedziałyśmy czego chcemy, więc zrobienie tych grafik zajęło nam kilka chwil. Najlepsze w tym jest to, że nasze inspiracje możemy zmieniać jak będziemy miały ochotę. Do tego doszedł mój ulubiony plakat ze śledziem z Gdynia Design Days (na szczęścia mam ich 2, więc w domu też zawiśnie). Niesamowite, jak takie drobiazgi robią różnicę. Zrobiło sie bardzo przytulnie, wręcz domowo. Jest fajnie, bo jest jasno. Chyba się do biura przeniosę z robieniem zdjęć na bloga :)

Sobota to dobry dzień na porządki i początki. Od razu mi lepiej. Już nie mogę się doczekać poniedziałku, kiedy skoro świt przybędę do naszego biura po lekkim liftingu. To jeszcze nie koniec – mamy w planach kolejne biurowe ulepszenia. Za dużo pomysłów, a za mało czasu i siły roboczej :)

fot. Gabinet

 

E for Event w pracy #5

Jak się u mnie teraz dużo dzieje pracowo! Sama w to nie wierzę :) Cieszy mnie to, że pracuję dla świetnych babek, które mają talent i pasję, i chęć pokazać się światu. Niedawno skończyłam projekt dla Oli, która kryje się pod nazwą Skarby Amelii. Ola tworzy i ozdabia przedmioty techniką decoupage’u. Wszystko 100% handmade, robione z wielkim sercem.

Jej pasja rozwinęła się przez przypadek, tak jak u mnie zresztą, czyli kleiła sobie, kleiła, aż okazało się, że super jej to wychodzi i jej prace zdobywają coraz więcej fanów. Prace Oli możecie zobaczyć TUTAJ.

Kontynuując temat pracy. Co sprawia, że jesteśmy zadowoleni z tego, co robimy? Jak sprawić, żeby praca nie była tylko obowiązkiem. Czy mamy na to wpływ? Jak na jakość i rodzaj naszej pracy ma wpływ miejsce, gdzie mieszkamy? Ja ostatnio jestem bardzo na pracy skupiona, mam wewnętrzną potrzebę porządkowania spraw, ulepszania i modyfikowania, co przejawia się chociażby porządkami w biurze :) Zastanawiam się co moge robić lepiej, sprawniej. Zastanawiam się, czy to, że mieszkam w Olsztynie, a nie np. w Warszawie, czy Gdańsku, mnie ogranicza, czy zupełnie nie. Czy jestem zadowolona z tego ile zarabiam, itd.? Jak jest u Was?

Dziś myślę, że jestem szczęściarą i odnalazłam branżę, w której czuję się dobrze (rzuciłam w kąt architekturę krajobrazu, no cóż), ciągle się uczę i staję się bardziej pewna siebie. Mieszkam w Olsztynie, ale pracuje głównie zdalnie, więc nic mnie nie ogranicza, a Olsztyn kocham :) Bilans jest zdecydowanie dodatni. Jest dobrze. Czego i Wam życzę!

Inne moje prace możecie zobaczyc TUTAJ.

 

Pomysł na wieczór

Dziś pracowałam w domu. Perspektywa siedzenia w biurze i maszerowania z komputerem, torbą, parasolką, kaloszami i całym ekwipunkiem w takim deszczu prawie mnie zabiła. Ciężko mi teraz pracować w domu, bo kompletnie nie wychodzi mi kończenie pracy o normalnej porze, zadania się mnożą i ciągną jak spaghetti. Wynajęcie biura to była naprawdę dobra decyzja :) Żeby tak na poważnie poczuć sie jak po pracy zaczęłam myśleć o idealnym wieczorze, takim na teraz. Zamykam oczy i widzę to…ciepło, wygodnie, kalorycznie…i ten Kevin Costner! Albo książka – namiętnie przypominam sobie dawno przeczytane książki Jane Green, jedna po drugiej.

(na prośbę Basi Szmydt dokładam do tej wizji jeszcze opiekunkę do dzieci finansowaną przez państwo :))

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10

A jak już odejdzie mi ochota na słodkie to zabiorę się za zupę rybną. To moje ostatnie odkrycie (nie, nie ja gotowałam!) Nie wygląda tak kusząco jak gorąca czekolada, czy szarlotka z lodami, ale zdecydowanie pasuje do tej leniwej, wieczornej koncepcji.

 

Lubię Pantony

Jak ja uwielbiam Pantony, są tak inspirujące!!! Od samego patrzenia moja kreatywna strona skacze do góry i zaciera ręce z uciechy :) Te kwadraty z numerkami to mój temat na dziś. Bo dziś jest 23 września, czyli 2309, a to, moi drodzy, jak się okazało, jest jednocześnie oznaczeniem jednego, bardzo fajnego koloru! Kolor szaro-bury, bliżej nieokreślony, szaro-beżowo-różowy. Lubię!

fot. Pinterest.com

Poza tym strasznie mi sie podobają te pantonowe, kuchenne zdjęcia. Cudo!

fot. źródło

 

DIY torba z frędzlami

Jest taka jedna torba, szara, którą pokochałam bardzo w chwili, gdy ją zobaczyłam w Newcastle w sklepie Accessorize. Było to dokładnie 5 lat temu. Niestety moja skóropodobna torba przestała być „do ludzi podobna” i zastanawiałam się jak ją uratować.

Jest taka jedna granatowa teczka/kopertówka xxl, którą dostałam kiedyś od Tekstualnej i nigdy nie wyszła ze mną na dwór, bo była za duża i nieporęczna. Musiałam coś z nią zrobić, bo bardzo jest fajna i żal ją było tak zaniedbywać.

Postanowiłam, w myśl pięknej piosenki Spice Girls „2 become 1″, połączyć te dwie torby i stworzyć całkiem nową jakość. Cóż to był za objaw geniuszu!

Co było mi potrzebne?

1. torba #1
2. torba #2
3. nożyczki
4. klej mocny, uniwersalny (Butapren)
6. dziurkacz krawiecki
7. dwa stalowe kółka
8. małe kółko / kółko do kluczy
9. ołówek

Z dużej szarej torby zabrałam pasek – dzielnie służył przez 5 lat – posłuży jeszcze trochę.

Za pomocą dziurkacza krawieckiego zrobiłam dziurki po dwóch stronach kopertówki. Przyznam szczerze, że w tym punkcie może przydać się męska pomoc (albo kogokolwiek, kto w domu otwiera słoiki) :)

Najtrudniejszy punkt – włożenie stalowych kółek w nowo powstałe otwory.

Z szarej torby wycięłam prostokąt skóropodobnego materiału o wymiarach mniej więcej 18x36cm oraz dwa cienkie paski.

Ołówkiem narysowałam linię wzdłuż dłuższego boku, oddaloną od krawędzi prostokąta o około 3cm. Ponacinałam prostokąt do narysowanej linii – starałam się, żeby nacięcia były oddalone od siebie o około 5mm.

Jeden z pasków złożyłam na pół i skleiłam, następnie przykleiłam na środek dużego prostokąta tak, jak to widać na zdjęciu. Ten punkt jest bardzo ważny – trzeba skleić mocno, bo na tym będzie sie trzymał cały frędzel. Całość ciasno zwinęłam w rulon.

Drugim paskiem owinęłam rulon, odcięłam pod wymiar i mocno skleiłam. Tadaaam!

Frędzel doczepiłam do kółka od kluczy, które z kolei przyczepiłam do paska. Starczyło mi materiału jeszcze na drugi frędzel, w końcu zawsze lepiej, jak jest więcej :)

fot. Bartek N.

 

Zmieńcie skórkę na jesień

Lubicie dawać prezenty? Ja bardzo!

Mam dziś dla Was jesienne tapety na pulpit, ręcznie robione, świeże, dzisiejsze, miód malina. Proszę się częstować, dokładki są przewidziane :)

Skoro jesień, to nie mogło zabraknąć jeża (nie wiem, czemu jeż mi się kojarzy z jesienią), grzybów, kasztanów i miodu. Jest też ‚fall’, które lubię tak samo, jak ‚autumn’.

Do you like giving presents? I do, a lot! 

I have autumn desktop wallpapers for you, handmade, fresh and yummy. Please, help yourself, helpings are provided :)

Since the fall, I couldn’t miss the hedgehog (don’t know why hedgehog reminds me of autumn), mushrooms, chestnuts and honey. There is also a ‚fall’, which I like as much as the ‚autumn’. 


1. JESIENNA TAPETA #1 / FALL WALLPAPER #1


ŚCIĄGNIJ TUTAJ / DOWNLOAD HERE

2.  JESIENNA TAPETA #2 / FALL WALLPAPER #2



ŚCIĄGNIJ TUTAJ / DOWNLOAD HERE

 

Nowy rok

Wrzesień, ten wrzesień, to bardzo dobry miesiąc, bo i podsumowania są dobre i to bardzo. Rok temu u mnie nastąpiła rewolucja i dużo rzeczy się zakończyło, a jeszcze więcej się rozpoczęło – tych dobrych, oczywiście. Rok temu rozpoczęłam pisanie bloga tym oto papierowym postem KLIK – no, może trochę więcej niż rok, bo w sierpniu, ale co tam, akurat dziś mnie wzięło na takie sentymentalne rozmyślania. Fajny to był blogowy rok – napisałam się co niemiara, niezliczoną ilość zdjęć zrobiłam, ze zmianą aparatu w międzyczasie, co widać :) Dużo się działo, mnóstwo osób poznałam, spędziłam godziny upojne na spotkaniach blogerek. Wniosek jeden – chcę więcej i wcale nie jest to mowa pożegnalna, wręcz odwrotnie!

Wrzesień to też dobry miesiąc z innego powodu – jutro rok temu poszłam ze znanym wszystkim brodaczem B, wtedy jeszcze mi średnio-znanym, na wesele moich znajomych, które było znaczącym początkiem naszej bliższej znajomości, która szczęśliwie trwa do tej pory :) Lubię wrzesien i lubię wesela. Do tego dostałam pakiet naszych romantiko zdjęć autorstwa Michała Wita K. z Caribu, więc tym bardziej wprawiona jestem w odpowiedni nastrój (proszę zauważyć jaki progres nastąpił w długości włosów!)

Jako, że zaczynam kolejny szczęśliwy rok, rok z b i z B (blog&Bartek), na mój prywatny użytek uskuteczniam sobie sylwestra i wybieram sie po napoje pasujące do sytuacji, z bąbelkami i procentami! A co! Sylwester w końcu!

 

E for Event w pracy #4

W końcu mogę coś napisać o Denim Feather! Pamiętacie tajemniczą sesję backstage sprzed kilku tygodni, którą po krótce opisałam TUTAJ? Ja robiłam zdjęcia i mi też robiono. A to wszystko z okazji prac nad nowym modowym blogiem!

Nowy modowy blog to Deanim Feather. Przemyślany, dopracowany i po prostu świetny. Będę tam zaglądać codziennie, a już na pewno przy okazji histerycznych kryzysów ubraniowych. A co ja mam z nim wspólnego? Logo, sesje, wygląd bloga. We wszystkim maczałam paluchy. Miało być bardzo prosto, ale z charakterem. Ciesze się, że Sylwia jest zadowolona i że Denim Feather rusza pełną parą.

(Jesteście ciekawi co robię na co dzień i nad czym pracuję? Zapraszam TUTAJ)

 

Ładne rzeczy #2

 

eN: Jest sprawa! Ty wiesz i ja wiem, że Ty wiesz, co to za sprawa jest, bo czytałaś (tudzież w ciemno lajkowałaś) moje ostatnie histeryczne posty kuchenne. Nie wiem, co z tą kuchnią… Pomożecie?

E: Haha, tak, lajkowałam w ciemno. No ok. Możemy pomyśleć. Czego potrzebujesz? Inspiracji, rysunków, czegoś, co będziesz mogła pokazać panom fachowcom? Temat znam mniej więcej, ale jak potrzebujesz czegoś konkretnego, to musisz się okreslić :)
eN: Potrzebuję wszystkiego. Sama zaplątałam się już w mojej wizji i nadmiarze oczekiwań, potrzebuję więc pomocy w ogarnięciu nadmiaru inspiracji. Dodatkowo coś przejrzystego do pokazania panom, którzy gardzą rysowaniem, też by się przydało:). Mój kąt kuchenny znasz:
A w kącie co następuje: okno, które uparłam się zachować, dlatego głupio teraz z niego rezygnować. Piecyk, który ma zniknąć, ale cholera wie kiedy, pewnie potrzebne są do tego miesiące przechodzące w lata. Najbrzydsza lodówka świata, czyli lodówka do zabudowy. Zlew narożny jest rozwiązaniem co najmniej niewygodnym, wciskam się w ten róg przy zmywaniu jak stringi i wcale nie jest mi z tym dobrze, ale można go chyba tylko przekręcić, z kąta się nie wyciągnie. Kuchenka oczywiście spisana na straty, nabyta razem z mieszkaniem, ale już nie do nowej kuchni. Lodówkę przesunąć będzie trzeba, bo zmieścić się tu ma jeszcze zmywarka. Uff, to tyle ze stanu obecnego.
E: Czekaj czekaj, ja przygotuję pole do kombinacji, a Ty myśl od czego zaczynamy.

Dobra – to Twoja kuchnia :) Nie śmiej się, na szybko to robiłam! Dawaj meble, zobaczymy jak to będzie wyglądać, mniej więcej.
eN: Dla mnie bomba! Meble i inne obiekty zachwytu mam już ogarnięte z lekka na mojej pinterestowej tablicy TU, ale krok po kroku może: na pierwszy (tfu, tfu) ogień niech idą szafki. Dolne szafki i zabudowa lodówki: proste, białe, bez zdobień, proste uchwyty. Lodówka po lewej, po prawej kuchenka, na rogu zlew. Widzisz Ty to?
E: Masz to? Czy Ty czujesz to?? Umówmy się – ja takiej kuchni bym nie chciała? Poziomów i pionów brak!  (ale za to masz kwiatki i kolekcje książek kucharkich. I retro śmietnik)
eN: Śmietnik prawie jak mój, ale kuchenka gorsza niż ta, którą ja planuję. Piekarnik to moja miłość od pierwszego wejrzenia, retro Amica, płyta to następstwo piekarnika, ta sama kolekcja. Patrz TU. Patrz i wzdychaj nabożnie, bo to piękna rzecz jest. Opinie tylko pozytywne w necie, chociaż z opinii lajf doszło do mnie, że nowe meble stylizowane na retro to wiocha. Czy Ty podzielasz tę opinię, czy gardzisz jak ja? Ok, wiem, że gardzisz:).
E: Tak, gardzę! A Bartkowi mówię, że mi się nasza kuchenka podoba, żeby mu nie było przykro :) Taka dobra jestem. A jeśli się boisz, to może poszukaj na allegro jakieś przedpotopowej kuchenki, fajerki, drewno i te sprawy. W końcu i tak jej za często używać nie będziesz, więc może pełnić funkcję czysto dekoracyjną :)
I jak? Jestem mistrzynią photoshopa? Voila!
eN: Piekarnik jak żywy:). No to może płytki teraz? Klasyką polecę, białe, podłużne, cegłopodobne. Co Ty na to? Mają się świecić jak psu jajca, ale też trochę chatą za wsią trącać.
E: Hahaha, dajemy białą cegłę kafelkową. Niby loft i kamienica, szał, a jednak cegła niczym w skansenie. Mi się one zawsze podobały, więc jestem za. Poczekaj chwilę.
Płytki długie i białe ceglaste, tylko są ułożone jeden nad drugim, nie na przemian, jak normalna cegła, chyba tak chciałaś? Jak nie, to zmienię :)
eN: Tak jest ok, bardzo ok. Szafki górne teraz, co? Dylemat mam poważny, bo pierwotnie planowałam wmontowanie antyku jako górne szafki, jednak wielkie oczy panów stolarzy, kiedy im o tym mówiłam, przekonały mnie, że może jednak klasyczne wiszące są lepsze. No i trochę byłoby z tym zachodu, antyk swoje waży!
E: Waży, ale chyba da się powiesić? Mi się podoba opcja stare-nowe. Zobaczymy jak to będzie wyglądać. Antyk przy lodówce?
Antyk gotowy :)Co myślisz?
eN: O kurde, lepiej niż myślałam! Za antykiem zabudowa piecyka, co na Twoim projekcie, jakkolwiek fantastycznym, jest słabo widoczne, bo ten piecyk trochę poleciał w kosmos. Ale to drobiazg:). Bazę już mamy mniej więcej, czas na atak detali. Marzy mi się ścieralna ściana… wyglądałaby bosko nad kafelkami, na ścianie z oknem – chociaż w praktyce chyba za mało na to tam miejsca, farba weszłaby w obszar pryskania z patelni. Ale zobaczyć można;). Coś jak tu, trudno się nie zakochać, Pinterest rulez.
E: O nieee! To był mój pomysł, ja będę to miała! (Małpo jedna). Masz tablice w drewnianej ramie. Taka wąska miałaby być? (no fakt, trochę mi się tu rozmiary nie zgadzają :P nie wiem, czy powinnam się przyznawać – pani inżynier w końcu, jak Ty zresztą, ale robimy to na szybko)
eN: Wąska, w rzeczywistości między oknem a poziomem zabudowy nie ma takich hektarów ściany, jak się może wydawać na podstawie wizualizacji. Do tego pasowałyby – nad tym otwartym blatem, ściana z oknem – takie lampy-żarówki na zasadzie kontrastu albo klimat retro-rustykalny. To co, sugerujesz industrial, czy swojskie klimaty? Dodałabym tu też trochę detali, jakąś półka może? Albo wieszak na kubki?Kamerdynera? Plantację ziół?
E: Już się robi Królewno :P Do usług, kłaniam się do nóżek.
Te żarówki sa boskie! Industrial koniecznie (a co Ty, kaganki chciałaś?) Musisz mieć je koniecznie! Wrzucam też dywanik – mega niepraktyczny w kuchni, brudzi się szybko i w ogóle, ale Ty przecież i tak nie gotujesz, a od robienia herbaty się chyba nie zniszczy :P
eN: Dywanik z IKEA love <3. Kpiących uwag o gotowaniu prawie nie zauważyłam:). Niech no ja Ci moją tartę pokażę…
E: Czy jesteś usatysfakcjonowana? Stwierdzam, że ta kuchnia wygląda na…większą niż w rzeczywistości…dużo :) Ale co tam, w końcu to kuchnia marzeń, reklamacji nie uwzględnia się. I plantację też masz :) Kamerdynera brak – nie ma za dobrze! Musisz najpierw mieć pozwolenie od związku sąsiedzkiego na trzymanie mężczyzny w domu!
eN: Haha, bosko! Najbardziej podoba mi się Wena na tym sanko-krześle, idealnie pasuje do tego ewidentnego stoku narciarskiego tworzącego podłogę:). Dzięki wielkie! Wygląda jak ptasie mleczko z trzema poziomami, czyli spełnienie marzeń i snów! Możesz być pewna, że moja ostatecznie wybrana ekipa (jak ją kiedyś ostatecznie wybiorę), będzie musiała mi krwią podpisać, że zrobią właśnie tak:).
E: To w pakiecie będziesz musiała im zapewnić stały dostęp do napojów procentowych, jeśli masz ochotę uzyskać takie poziomy i piony :)  Niczym w Barcelonie. Jak w Olsztynie mamy „Gaudiego” (tfu tfu, co za szkaradztwo), to Wola będzie miała swojego!
 

Niedziela

Czuję się trochę jak na wakacjach, u rodziców. Niby jesień, czarna rozpacz i teksański masakr, ale jak jest słońce i wciąż zielono, i nawet ostatnia truskawka (albo poziomka?) na widoku, to nadzieja wraca. Już tu nie mieszkam, więc nie do końca czuję się jak u siebie, ale jednak trochę jak u siebie – trudno to wytłumaczyć :) Chodzę po domu z aparatem i robię zdjęcia temu, co tu takie fajne, ubrana z mój bardzo wygodny strój niedzielny, który tata nazywa „fartuchem sprzątaczki”. Kot Mieczysław jedynie odmówił pozowania, jeszcze go dorwę. Siedzę na najlepszej werandzie na świecie, godnej Elle Decoration :), patrzę na ogród i na kota, i przeprowadzam weekendową relaksację. I łapię pomysły, bo dom moich rodziców jest bardzo, bardzo inspirujący wnętrzarsko.
Miłej niedzieli!

 

1 2