Styczeń 2014 archive

Freelancer w domu

Lubię dzisiejszą pogodę z jednego powodu – śnieg sprawia, że nasze mieszkanie jest jasne, prawie można rzec słoneczne. Doceniam tym bardziej, że dziś pracuję w domu, trochę leniwiej niż zwykle i im jaśniej tym ja działam efektywniej. Dlaczego nie w biurze? Bo odwiedziły mnie dziś moje dwie wspaniałe kuzynki (Misia zrobiła sesję zdjęciową Ryśkowi i Kazikowi – nie mogę się doczekać efektów) i chciałam na spokojnie spędzić z nimi trochę czasu w domowych warunkach. Też dlatego, że po prostu mogę :) Cieszy mnie to, że raz mogę iść do biura i siedzieć tam 12 godzin, a mogę też zostać w domu i zrobić sobie coś w rodzaju pracującej soboty, albo piątku w biurze, kiedy szef wyjechał na urlop (tak tak – wiecie o czym mówię).

Przy okazji mam kilka spostrzeżeń na temat pracy w domu, od której się odzwyczaiłam ostatnimi czasy. Nie są to porady, bo nie jestem pewna czy są odpowiednie dla wszystkich, ale na mnie działają.

1. Nim zaczniesz pracę w domu, włączysz komputer i zaczniesz działać ubierz się, posprzątaj, zrób pranie, zmyj naczynia, zrób zakupy, zjedz śniadanie, idź na pocztę, do apteki, poodkurzaj, itd. Praca w domu to jak uczenie się do egzaminu. Nagle znajduje się milion ważnych spraw, które trzeba zrobić, albo będą rozpraszać i namawiać Cię do przerw. Skoro i tak wiadomo, że trzeba coś zrobić, to lepiej zrobić to od razu, a potem z ogólną spokojnością, czystym sercem i sumieniem zacząć pracować. Dziś tak zrobiłam i to naprawdę działa :)

2. Poranny przegląd prasy (FB, portale plotkarskie, informacyjne) zrób rano, jak sama nazwa wskazuje. Nie oszukujmy się – i tak je odwiedzisz, lepiej wcześniej, niż potem maja Cię rozpraszać. Nie wierzę w schemat nagrody, czyli „popracuję 5 godzin, a potem na minutę wejde na FB”, lepiej wejść od razu, sprawdzić co się dzieje i z ogólną spokojnością, czystym sercem i sumieniem zacząć pracować :)

3. Na pewno każdy ma trudniejsze sprawy do załatwienia, telefony do wykonania, cięższych klientów do ogarnięcia. Czasem ze strachem sprawdzam pocztę „czy klient X może znowu jest niezadowlony a ja nie wiem dlaczego”, odsuwam na potem niewygodne telefony i nudniejsze projekty, albo te, co do których nie jestem przekonana, albo takie, które, po uwagach klienta, już mi sie nie poobają. Wiem jedno – pracując w domu, czy w biurze – lepiej mieć to za sobą, zadzwonić tam, gdzie sie powinno, odpisać na maile, na które się powinno, wykonać projekty, które są do wykonania. To jest praca, trzeba spiąć siedzenie i się wziąć w garść. Jak te trudne, niechciane, upierdliwe rzeczy będą za nami, możemy z ogólną spokojnością, czystym sercem i sumieniem zacząć pracować :) Oczywiście jak już posprzątamy, ugotujemy obiad na 3 dni i sprawdzimy co się dzieje w kraju i na świecie.

4. Piżama to nie jest strój biurowy. Co innego dres.

5. Chilli Zet nie zawsze działa pobudzająco :/

 

Pomysł na stare aparaty fotograficzne

Uwielbiam retro – modę, muzykę, wzornictwo. Zachwycam się starymi meblami, targi staroci to dla mnie świetny sposób na spędzenie weekendu (mam to na pewno po Rodzicach). Aparaty fotograficzne zabrałam z rodzinnego domu jakiś czas temu, Bartek przywiózł swój – chcieliśmy mieć je po prostu na co dzień, bo wyglądają świetnie we wnętrzu. Miałam na nie pomysł – z kotami naszymi niebezpieczeństwo polega na tym, że nie wiadomo, co zostanie z postawionej np. na półce kolekcji – postanowiłam je zawiesić. Jak obraz.

Jak to zrobiliśmy? Od początku chciałam, żeby aparaty były na białym tle – tak są najlepiej wyeksponowane, a całość wygląda bardzo minimalistycznie. Zdecydowałam się na najprostszą opcję – półkę z IKEA. Położyliśmy ją na płasko, a na niej umieściliśmy aparaty tak, jak chcialiśmy, żeby było docelowo. Bartek zaznaczył delikatnie ołówkiem punktowo granice aparatów, a potem za pomocą linijki odmierzył i zaznaczył punkty jednakowo oddalone od granic aparatów, po cztery punkty na aparat tak, żeby nie było ich widać pod aparatami. W miejscu punktów wywiercił dziury i przewlókł żyłkę wędkarską (my użyliśmy dosyć grubej 0,6mm średnicy) przez wszystkie 4 punkty na krzyż (krzyż z tyłu półki, z przodu 2 równoległe linie obejmujące aparat). Po umieszczeniu aparatu w odpowiednim miejscu i sprawdzeniu żyłki można było z tyłu żyłkę zawiązać na supeł, bardzo mocno. My dodatkowo każdą wywierconą dziurę i supeł pokryliśmy klejem na ciepło, żeby utrwalić mocowanie, zakleić otwory z żyłkami i zabezpieczyć całość przed poluzowaniem. A na koniec? Wieszanie, czyli z górki. Aparaty pasują mi do naszej ściany bardzo. Uważam, że takie rozwiązanie to świetny sposób na eksponowanie kolekcji, która okupuje półki i się kurzy, w dodatku bez niszczenia jej. Nie przykleiliśmy aparatów na stałe, nie przywierciliśmy ich – nic im się złego nie stało i taki był plan.

 

 

Jak zorganizować domowe kino

Nie jestem ćmą barową (tak to się nazywa?), nie uprawiam olsztyńskiego clubbingu, nie planuję weekendu pod kątek imprezowania do upadłego. Jestem raczej domatorką i lubię relaks w domu, wolę domówki od zatłoczonych klubów. Lubię też oglądać filmy i w tym właśnie momencie bardzo miałabym ochotę na domowy seans kinowy. Za oknem mróz, a w domu przytulnie, znajomi, film i typowo kinowe akcesoria. Niezwykle dobrze wspominam kilka styczniowych dni, kiedy mieliśmy w domy pożyczony od Gabi rzutnik i oglądaliśmy wszystko jak leci (seriale, koncert Adele na youtube, filmy) na ścianie, w bardzo dużym formacie :) Oczywiście nie opuszcza mnie wizja letniego, podwórkowego kina, na tarasia, na trawie, nie mówiąc już o amerykańskich kinach samochodowych – ale bądźmy realistami, mamy styczeń!

Jak zorganizować domowe kino? Mam kilka krótkich porad, krótkich, bo tak naprawdę sprawa jest prosta – kilka rzeczy do załatwienia = dobra zabawa.

1. Potrzebny będzie prawdziwie kinowy format obrazu, czyli rzutnik, bardzo duży ekran, prześcieradło, zasłona, czy pusta ściana. Tylko w taki sposób zobaczymy różnicę, czyli nie film oglądany na ekranie laptopa, a prawie jak w kinie. Oczywiście plusem jest dobre nagłośnienie.

2. Scenografia, czyli wygodne siedziska, kanapa, poduszki, pufy, koce. Plus oglądania filmów w domu, nie w kinie jest taki, że może być dużo wygodniej i swobodniej. Trzeba zadbać o to, żeby każdemu było komfortowo i ciepło. Do tego mocno przytłumione światło (żeby nie oglądać w egipskich ciemnościach i nie zasnąć po minucie) i gra gitara.

3. Repertuar. Wybierzcie kilka filmów, które spodobają się wszystkim. W takich przypadkach stawiam na komedie, ciekawe, ciepłe, lub dobrą sensację, lub coś klasycznego, jak „Zapach kobiety”, „Amelia” czy „Forest Gump”. Polecam „Czas na miłość”! Świetną opcją, wiem, bo miałam okazję uczestniczyć, jest oglądanie koncertu na dużym ekranie. Ja oglądałam koncert Adele (2 razy) – i na pewno to powtórzę.
Fajną opcją są imprezy filmowe tematyczne, czyli oglądanie tylko filmów z lat ’80, albo tylko „Gwiezdne Wojny”, czy obie części „Dirty Dancing”, czy też filmy wyłącznie z Banderasem :)

4. Napoje i przekąski. Powinny to być takie rozwiązania, które pozwolą wszystkim, z gospodarzami włącznie, na oglądanie filmów bez przerw, bez zatrzymywania filmu, by donieść jedzenie, czy przygotować napoje. Marzy mi się taki seans z goracą czekoladą i herbatą z termosów, domowymi przekąskami, prażoną kukurydzą w kartonowych pudełkach, słodyczami. Według mnie wszystko powinno być przygotowane wcześniej i ustawione tak, by łatwo i wygodnie było po to sięgnąć. Przydadzą się niskie stoły, w większej ilości :) No i pamiętajcie o papierowych serwetkach!

Jeśli dzisiaj miałabym organizować taką kinową domówkę zdecydowałabym się na domowe mini-hamburgery lub pizzę podane przed samym seansem! To nie droga restauracja, tylko kino domowe – można jeść palcami :) Tak, zdecydowanie ta opcja do mnie przemawia! Do tego wspomniana wcześniej gorąca czekolada i smoothies. A co!

5. Róbcie przerwy. Nikt nie wytrzyma oglądania 3 filmów pod rząd, bez przerwy. Fajnie jest zrobić przerywniki między filmami, chociażby na uzupełnienie płynów, czy krótką rozmowę.

6. Na koniec wspomnę, że takie seanse najlepiej smakują w gronie dobrych, sprawdzonych znajomych, kiedy atmosfera jest swobodna, wszyscy się znaja i czują się ze sobą dobrze. Na filmowe spotkania w gronie nie do końca zgranym lepiej iśc po prostu do kina.

I jeszcze jedno. Wyłączcie komórki :)

fot. PINTEREST.COM

 

Przygotowania do warsztatów trwają

Mam taki pracowity poniedziałek, że dopiero teraz dałam radę wrzucić zdjęcia z przygotowań do przedwalentynkowych warsztatów DIY&Scrapki, które będę prowadzić z Martą Krugły-Raczyńską. Opracowujemy plan gry, żeby dobrze wykorzystać ten krótki czas w Playschool w piątek 7 lutego.

Swoją droga jestem bardzo podekscytowana, że będę mogła poprzebywać w białym, kamienicowym wnętrzu Playschool, które mieści się na mojej ulubionej olsztyńskiej ulicy. To zdecydowanie bonus całej tej sytuacji.

Jeśli macie ochotę spotkać się z nami by poscrapkować, pokleić, poskładać i dobrze się bawić, w klimacie walentynkowym, zgłaszajcie się pisząc na adres biuro@playschool.org.pl :)

fot. MACRAC

 

Naklejki na dobry dzień /do pobrania/

Wiecie, że jedna mała naklejka może mieć duże znaczenie? A nawet dużo znaczeń (w sumie można ją nazwać znaczkiem). Bardzo podoba mi się idea zostawiania sobie miłych wiadomości. Już uskuteczniałam coś podobnego, lecz w innym kształcie TUTAJ – czyli serca origami z miłą wiadomością.
Jakiś czas temu zostawiłam Bartkowi w kuchni obiad do odgrzania zaopatrzony w kartkę z narysowanym serduszkiem. Obiadu wtedy nie zjadł (mój obiad przegrał z obiadem jego Mamy – tak tak Bartek, ja wszystko pamiętam :)), ale serduszko bardzo mu się spodobało i do tej pory wisi na lodówce – nie pozwolił wyrzucić. To mi dało do myślenia. Każdy lubi takie małe dowody uznania, uczucia, pamięci. Tak naprawdę to jest po prostu szalenie miłe. Jeżeli też tak myślicie, możecie szybko zaserwować bliskim takie małe, samoprzylepne wiadomości.
Zapraszam do pobrania pliku z kompletem moich naklejek. Wystarczy wydrukować w dobrej jakości na papierze samoprzylepnym A4, wyciąć naklejki i przyklejać:)
POBIERZ NAKLEJKI
Możecie użyć ich w różny sposób:
1. Jako miłą wiadomość zostawioną w różnych miejscach
2. Jako taśmę klejącą (np. zamykając torebkę z ciastkami, czy kanapką)
3. Jako sposób na zaznaczenie drinków na imprezie – 1 kolor = 1 gość = łatwo znaleźć swoją szklankę.

 

 

Trochę słońca i zielona sukienka

Czy patrzyliście ostatnio na prognozę pogody? Ja tak! W obliczu trwającej zimy postanowiłam zgromadzić zapasy książek i filmów, czekolady i wina, oraz w ramach higieny psychicznej przypomnieć sobie o lepszych czasach za pomocą oglądania słonecznych zdjęć, a ja akurat takie dostałam (doczekałam się, po latach wręcz). Wprawdzie lekko przeterminowane, bo robione 1,5 roku temu, ale słońce jest? Jest. Są też krótkie włosy i złote japonki (RIP). Z jednej strony dobrze pooglądac, z drugiej tak daleko do wiosny :(

Ja mam bardzo dobry sposób na temperaturę – myślenie o wrześniowym urlopie, pełnej rozmachu europejskiej wycieczce (no, może bez przesady), o zwiedzaniu i jedzeniu, i nowych miejscach. Pomaga!

Wracając do zdjęć – tak naprawdę to w pewien sposób wypełniają jeden z moich punktów do odhaczenia, czyli jesienne „chciałabym”, zainspirowane modowymi sesjami Denim Feather (KLIK). Sesja jest, ubrania są – modowa sesja jak w mordę strzelił :)


fot. Jakub Jankowski

 

Zaproszenie na kawę z Mammazine

Nowy miesiąc, nowe Mammazine i moje dwa nowe artykuły. Jak na początek roku i karnawał przystało tematy są imprezowe i bardzo przyjemne. Jeśli lubicie kawę i macie ochotę dowiedzieć się jak zostać domową baristką (dziękuję Palarni Lani Coffee za konsultacje!) – mam nadzieje, że Wam pomogę. Zaprojektowałam też dwa wzory karnawałowych, uniwersalnych zaproszeń, do pobrania i wydrukowania. Wszystko to w najnowszym Mammazine -> TUTAJ. Zapraszam :)

 

 

Warsztaty DIY w Olsztynie

Wiecie co? Szykują się papierowe warsztaty. Razem z Martą Krugły-Raczyńską będziemy prowadziły zajęcia odręczne, scrapkowe w piątek 7 lutego w Olsztynie w Playschool na Dąbrowszczaków. Tydzień przed Walentynkami chcemy robić z Wami ręcznie robione prezenty dla Waszych ukochanych. Od 19.00 będziemy wycinały, kleiły, składały i ozdabiały wyjątkowe Walentynki. Dowiecie się co to scrapbooking, nauczycie się podstawowych technik i razem z nami wykonacie papierowe prezenty.

Tematem przewodnim będzie hasło „ZABIERZ WALENTYNKĘ W PODRÓŻ”. Chcemy zaproponować Wam podróż sentymentalną i zrobienie prawdziwie osobistych Walentynek, dlatego weźcie ze sobą pamiątki, które dużo dla Was znaczą, np. bilety do kina rodem z pierwszej randki, bilet autobusowy z pamiętnego wyjazdu, czy wyjątkowe zdjęcia.

Jeśli macie ochotę zobaczyć sie z nami w zimowy piątek 7 lutego – wysyłajcie zgłoszenia na adres: biuro@playschool.org.pl.

Do zobaczenia!! My nie możemy się doczekać :)

 

10 rozwiązań, które ułatwiają życie i oszczędzają czas

Dzisiaj trochę o pracy, a trochę o życiu, czyli normalka. Mam czas, więc spokojnie piszę. Właśnie – mam czas, ale nie jest tak zawsze. Z brakiem czasu walczę ciągle, raz lepiej mi idzie, raz gorzej. Zastanawialiście się kiedyś jak można sobie ułatwić życie i oszczędzić 30 minut, godzinę dziennie? Może nawet więcej? Zrobiłam listę i wybrałam 10 naprawdę fajnych sposobów. Część znam z autopsji, a część mam w planie poznać. Ciekawe, czy macie podobne doświadczenia.

1. Paczkomat

Paczkomaty to moje ostatnie odkrycie, choć wiem, że nie pojawiły się wczoraj. Nie ma nic bardziej stresującego jak czekanie na kuriera, jak akurat musisz wyjść, albo zastanawianie się jaki adres przesyłki podać. Zamawiasz i..odbierasz kiedy masz czas, to może nie do końca pomaga zapanować nad czasem, ale na pewno nad stresem. Widzieliście te żółte skrzynki? Lubię to!

2. Kalendarz / terminarz

Bez kalendarza jak bez ręki. Nie wyobrażam sobie pracy i dnia bez niego. Czy oszczędza to czas? Jasne. Nie trzeba wertowac maili w poszukiwaniu umówionego terminu, ani zastanawiać się nad zadaniami na dzisiaj, bo wszystko już jest. Spokojna głowa też. Zawsze uważałam, że najlepsze są kalendarze papierowe, książkowe, z okładką, ale zastanawiam się nad Google Calendar. Może trzeba iść z duchem czasu?

3. Jedzenie online

Nie mam na myśli smętnego oglądania jedzenia w internecie, skręcając się z głodu, tylko jego zamawianie. Jak się bliżej zastanowić, to to dopiero jest oszczędzacz czasu. Gotowanie zajmuje przeważnie mi go całkiem sporo, a jeść trzeba. Zawsze kojarzyło mi się takie zamawianie z tłustym chińczykiem, albo pizzą, czyli z brakiem wyboru, ale sprawdziłam, że mamy więcej opcji, np. portale jak Foodpanda. Czyli jest światełko w tunelu i tak też można czas oszczędzać. Smacznego :)

4. Bloglovin

To chyba proste. Można ograniczyć trochę czas spędzony na „porannym przeglądzie prasy” i ulubione blogi oglądać w jednym miejscu, gdzie od razu pojawiają się ich aktualizacje, zamiast skakać od strony do strony.

5. PayU

Dla mnie to błogosławieństwo. Najłatwiejsza i najszybsza forma płacenia w sieci. Żadne kopiuj-wklej, żadne sprawdź maila. To naprawdę oszczędza czas, bo procedura trwa chwilę. Uwielbiam i gratuluję twórcom, i przyrzekam dozgonną wierność (no, chyba, że pojawi się coś lepszego :P)

6. Kosmetyki milion w jednym

Opinie są różne, począwszy od takich, że jak coś jest od wszystkiego, to jest do niczego. Wszystko zależy od kosmetyku. Ja uważam, że są rozwiązania, które bardzo oszczędzają czas wieczorową porą. Jak dla mnie Scruby Pat&Rub (o tym już kiedyś pisałam, ale nie mogę nie wspomnieć teraz) to mistrzostwo pod tym względem. Ściera, myje, balsamuje, jest z samych naturalnych składników, więc podobno jeść też można…

7. Zapisywanie ulubionych stron

Podobnie, jak w 4 punkcie. Zapisywanie ulubionych zakładek/stron to skuteczna walka z niedoczasem. Wiadomo, że nie zrezygnujemy z wizyt na stronach i portalach, które lubimy i odwiedzamy codziennie, więc można przyspieszyć procedurę.

8. TVN Player i inne

Nie mam telewizora, ale to nie znaczy, że nie oglądam jego dobrodziejstw. Jak się wciągnę np. w serial to żadna siła mnie nie powstrzyma przed oglądaniem – cieszę się bardzo, że powstały platformy online, gdzie można sobie spokojnie, w dowolnym czasie obejrzeć to, co się chce, bez miliona reklam, zapowiedzi i przerzucania kanałów z nudów. Wybieram, co chcę obejrzeć i oglądam. Po prostu – czyli poświęcam na to 45 minut, a nie 2 godziny :)

9. Clean as you go

To jest coś, co bardzo ułatwia życie w kuchni i w rezultacie oszczędza dużo czasu, ale czego jeszcze do końca nie opanowałam :) Bartek powtarza mi to do znudzenia – robię postępy. W skrócie – gotujesz, sprzątaj od razu, na bieżąco. Masz wolnych kilka minut w czasie, jak czekasz aż coś się np. zagotuje – myj naczynia, wytrzyj blat. Dzięki temu po przygotowaniu posiłku stoisz w czystej, pięknej, lśniącej kuchni, a nie w strefie bombardowania. Hołk!

10. Asertywność

Oj, to jest temat rzeka, ale nie ulega wątpliwości, że oszczędza dużo czasu. Mówienie NIE. Mam z tym problem. Ciężko mi jest odmawiać, szczególnie bliskim osobom. Mam pracy po kokardy, ale średnio mi idzie odmawianie zrobienia czegoś dla np. koleżanki, w dodatku na wczoraj. To mnie stresuje i jestem z siebie niezadowolona, więc zdecydowanie powinnam nad tym popracować.  Podobnie jest z klientami, ale tu widze progres, lepiej mi idzie w sferze biznesowej, z tego wynika. Rozsądne postawienie sprawy, poznanie swoich mozliwości czasowych i trzymanie się planu to sposoby na to, żeby mieć czas dla siebie, a przynajmnej mieć go trochę więcej.

fot. 1  |  2  |  3  |  4  |  5

 

Przerwa na kawę

Nazywam sie Emilka i jestem pracoholikiem. Skoro czytacie mojego bloga wiecie o tym od dawna. Ja dowiedziałam się o tym dzisiaj. Zmuszona przez moją prywatną terapeutkę eN przejrzałam wszystkie tegoroczne posty i zdałam sobie sprawę, że piszę albo o pracy, albo o planach przyszłej pracy, albo jedzeniu, żeby mieć siłę do pracy. Żałosne. Nie dyskutowałam z diagnozą – zrozumiałam, że natychmiastowa terapia jest konieczna dla mej higieny psychicznej. Zastosowałam środek doraźny – lekarstwo przyjęłam bezzwłocznie w postaci kawy z pianką i 2 godzin gadania nie o pracy (umówmy się – ustalenie, że nie robi się zdjęć z dołu, żeby nie mieć sześciu podbródków nie jest szczytem kreatywności blogerów, tematy inne pracowe również nie miałyby szans na większą kreatywność z mojej strony).

Jednorazowa dawka lekarstwa była bardzo przyjemna, jednak mimo wszystko, wbrew pozorom ta mini przerwa spowodowała, że wracam do pracy ze zdwojoną energią. Zamierzam też kontynuować kurację w ten sam sposób, jak tylko eN będzie w naszym rodzinnym mieście.

Wracając do tematu pracy (wiem, znowu). Dobrze jest byc freelancerem, stwierdzam. Można bez wyrzutów sumienia opuścić miejsce pracy, komputer, kalendarz i niedopitą, zimną kawę, i spotkać się w godzinach co najmniej niekawiarnianych (np. w południe) by pogadać na tematy różne i wypić kawę ciepłą, dla odmiany. Polecam wszystkim. Pozdrawiam eN :)

 

1 2