Kwiecień 2014 archive

Dekoracje na baby shower

Choć temat amerykańskich, komercyjnych świąt, czy uroczystości jest dość kontrowersyjny – ja mogę szczerze napisać, że nie mam nic przeciwko. Każdy powód jest dobry, żeby się spotkać w gronie bliskich i przyjaciół, świętować i wspaniale spędzać czas. Do Polski wkraczają imprezy pod szyldem BABY SHOWER, czyli babskie spotkania na cześć przyszłej mamy i dziecka. Podoba mi się to – to jest takie miłe!

W piątek miałam przyjemność dekorować kameralne baby shower, organizowane przez Martę Niedźwiedź w jej Playschool’u. Miało być chłopięco i słodko, ale..nie za słodko :) Powstał komplet dekoracji „It’s a boy” –  ”To chłopiec!” w kolorach turkusowo-beżowo-miętowych, czyli girlanda, zawieszki, chorągiewki, confetti oraz przestrzenny napis BOY. Tym samym uznajemy sezon na podobne imprezy w Playschool za otwarty! Kto następny?

 

 

Jak zacząć jeździć samochodem po długiej przerwie

Czy wspominałam, że od 3 miesięcy jestem kierowcą? Jestem i jestem z tego dumna, bo po kilku latach siedzenia na miejscu pasażera wzięłam się w garść i usadziłam się po lewej stronie. Niesamowicie pomógł fakt, że samochód spadł mi z nieba i grzechem byłoby skazać go na stanie na parkingu, wiedziałam, że teraz albo nigdy i że taka okazja do powrotu na łono kierownicy może się szybko nie powtórzyć.

Czy było łatwo jeździć po tak długiej, trwającej niemal od momentu zdania egzaminu na prawko, przerwie? Nie:) Nie było, tym bardziej pękam z dumy nad mą skromną osobą. Jak myślę o dniu, w którym oznajmiłam rano „Dziś jadę sama do pracy” w głowie słyszę fanfary! Czuję się więc bardzo kompetentna, żeby na świeżo napisać co zrobić, żeby bez bólu wprowadzić samochód do Waszego życia.

1. Znajdź grupę wsparcia. Cierpliwą grupę wsparcia, najlepiej praktycznego, czyli kogoś, kto w nocy przemierzy z Tobą kilometry na pustym parkingu supermarketu, poćwiczy parkowanie przodem i tyłem, a potem, również w nocy, zacznie jeździć po mieście, na pewno bojąc się o swoje życie, ale skutecznie to ukrywając. Z tego miejsca kłaniam się Bartkowi w pas :) Niezastąpiony mistrz cierpliwości, spokoju i opanowania!

2. Jeśli punkt pierwszy nie jest możliwy do zrealizowania – wykup jazdy z instruktorem. Miałam tak właśnie zrobić – na spokojnie i na cierpliwie najpierw pojeździć z instruktorem, ale że do najcierpliwszych nie należę zdecydowałam się na samochodową samowolkę. Jestem jednak pewna, że po długiej przerwie w byciu kierowcą kilka godzin z instruktorem może bardzo, bardzo pomóc, szczególnie jak w grę wchodzi ruchliwe miasto w godzinach porannych, lub popołudniowych.

3. Odśwież znaki, czyli na spokojnie przejrzyj podręcznik do nauki jazdy (ja miałam wersję papierowa, ale na pewno w internecie są wersje online) – kto ma pierwszeństwo, gdzie trzeba zjechać, a gdzie nie można – po kilku latach (w moim przypadku) bycia tylko pasażerem ta wiedza może uratować życie i zdrowie psychiczne, i nie tylko. Trzeba zrobić wszystko, żeby zminimalizować stres samodzielnej jazdy – im wiesz więcej, tym jedziesz pewniej.

4. Rób swoje i nie patrz na innych, czyli jedź sobie jak bóg przykazał, zgodnie z przepisami i miej w nosie czy ktoś chce jechać szybciej, czy się niecierpliwi – jeśli jednak możesz jechać 70km/h, a jedziesz 40 – trochę przyspiesz, bo rozumiem, że w pewnym momencie cierpliwość kierowców za Toba może się skończyć :)

RADA TATY: obklej samochód kapustami, czyli naklejkami mówiącymi o tym, że jesteś świeżym kierowcą – masa naklejek w połączeniu np. z poobijanymi zderzakami i różnymi zarysowaniami spowodują, że inni kierowcy skutecznie sami będą Cię omijać.

5. Na samym początku przećwicz, czyli przejedź z kimś z punktu 1, lub 2 trasę dom-praca, czy dom-szkoła, czy inne, które będziecie często przemierzać – to pomoże spokojniej pojechać tam samodzielnie po raz pierwszy, drugi i trzeci. Poznajcie dobrze tę trasę, gdzie trzeba zmienić pas, jak układają się zakręty, gdzie macie pierwszeństwo, itd. To bardzo, bardzo pomaga!

Ja, świeży kierowca życzę wszystkim świeżym kierowcom powodzenia, cierpliwości i szerokiej drogi :)

 

 

Papierowe dekoracje do samodzielnego wykonania

Niedawno wspominałam o wspólnym projekcie z Agnieszką Subobiektywną. Wreszcie mogę się nim podzielić. Z racji rozpoczętego całkiem niedawno sezonu ślubnego oraz imprez plenerowych postanowiłyśmy pokazać Wam jak samodzielnie i prosto można stworzyć papierowe dekoracje.

Wachlarze oraz diamentowe winietki, wszystko w chłodnej, bardzo modnej tonacji. Małe wachlarzyki są cudne! Im więcej ich tym lepiej. Wyglądają wyjątkowo pięknie podwieszone na przezroczystej żyłce, czy wstążkach i ruszające się na wietrze, lub nieregularnie rozsypane na stole. Do nich mamy winietki – papierowe bryły w kształcie szlachetnych kamieni, do których można przeczepić karteczkę z nazwiskiem i ustawić na stole w formie winietki. Te diamentowe pudełeczka będą też idealne do schowania słodkich prezentów dla gości. Zdecydowałyśmy się na szlachetne kolory, czyli złoto (jedyny ciepły element), srebro oraz granat.

Na stronie Subobiektywnej znajdziecie szablony do pobrania – wachlarze i winietki. Ale to nie wszystko – u Agnieszki zobaczycie też film z naszymi dekoracjami oraz więcej zdjęć! Musicie zobaczyć koniecznie, bo dopiero na filmie widać jak to pięknie wygląda i się porusza / KLIK/.

/ fot. Subobiektywna /

UWAGA! szablon z wachlarzami dotyczy tylko najmniejszych – żeby wykonać duże wachlarze należy wydrukować ten sam szablon na większym formacie, lub przerysować samodzielnie na brystolu o dużych wymiarach

 

My Easter tones

Bardzo pracowity miałam czas przed, w trakcie i po świętach, co nie znaczy, że nie myślałam o blogu :) Już niedługo pokażę Wam co fajnego stworzyłyśmy z Martą z Playschool, a co równie fajnego z Agnieszką Subobiektywną, a co jeszcze innego fajnego z Agatą z Caribulife – babskie współprace mi służą, nie mogę doczekać się efektów.

Nie sądzicie, że mieliśmy idealną Wielkanoc? Mam na myśli nastrój, pogodę, słońce – przypominam sobie jak świetnie spędzało się wielkanocne popołudnie z rodziną na trawie w ogrodzie- bajka, szczególnie w porównaniu z zeszłym rokiem – śnieg po pachy i zimno.

Dobrze mi sie ogląda te zdjęcia, bo od razu czuję ten ciepły, świąteczny klimat – lenistwo na trawie, czego chcieć więcej.

Na pierwszy rzut oka widać, kto był najjaśniej świecącą gwiazdą, prawda? Było super – ja wracam do zdjęć, które dziś zabrałam Mamie, na których siedzimy z Moniką na nocnikach, mniej więcej w wieku Inuli :) koniecznie muszę załatwić sobie odbitki!

/zdjęcia autorstwa Michaliny Pryśko // KLIK/

 

Wielkanocne gniazdko z bukszpanu

Mam słabość do świątecznych dekoracji stołu. Lubię też prostotę (zazwyczaj) i udane połączenia kolorystyczne. Dziś mam dla Was kolejny wielkanocny projekt ‚zrób to sam’ – prosty, delikatny, elegancki – dekoracja na stół świąteczny, czyli bukszpanowe gniazdka na pisanki.

Potrzebujemy do tego projektu bukszpanu – oczywiście im więcej talerzy do udekorowania, tym więcej gałązek. Niezbędny do tego będzie klej na ciepło, nożyczki, wstążka i foremka. Pod pojęciem foremki rozumiem naczynie, wokół którego będziemy formować gniazdka, żeby wszystkie miały tę samą średnicę. Ja użyłam solniczki, bo według mnie miała idealną średnicę żeby być formą do jedno-jajkowego gniazdka.

Odcinamy gałązki bukszpanu i układamy je wokół foremki, łączymy przezroczystym klejem na ciepło. Od nas zależy ile gałązek użyjemy, czy chcemy mieć gęste gniazdko, czy luźniejsze, czy chcemy mieć gniazdko na jedno, czy 3 jajka. Najważniejsze jest to, żeby solidnie przymocować gałązki do siebie, skleić je w kilku miejscach. Na koniec dekorujemy gniazdko kokardą ze wstążki (można tym sposobem ukryć miejsce klejenia), ustawiamy na stole (ja ustawiłam na talerzu) i do środka wstawiamy pisanki.

Voila! Prawda, że proste? :)

 

Czekolada domowej roboty

Uwielbiam czekoladę. Jeśli ktoś nie ma pomysłu na prezent dla mnie – to jest najlepsza opcja. Mam swoje ulubione rodzaje, jak każdy i ostatnio postanowiłam spróbować zrobić sama w domu mini czekolady w moich ulubionych smakach. Czekolada z marcepanem, czekolada z ciasteczkami i czekolada z orzechami laskowymi. Podoba mi się idea zrobienia spersonalizowanej czekolady w prezencie dla bliskich, a że zbliża się Wielkanoc – to jest bardzo prosta propozycja na słodki prezent od zająca.

Wykorzystałam do tego moją starą, silikonową i lekko sfatygowaną formę do muffinów, a oprócz tego mix gorzko-mlecznej czekolady i dodatki – masa marcepanowa, migdały w płatkach, kilka ciastek (pieguski – moje ulubione) i orzechy laskowe.

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Wlewamy po 1-2 łyżki do każdej muffinowej foremki i lekko stukamy foremką o blat, żeby czekolada równo rozprowadziła się po dnie. Dodajemy ulubione składniki, czyli w moim przypadku orzechy laskowe i pokruszone ciastka – lekko wciskamy je w czekoladę. W przypadku masy marcepanowej, rozwałkowałam kawałki marcepanu i wycięłam z niego płaskie kółka, o wymiarze zbliżonym do mojej foremki – na czekoladę położyłam marcepanowe kółko i przykryłam kolejną łyżką rozpuszczonej czekolady, którą wyrównałam tą samą metodą, czyli stukaniem o blat. Marcepanowe czekolady posypałam płatkami migdałów.

Teraz pozostaje tylko przykryć formę folią aluminiową i wstawić do lodówki. Jak tylko czekolada zastygnie można bez najmniejszych problemów wyjąć czekoladki z silikonowych foremek. A co dalej? Można zjeść od razu, albo ładnie zapakować i komuś podarować – proponuję celofan, szary papier i wstążkę – bardzo prosty zestaw, który nie przykrywa świetnie wyglądających czekolad, ale podkreśla odświętny charakter.

Smacznego :)

 

 

Wielkanocna girlanda DIY

Mam dla Was pierwszy wielkanocny post i pierwsze DIY. Nauczona błędami grudniowymi wcześniej zajmuję się tematem dekoracji, żeby uniknąć tradycyjnego „na ostatnią chwilę”.

Jestem niecierpliwa i lubię szybkie rozwiązania i efekty. Fajnie jest zająć się dekoracjami i widzieć rezultat od razu. To mnie motywuje. Mam dla Was coś takiego. Dziś to będzie girlanda, którą można wykorzystać na kilka sposobów. Robi się ją bardzo szybko, wystarczą wstążki, nożyczki, klej na ciepło / taśma dwustronna / dobry klej uniwersalny i wydrukowane jajka. Ja zaprojektowałam je sobie sama i chętnie się z Wami podzielę, plik do pobrania TUTAJ. Wydrukowałam moje na białym, grubszym papierze (w moim przypadku 300g).

Papierowe pisanki wycinamy po kropkowanej linii (lubię biały margines wokół wyciętych pisanek) i przyklejamy w rzędzie do wstążki. Trzeba pamiętać, żeby przyklejać górną część jajek, nie np. na środku, wtedy girlanda nie będzie się przekręcać wisząc. To tyle :) Taką gotową girlandę możecie powiesić nad stołem, lub przy ścianie, albo, tak jak ja, z tyłu krzesła, co wygląda naprawdę fajnie.

 

Jak wykorzystać w 100% pracę freelancera

Jak rzuci się hasło ‚freelancer’ – od razu w głowie pojawia się perfekcyjna wizja spokojnej pracy w kawiarni, z laptopem, wielką latte i dobrym aparatem, żeby robić temu wszystkiemu zdjęcia na instagram :P To tak na pierwszy rzut, potem przychodzi obronna reakcja organizmu, czyli „tak, jasne, na pewno tak nie jest, przecież praca na swoim to mordęga, brak weekendów, praca do późna w piżamie w domu”.

I tak i tak. Ale dzis mam dobry humor, lubię bardzo swoją pracę i mam dla Was 5 rzeczy, które freelancer może robić, a inni mniej. Jak wykorzystać freelancerskie życie w 100%?

1. Choć raz popracuj w kawiarni. Mam to za sobą – kiedyś częściej, dziś dosyć rzadko, ale byłam, widziałam. Wpadnij do kawiarni rano, usiądź na miejscu przy oknie, zamów kawę i pracuj, ciesząc się darmowym wifi, dobrą kawą (a nie kawą z gruntem/błotem/makowcem/bez piany w domu). Może to i misja specjalna – trzeba wstać, ubrać się, zapakować komputer, dojechać do kawiarni, nie zapomnieć kabla do laptopa, ale warto, chociaż raz na jakiś czas. Mi się bardzo dobrze pracuje w miejscu publicznym – szum głosów i pracy mnie uspokaja i inspiruje.

2. Zrób sobie dzień dziecka w tygodniu. Nie mówię o niemyciu zębów, tylko o…dniu bez ciśnienia. Wstań jak masz ochotę, zrób tylko minimum pracowych obowiązków, albo wcale (o ile dzień wcześniej sobie wszystko zorganizujesz, nie ma zmiłuj), wyjdź na śniadanie, albo umów się na południowy spacer z koleżanką. Ja dokładnie to zrobiłam tydzień temu. Sprawdziłam pocztę, ogarnęłam najpilniejsze rzeczy w tempie błyskawicznym i spędziłam dzień z Agatą i Witem, czyli ekipą Caribulife. Tak po prostu – bo mogę. Na co dzień pracuję dosyć dużo, potrafię też czasem popracować w weekend, więc dzień dziecka raz na jakiś czas należy mi się jak nowa myszka ze sklepu zoologicznego Ryśkowi i Kazikowi.

3. Wyjedź do innego miasta (albo kraju – jak jest możliwość) i pracuj w miejscu publicznym. Niby punkt podobny do 1go, ale..nie do końca. Już mam to za sobą i wiem jakie to fajne. Odwiedź rodzinę/znajomych w innym mieście. Spakuj laptopa i niezbędne akcesoria, przywitaj się z komunikacją miejską i znajdź dobre miejsce do pracy. Kawiarnia, biblioteka z fajnym widokiem z okna, czy…park (z wifi), plac miejski z wygodnymi ławkami. W wersji terenowej pamiętaj o dobrej pogodzie i kawie na wynos. Taka praca jest bardzo przyjemna i inspirująca. Przy okazji można poobserwować ludzi i poczuć się jak bohaterka amerykańskiego serialu :)

4. Umów się na spotkanie w parku. To oczywiście opcja wiosenno-letnia. Jeśli klient, czy współpracownik ma na to ochotę, czemu nie połączyć przyjemnego z pożytecznym i nie połączyć biznesowej rozmowy ze spacerem? Mi się bardzo dobrze rozmawia i myśli na spacerze, potrafię łatwiej rozwiązać problem, czy wpaść na dobry pomysł. Freelancer może :)

5. Współpracuj z innymi freelancerami. Choć raz zaangażuj się we wspólny projekt i przekonaj się sam. Po to jest się freelancerem, żeby móc dobierać sobie ludzi, z którymi sie współpracuje. Nie zawsze można zrobić wszystko samemu – fajnie jest wziąć udział w projekcie, powiedzmy – wielobranżowym, nauczyć się czegoś nowego, poznać ludzi, dobrze się bawić i mieć satysfakcję z dobrze wykonanej, wspólnej pracy.

Ja wiem, że rzeczywistość nie jest zawsze kolorowa, że polski freelancer nie wiedzie serialowego życia, ale można sobie pomóc i zafundować świetne, inne doświadczenie, cieszyć się trybem życia, które się wybrało. Chociaż raz na jakiś czas.

/fot. Subobiektywna/

 

Balonowy rekwizyt do sesji foto

Ponieważ wysokie temperatury sprzyjają sesjom zdjęciowym plenerowym – mam dla Was błyskawiczny pomysł na rekwizyt do zdjęć. Widzieliście go już wcześniej przy okazji posta o ciążowej sesji Agaty z Caribulife (KLIK).

Sesja miała być letnia i wesoła, więc ‚scenografia’ musiała iść z tym w parze. Miejsce – ogród, kostiumy –  sukienka i kalosze, rekwizyt – balony i wstążki. Sprawa bardzo prosta. 7, lub 9 balonów w dobrze dobranych kolorach (w tym przypadku odcienie turkusu, niebieskiego i beżu) i sporo wstążek różnego kalibru w tej samej tonacji. Cały bajer polega na tym, że wstążki i sznurki są różnej szerokości i faktury.

Balony trzeba nadmuchać. Jeśli macie możliwość napełnić balony helem – super, jeśli nie, tak jak my, dobrze jest przyczepić balony do cienkiego prętu, czy plastikowej, długiej rurki. Balony opadają i ukrywają miejsce łączenia. Do tego właśnie miejsca trzeba doczepić wszystkie wstążki dbając, by były różnej długości – dzięki czemu efekt jest bardzo swobodny.

Nie wiem, jak Wy, ale uważam, że to świetny zdjęciowy gadżet – sesje ślubne, ciążowe, czy rodzinne – widzę to :) Koszt wykonania takiego rekwizytu to około 50zł – wszystko zależy od ilości wstążek, bo to one kosztują najwięcej.

/fot. Caribu Creative Family/