Listopad 2014 archive

24 weeks & it’s a…

Rozrastam się w różową stronę :) że tak polecę stereotypem. Cieszę się bardzo i czekam. W międzyczasie cierpię na niemoc jedzenia słodkich i niezdrowych rzeczy (lody tylko po posiłku i tylko w małych ilościach i tylko raz na dłuższy czas – ale różowe wiadomości warto uczcić lodami truskawkowymi – pasują jak ulał).

Będzie Dziewczyna!

Zastanawiamy się jak będzie wyglądać (śmiejemy się, że jak z brodą, to na pewno nasze), wyobrażamy sobie, przygotowujemy się. A ja pomału wpadam w remontowo-przemeblowaniowy szał, ale to podobno normalne :) Jedno jest pewno – różowo nie będzie .

e for event it's a girl dziewczynka lody 1
e for event it's a girl dziewczynka lody 2e for event it's a girl dziewczynka lody 4e for event it's a girl dziewczynka lody 3

 

 

Zdrowe frytki z pietruszki, marchewki i buraka

SONY DSC

Listopad dał mi się we znaki i pozdrowił mnie serdecznie solidnym przeziębieniem. Nie mogłam się skupić na pracy, na czytaniu, za to swobodnie lecące programy telewizyjne (na komputerze) kompletnie mi nie przeszkadzały – czasem dobrze, jak coś szumi w tle. Przypadkiem trafiłam na film „Supersize me”. Oglądałam to już wiele lat temu, z pożyczonej od kogoś płyty (przed erą filmów online, gdy w moim rodzinnym domu nie było jeszcze „stałego łącza”), ale tym razem obejrzałam bardziej świadomie. Dodając do tego fakt, że przez najbliższe miesiące muszę mocno uważać na to, co jem (niestety), tym bardziej temat mnie zainteresował.

Postanowiłam znaleźć sposób na takie jedzenie, które nie będzie żadnym kiepskim zamiennikiem smacznych rzeczy, a naprawdę dobrą i zdrową alternatywą. Ponieważ pieczone warzywa lubię od dawna – frytki to była moja pierwsza myśl. Pokrojone w słupki warzywa korzeniowe (marchew, pietruszka, buraki), wymieszane z oliwą, solą, pieprzem i czosnkiem, upieczone w piekarniku, są po prostu boskie. Do tego oczywiście ketchup – domowy, robiony przez Mamę Bartka :) Można wracać do filmu.

SONY DSCSONY DSCSONY DSC

 

Zestaw świątecznych DIY

Mam mnóstwo pomysłów na świąteczne projekty DIY. Zawsze tak jest. Pomysły przychodzą falami, zapisuję je, zastanawiam się tylko, czy starczy mi czasu na realizację każdego po kolei. Nim rzucę się w wir przedświątecznej, grudniowej atmosfery przygotowałam zestaw zeszłorocznych postów, które zdecydowanie mogą się przydać i w tym roku – zarówno jako pomysły na prezenty, jak i na dekoracje. Zapraszam :)

1. DOMOWY KOKOSOWY SCRUB

eforevent-lifestyle-blog-homemade-coconut-body-scrub-kokosowy-peeling-domowy-2

 

2. PAPIEROWE DEKORACJE – WACHLARZE

e-for-event-subobiektywna-fotografia-dekoracja-weselna-z-papieru-plik-do-C5-9Bci-C4-85gni-C4-99cia-2

 

3. RĘCZNIE ROBIONE CZEKOLADKI

e-for-event-jak-zrobi-C4-87-czekolad-C4-99-w-domu-blog-lifestylowy-czekolada-spersonalizowana-3

 

4. PAPIEROWA GWIAZDA ORIGAMI

SONY DSC

5. SŁOIKOWA KULA SNIEŻNA Z BAŁWANKIEM

MAMMAZINE-BA-C5-81WANEK-8

 

6. ŚWIĄTECZNE ORIGAMI – CHOINKA Z SERWETKI

SONY DSC

 

 

Wakacyjna sesja w Zurychu

Wczoraj dostałam zdjęcia z Zurychu, ale nie byle jakie, bo robione przez Kubę Jankowskiego (dwa razy wrzucałam fotki jego autorstwa – TUTAJ i TUTAJ). Więc nie są to typowe, turystyczne zdjęcia „my na tle”, tylko po prostu świetne ujęcia naszej dwójki (no dobra – trójki). Czyli nie tylko załapaliśmy się na zwiedzanie z przewodnikiem ale i sesję. Bosko! W tytule napisane jest, że to wakacyjna sesja – chociaż w październiku, nie w sierpniu, to były naprawdę wyczekane wakacje. Swoja drogą Zurych jest wspaniały i było to najbardziej pasujące mi miasto pośród wszystkich, które odwiedziliśmy podczas urlopu.

Jak w końcu znajdę czas przejrzę pozostałe zdjęcia z Zurychu – już te w większości przez nas robione. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie mogę się zabrać do porządkowania zdjęć urlopowych :/

Bardzo mi się podobała industrialna część miasta, ze zrewitalizowanymi, poprzemysłowymi lokalami, dziwnymi sklepami (głowa lalki w słoiku), kawiarniami. Jak pracowałam jeszcze w Warszawie w pracowni projektowej, często, szukając inspiracji, natykałam się na zdjęcia dachów z parasoli. W Zurychu też taki jest :) Wygląda wspaniale.

SHA_4404a_size1920
SHA_4459a_size1920
SHA_4505a_size1920
SHA_4551bw_size1920
SHA_4554asq_size1920
SHA_4568asq_size1920
SHA_4638a_size1920
SHA_4640b_size1920
SHA_4647bw_size1920
SHA_4725b_size1920
SHA_4685bw_size1920
SHA_4744b_size1920
SHA_4785c_size1920
SHA_4805bwsq_size1920

 

 

Sypialnia dla trójki

Ci, którzy nas odwiedzili wiedzą, że wciąż nie dorobiliśmy się sypialni – nasz wolny pokój czeka na to już od 2 lat, a tymczasem jest pokojem prania, wysychania, prasowania, składzikiem i kociarnią. Zaczyna nam się trochę spieszyć – na wiosnę powinniśmy mieć w końcu gdzie postawić nie tylko łóżko, ale i łóżeczko. Zaczynam czuć podekscytowanie i wymyślam – jak przy pełnym cięciu kosztów –  zrobić z tych kilku metrów kwadratowych sypialnię dla wszystkich ale tak, żeby mi się podobało :) Oczywiście w głowie pełno projektów ‚zrób to sam’ – zobaczymy jak będzie z energią i czasem. Jedno wiem na pewno – będzie jasno – im jaśniej tym lepiej (nie oszukujmy się, Olsztyn to nie słoneczna Kalifornia). Nie obrażę się za marynarskie i skandynawskie klimaty. Nim opracujemy z Bartkiem listę zadań i zakupów mogę sobie pobuszować w internecie. Dobrze, że raczej nie grozi nam kłótnia co do wyboru stylu – z tym zawsze się zgadzamy. Ufff

nursery bedroom inspirations neutral scandic e for event

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

 

Sobota w środku tygodnia

DSC_4944
Pocieszam się jedzeniem. Tzn. nie pocieszam się, bo dzieje się źle, raczej nastrajam się jedzeniem bardziej. Wczoraj, przy święcie narodowym, zdałam sobie sprawę, że nie ma nic lepszego niż pomidorówka mojej Mamy, w dodatku jedzona w słońcu, tak na szybko, między kawą, a obiadem, z kubka. Choćbym nie wiem co robiła – nigdy mi taka nie wyjdzie, tak jak mielone i murzynek. Ciekawe, czy moje dziecko tez będzie kiedyś tam mówić o mojej kuchni (choć w tym temacie raczej to rodziciel będzie głównym bohaterem). Smak soboty, spokoju (albo i nie, bo rodzina ma iście włoskie charaktery), wczesnego popołudnia :) Święta w środku tygodnia zawsze mają dla mnie smak soboty, tyle, że sprzątać nie trzeba.

Dosyć tego – jest środa, dzień pracowy, dzień zaległości i freelancerskiej codzienności. Muszę się przygotować na jutrzejszy Olcamp, zrelaksować się, ugotować obiad, odpocząć  :) I znaleźć na to wszystko czas?

DSC_4938

 

Bezalkoholowe grzane wino

 

e for event przepis na bezalkoholowe grzane wino 1

Od kilku miesięcy, z wiadomej przyczyny, nie piję alkoholu. Nie cierpię bardzo, ale niedawno zatęskniłam za grzanym winem. Wiadomo – jesień świetnie koresponduje z grzańcami. Wiem, że są wina bezalkoholowe, ale w Olsztynie jeszcze nie znalazłam i jakoś nie zebrałam się, żeby zamówić przez internet. Postanowiłam znaleźć sobie inne, prostsze rozwiązanie. Grzane wino bez wina (i bez winy).

Okazuje się, że przy odrobinie dobrej woli można zrobić sobie naprawdę dobry substytut grzanego wina. Czego potrzebujemy, żeby przygotować napój dla 2 osób?

- 2 szklanki soku wiśniowego (najlepiej domowy, kwaśny)
- 1 szklankę soku pomarańczowego
- 1 łyżkę brązowego cukru (chyba, że soki są słodkie – cukier jest tu bardzo opcjonalnie)
- 1 świeżą pomarańczę
- 0,5 jabłka
- sok z 1/2 limonki
- 1 laskę cynamonu (lub trochę sproszkowanego)
- 1 goździk
- szczyptę gałki muszkatołowej
- 1 gwiazdkę anyżku

W garnku rozpuszczamy cukier w niewielkiej ilości soku (1/4 szklanki). Jeśli nie chcemy cukru – omijamy ten pierwszy punkt. Do soku i cukru dodajemy przyprawy i podgrzewamy (to ważny punkt – przyprawy mają czas oddać aromat). Dolewamy resztę soku i podgrzewamy. Dodajemy pokrojone kawałki owoców i sok z limonki. Jak napój będzie gorący – rozlewamy do szklanek i ozdabiamy owocami. Oczywiście najpierw próbujemy – każdy lubi inaczej przyprawione grzańce – ja wolę delikatniej.

Gotowe. Nie oszukujmy się – nie jest to wino, ale wygląda jak wino, smakuje przyprawami, jest ciepłe, słodkie i naprawdę dobre :) Idealne dla ciężarówek i kierowców!

 

DSC_4877
e for event przepis na bezalkoholowe grzane wino 2
e for event przepis na bezalkoholowe grzane wino 3
e for event przepis na bezalkoholowe grzane wino 4

 

Mediolan

Wspominam urlop na raty. To niemożliwe, że minęły już 3 tygodnie od powrotu – niby niedawno, a ja czuję, jakby to było dawno temu, takie to wręcz nierealne w porównaniu z jesiennym Olsztynem. Nie to, żeby w Mediolanie w październiku było upalnie, bo nie było :) Ale inne miasto, obcy język, zupełnie inny klimat, smaki robią swoje i wyraźnie mówią, że jest się na urlopie.

Prosto z Florencji wylądowaliśmy w Mediolanie, zachwyceni dworcem na samym wejściu, zaskoczeni wielkomiejskością, ruchem. Mieliśmy dwa dni, więc po prostu chodziliśmy, albo wchodziliśmy (byliśmy na dachu wyjątkowej, pięcionawowej, mediolańskiej katedry – o samej możliwości takiej atrakcji dowiedzieliśmy się oczywiście przypadkiem). Jako wielbicielka dużych miast byłam zachwycona – witrynami, ilością ludzi, różnorodnością, za to mocno rozczarowana restauracyjnym, włoskim jedzeniem – co zrobić, trzeba samemu gotować.

Mediolan polecam każdemu – wystarczą wygodne buty, aparat i niezawodny współpodróżnik – jest co oglądać, gdzie chodzić, kilometry chodzą się same. Nie jestem fanką mocno dokładnego planowania zwiedzania – nie wyznaję się na nazwach ulic, muzeach i placach – po prostu chodzę, zatrzymuję się gdzie chcę, skręcam tam, gdzie ładniej. To się sprawdza idealnie – przynajmniej dla nas :)

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

 

Po co mi blog?

Udział w Blog Forum Gdańsk 2014 zdecydowanie zmusił mnie do refleksji na temat mojego blogowania, zmobilizował mnie, kazał ruszyć tyłek, zastanowić się nad sobą i tym, co chcę robić, co jest ważne, nie tylko blogowo. Konferencja ogólnie była dla mnie czasem rozmyślań – miałam dużo na to czasu. I dobrze, bo czasem tak trzeba.

Zaczęłam blogować ponad 2 lata temu i zbiegło się to z innymi, dobrymi wydarzeniami w moim życiu – blogowanie kojarzy mi się dobrze i szczęśliwie. Czemu zaczęłam? Miałam to bardzo połączyć z pracą – chciałam pokazywać dekoracje, które robię i instaluję, ale niesamowicie szybko zaczęłam po prostu wrzucać to, co mi się podoba, co mi w duszy gra, nie tylko dekoracje. Tak więc jest tu wszystko – praca, przyjaciele, jedzenie, DIY, dekoracje, inspiracje.

Czasem publikuję częściej, nawet często, czasem, w związku z pracą i życiem, rzadziej. Pomału wycofuję się z robienia dekoracji zawodowo, tzn. na zlecenie. Więc zatracam pierwotny cel mojego blogowania. Czy to źle? Nie – to ma prawo ewoluować, tak jak moje życie i praca. Ostatnio miałam bardzo mało czasu na E for Event, usłyszałam pytanie „To czemu nie rzucisz bloga? Przecież nawet sama nazwa nawiązuje do imprez, których teraz nie robisz!”? A nie – bo to wciąż jest aktualne.

SONY DSC

Jestem bliska stwierdzeniu, że życia to wydarzenie, okazja, impreza, więc event. Nie w sensie, że codziennie trzeba się bawić do upadłego, raczej, że fajnie jest doceniać okazje, upiększać i poprawiać życie. Tak więc – e for event ma wciąż rację bytu. A blogowanie to dla mnie dodatkowe wartości. Blog mnie motywuje i mobilizuje. Mam masę pomysłów na posty DIY – z braku czasu nie wszystkie realizuję, ale realizuję na ile mogę – gdyby nie blog pewnie nie chciałoby mi się robić i testować rozwiązań tylko dla mnie samej. Dbam o to, żeby na E for Event wrzucać najlepsze zdjęcia, jakie umiem zrobić (albo najlepsze, jako mi ktoś zrobi) – bo to ma być fajne, estetyczne miejsce, gdzie ja sama z przyjemnością będę zaglądać. To sprawia, że się staram, uczę, próbuję. Czyli łączę przyjemne z pożytecznym. W dodatku gromadzę w jednym miejscu moje wspomnienia, dobre dni, wydarzenia. Tak więc warto blogować – pomimo braku czasu i zmian. Tak myślę i tego się trzymam :)

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC