Marzec 2015 archive

Deser kawowy z lodami

SONY DSC

Na nowo odkrywam przyjemność jedzenia słodyczy bez poczucia winy. W końcu przez ostatnich kilka miesięcy musiałam się mocno ograniczać (cukrzyca ciążowa). Za tydzień Wielkanoc, chwila wolnego, okazja do kulinarnego świętowania i beztroskiego pochłaniania wszystkiego jak leci :P Nie jestem ekspertem w typowo świątecznych deserach. Sernik, mazurek, babka – nie będę ryzykować, wolę postawić na coś bezpieczniejszego (czyt. zawsze wyjdzie).

Polubiłam smak kawy bez cukru. Odkryłam, że niesłodzona mrożona kawa jest najlepsza, a najprostsze połączenia działają świetnie. Kawa + lody = deser idealny. Połączyłam ostudzone, niesłodzone espresso z kawowymi lodami (uwielbiam lody o smaku cafe latte firmy Grycan). Dla przełamania smaku dodałam wiśnie (mrożone – nierozmrożone). Mam więc 3 smaki – gorzki, słodki i kwaśny. Wysiłek przygotowania deseru minimalny (chyba, że ktoś umie zrobić domowe kawowe lody – ja poszłam na łatwiznę i po prostu poszłam do sklepu), efekt smakowy znakomity. A żeby było wielkanocnie ozdobiłam całość czekoladowymi jajkami :)

W tym roku Ina będzie biegała po ogrodzie moich Rodziców i szukała czekoladowych jajek – tak jest, że święta bardzo skupiają się na dzieciach, które bardzo wszystko przeżywają. Ja będę przeżywać kawowy deser dla dorosłych. Ktoś ma ochotę?

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

 

Nowe

SONY DSC

Jesteśmy już w domu z nowym członkiem rodziny, który wpasował się w nas idealnie, jak brakujący klocek lego, od pierwszej minuty. Docieramy się z Milą, ustalamy sobie nasz rytm. Mamy bardzo łaskawe dziecko, oby tak miłościwie nam panowała dalej :)

Energia mi wraca, to nie tylko Ona, ale też słońce, wiosna, nowe plany i zdecydowanie lepsze samopoczucie. Czuję, że najlepsze dopiero przede mną. Słyszałam, że to w ciąży kobiety czują, że mogą przenosić góry – ja czuję to dopiero teraz, więc chyba będzie się działo.

SONY DSC
SONY DSC

 

Kobieco na dzień kobiet

DSC_1719

Nie mogłam dostać zdjęć z sesji w lepszym dniu, niż dzisiaj :) Wspaniały prezent na dzień kobiet. +100 do boskości. Dzięki Agacie z Doradcy Stylu mogłam poczuć prawdziwą atmosferę sesji zdjęciowej. Czułam się świetnie i chyba to widać na zdjęciach. Mam niesamowita pamiątkę z brzuchowych czasów – na kolejna sesję się już nie załapię, bo czasy brzucha zaraz się skończą.

Do tej pory przeważnie moje zdjęcia to był 100% lifestyle – niekoniecznie w domu, ale tak na luzie, bez przygotowań. Miałam okazję spróbować czegoś nowego – sesji z produkcją, stylizacją, profesjonalistami – w dodatku w nieco innej dla mnie stylistyce. Co mogę dodać? Jeśli jesteś w ciąży – zdecyduj się na sesję. Nie dość, że to idealna pamiątka, to jeszcze cała otoczka sprawi, że poczujesz się bosko i kobieco (i nie spędzisz kolejnego dnia w dresie). O!

DSC_1570
DSC_1625
DSC_1681
DSC_1798
DSC_1930
DSC_1985
DSC_2060

 

A na koniec na wspólne zdjęcie załapał się Bartek – w końcu na co dzień jest moim ulubionym fotografem, więc wszystko się zgadza :)

DSC_1864

 

Produkcja: Caribu
Foto: Ratuszyński Fotografia
Stylizacja: Doradca STYLU
Make Up: Beauty Bar
Manicure/Pedicure: Gaja Bio Kosmetyka
Ubrania: Happymum
Wnętrze: Playschool

 

Co mi sprawia przyjemność?

SONY DSC

Od samego rana walczę z czarnowidztwem i niezbyt dobrymi myślami, po nieprzyjemnym mailu od byłej klientki. Dodam, że według mnie totalnie niesprawiedliwym i nie w porę. Wiem, że trzeba zająć myśli lepszymi rzeczami, nie przejmować się tym, na co nie mamy wpływu i właśnie dlatego piszę o przyjemnościach.

Jeszcze nawiązując do pracy. Wiecie jakiego zdania nie lubię bardzo? „Powinnaś więcej odpoczywać”. Ale serio? To tak, jakbym nie lubiła relaksu, uciekała od książek i podczas jedzenia śniadania marzyła, żeby kanapki były mniejsze, żebym mogła jak najszybciej biec do komputera. Lubię odpoczynek, lubię przyjemności, lubię lenistwo. Akurat nigdy nie udaje mi się mieć na to mnóstwo czasu, ale za to może delektuję się tym, co udaje się wydzielić z każdego dnia? Takie mamy czasy – praca często pochłania tyle czasu, że…

No nic. W sumie zamierzałam pisać o przyjemnościach, co oczywiście wiąże się z odpoczynkiem, nie o pracy i długich godzinach. Wracając do przyjemności…

1. Twój Styl – raz na miesiąc zabieram Mamie magazyn i znikam na jakieś 2 godziny. Nie ma mnie. Uwielbiam tę gazetę, nie ma lepszej!  Jest wręcz jak święto – robię herbatę, siadam wygodnie i świętuję (Elle też zdaje relaksacyjny egzamin)

2. Uwielbiam sposób budzenia mojego kota – Ryśka. Paca mnie łapką po twarzy, albo grzebie we włosach :) Jest przy tym taki kochany i mruczący, że nigdy się na niego nie gniewam (wolę to niż Kazika, który wsadza łeb do foliowej torby – to jego sposób budzenia ludzi i zdecydowanie nie działa na mnie tak pozytywnie).

3. Lubię jak Bartek nie wychodzi do pracy, albo pracuje w domu, albo wraca wcześnie, w okolicach południa i możemy razem wypić kawę. W dzień, przy stole, pogadać. To też takie małe święto :) Porządnie zaparzona kawa w kawiarce, ciepłe mleko i coś słodkiego (ach te grzechy). Poproszę!

4. Przepadam za rozpoczynaniem czytania nowej książki – niekoniecznie nowej faktycznie, tylko nowej dla mnie. Mam w rękach kolejnego „Miłoszewskiego”, czyli Ziarno Prawdy (najpierw książka, potem ewentualnie film – jedyna prawidłowa kolejność), ale oszczędzam ją na czas w szpitalu, żeby umilała mi czekanie na Milę (jeśli można mówić o umilaniu biorąc pod uwagę tematykę książki, może lepiej..uciekawiła mi ten czas).

5. Nie ma nic lepszego, dla higieny psychicznej, jak kawa z koleżanką / koleżankami. Najlepiej na mieście, choć niekoniecznie. Kiedyś raczej przyjaźniłam się z facetami, z czasem zaczęłam doceniać babskie przyjaźnie i to się na razie nie zmieni. Trafiam na takie osoby, które zawsze mnie zmobilizują, zainspirują, a co najważniejsze, zrozumieją :) I wtedy czas tak szybko leci….

6. Masaże, zabiegi pielęgnacyjne, ale głównie masaże. Niekoniecznie dla uśmierzenia bólu (choć moje plecy ostatnio..:P) ale dla czystej przyjemności. Plecy, stopy, głowa – biorę wszystko. To ten sam kaliber co mycie głowy u fryzjera.

7. Początek wiosny. Nie jestem oryginalna – tak, jak lubię początki jesieni, tak przepadam za początkami wiosny. Nowa energia, więcej światła – to czysta przyjemność, a co najlepsze – już za chwilę będzie na wyciągnięcie ręki.

8. Ubraniowe wymianki. Wpadam do Gdańska do Tekstualnej, przeglądam szafę, rzucam kilka razy „Nosisz to?”, po czym wracam do Olsztyna z dodatkową torbą „nowych” ciuchów. Bosko :) I za darmo! Oczywiście ta zasada działa w obie strony. Przyjemne? Bardzo. A jak nie jadę do Gdańska to zawsze mogę wpaść na Wietrzenie Szafy do Playschool – kolejne już 15 marca (ech, ominie mnie).

9. Podekscytowanie, jak wpada mi do głowy nowy, oczywiście genialny, pomysł. Kiedy nie mogę się doczekać realizacji, efektu końcowego. Tak, to lubię bardzo. Nie jest to przyjemność, jaką mogę sobie zafundować na zawołanie, ale nie mogłam tego pominąć.

10. Gofry. Nawet te z lidla, odgrzewane w piekarniku. Smak lata, koniecznie z cukrem pudrem (mam taki trzcinowy – wypas).

Od razu mi lepiej. Samo pisanie o przyjemnościach działa. A już super najlepsze jest łączenie przyjemności w jeden „moment” (jak to doświadcza się w Atelier Amaro – to nie dania, to momenty), więc wyobraźcie sobie nową książkę i do tego gofry, i początek wiosny za oknem. Nie mam pytań :)

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC