Kwiecień 2015 archive

M jak Mila, mama, macaronsy

SONY DSC

Od dawna szaleję za typografią i przeglądam internet, i się napawam takimiż plakatami, nadrukami itd. Dlatego z wielka chęcią zabrałam Tekstualnej jej bluzę. W marzeniach jestem mega utalentowanym liternikiem i sama, wyposażona w zwykły długopis, czy marker, tworzę cuda rodem z Pinteresta. Na szczęście zaczynam utwierdzać się w przekonaniu, że nie można wszystkiego, że lepiej skupić się na kilku rzeczach, a nie rozdrabniać, bo i tak jestem mocno rozdrobniona, niczym coleslav w KFC. Chwilowo, w każdym razie, liternikiem nie zostanę, musi mi wystarczyć moje rodzone pismo, bez udziwnień, niezbyt atrakcyjne (Babcia: Po ojcu to ty pisma nie odziedziczyłaś / czyt. nieładne). Według internetowych grafologów jestem tolerancyjna i hojna, żyję w zgodzie z obowiązującymi przepisami, jestem otwarta na otoczenie i towarzyska, jednocześnie cenię sobie samotność, do tego jestem dynamiczna i śmiała, a także najprawdopodobniej jestem zainteresowana głównie sobą i mam artystyczną naturę, co wcale nie kłóci się z byciem zorganizowaną i empatyczną (i muszę być niezła w tworzeniu zdań wielokrotnie złożonych, a to wszystko mówi moja kropka nad „i”) :)

Normalnie kobieta orkiestra, zatańczy, murzynka upiecze, krawat zawiąże, PITa wypełni.

Wracając do pisania – jeszcze jakiś czas temu dzielnie reprezentowała mnie litera „E” – wiadomo – Emilia, event (chociaż już coraz mniej się nimi zajmuję), a teraz na podium wchodzi druga, równorzędna –  ”M”. Mila, mama, miłość, mleko, macaronsy :). Dla każdego coś dobrego.

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

 

High 5 Neptun!

SONY DSC

Dwa dni, jedna noc. Przybiliśmy piątkę neptunowi, zaliczyliśmy prelekcję na Netvision (chociaż moja czerwona twarz mówi o tym, że nie jestem dobra w publicznych wystąpieniach, to nie było źle – jak słuchacze fajni, to i prelegenci wyluzowani), niedzielną sesję dla Mammazine (wspominałam, że od jakiegoś czasu jestem pełnoprawnym członkiem redakcji i działam działam), dwa spacery po starym mieście, belgijskie frytki, chińczyka i do tego kilka głupawek i dobrą zabawę. Wymarzłam, wyśmiałam się, trochę popracowałam, ale najważniejsze, że 100% czasu spędziłam z Moniką, Bartkiem i Milą. Rodzinnie. Nawet zimny wiatr mi nie przeszkadzał, w końcu od czego jest gorąca czekolada na wynos.

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

 

Slow life

SONY DSC

Nie piekę sama chleba, ani pasztetu. Nie serwuję Mili ekologicznych pieluch i nie piorę ich z orzechami. Nie robię sama kosmetyków (choć miałam epizod z peelingiem), a przetwory kupuję, albo dostaję od niezastąpionej Mamy. Nie zawsze celebruję posiłki i nie chodzę na rynek z wiklinowym koszem (choć nie powiem, wizja wręcz paryska, całkiem kusząca). W ogóle nie chodzę na rynek, skoro w sąsiedztwie mam 4 duże sklepy samoobsługowe, w tym jeden dyskont. Lubie jeść pizzę w towarzystwie serialu (pizza akurat homemade), często biorę na siebie za dużo, nie mam czasu na długie, romantyczne spacery, ani medytacje i leżenie na trawie do góry wentylem. Książki czytam w dużych ilościach, ale urywkami, nie dla mnie kilkugodzinne sesje z kolejnym kryminałem i dzbankiem herbaty.Tak naprawdę moje życie to jak trailer filmu pod tytułem FAST LIFE, ale jak nigdy dotąd czuję się tak bardzo slow.

Kobieta, partnerka, biznesłumenka, mama, córka, przyjaciółka, koleżanka, siostra, wnuczka, blogerka, graficzka, no i ja, jako ja, dla siebie…sporo tego. Ostatnio przybyła mi bardzo ważna rola i zaczęłam się po prostu bać, że trochę tego dużo, że doba ma 24 godziny i że moja wewnętrzna bogini…tfu, wróć! moja wewnętrzna „pani kontrola” będzie mocno wkurzona i nieusatysfakcjonowana. Spodziewałam się ataków irytacji, rzucania komputerem z okna (dobrze, że to parter), braku czasu na cokolwiek i podkrążonych oczu. Przygotowywałam się na szukanie pomocy w artykułach „10 skutecznych sposobów na ogarnięcie życia”, czy też „Multitasking w 3 prostych krokach”. Oliwy do ognia dolewały ciocie i wujkowie Dobra Rada, według których czeka mnie armageddon, a że nie jestem Brucem Willisem, to nie mam większych szans (hmm..Bruce chyba nie wyszedł na tym armageddonie najlepiej, więc może lepszym porównaniem byłby Ben Affleck). Bałam się chaosu, a wiecie co? Jest harmonia, ład, ustalone priorytety, zwolnienie tempa i ogólne nastawienie „nic na siłę, najwyżej nie dam rady, a tak w ogóle to zmuś mnie”. Czyli nagły brak ciśnienia. Normalnie cud jakiś. Matka natura wyposażyła mnie nie tylko w umiejętność przemawiania bardzo wysokimi tonami w kierunku dziecka (inaczej piania) i karmienia piersią, ale w nagłą olewkę i masę cierpliwości. Czemu nikt mi tego nie powiedział wcześniej? :)

Jestem spokojniejsza, jeszcze bardziej zorganizowana, poukładana. Wcale nie pracuję mniej, ale dobre planowanie pozwala mi na elastyczność i brak stresu. Zauważyłam, że każdą wolna chwilę wykorzystuję na pracę, realizowanie listy zadań, bez gadania i bez zwłoki (dzieci nie śpią przecież na okrągło, choć mi trafił się dobry egzemplarz). Czyli dużo się dzieje i nowe plany gonią następne, ale spokój, jaki dała mi nowa życiowa sytuacja sprawia, że jestem po prostu slow.

I ta wolność i powolność bardzo mi pasuje.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

 

Wielkanoc

SONY DSC

Choć zawsze przed świętami mam wizję radosnego lenistwa, beztroskiego czasu poświęconego na czytanie zaległych magazynów, czy oglądanie filmów, to w końcu okazuje się, że wcale doba magicznie się nie rozciąga i te kilka dni mijają tak samo szybko jak dzień przed ostatecznym deadline’em w pracy :) czyli bardzo.
2015 nie jest pod tym względem wyjątkowy. Przeglądam zdjęcia i cieszę się, że chociaż pogoda do bani, to było wiosennie, było fajnie i miło, i bardzo świątecznie. Monika odkryła w sobie zaklinaczkę dzieci, Inula do upadłego szukała czekoladowych jajek, schowanych przez zająca (które potem magicznie zamieniły się w wielkanocne żelki Haribo – pewnie czekoladowe jajka się zającowi skończyły), Mila była gwiazdą wieczoru (a właściwie dnia), a ja mogłam delektować się sałatką jarzynową, odłożoną specjalnie dla mnie, bez cebuli.

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

 

Instagram te amo

Już dawno ogarnęła nas kultura obrazka, wręcz kult :) Łatwiej nam oglądać, niż czytać, choć czytać wciąż uwielbiam. Co lepsze – nie tylko lubimy oglądać, lubimy podglądać i choć może brzmi to nieco wstydliwie, to niby skąd taka popularność blogów, pudli i Instagrama? Długo nie miałam konta na Instagramie, bo…nie miałam smartphona :) Ale poszłam z duchem czasu i pojawiła się też i taka zdjęciowa możliwość. Insta uwielbiam. Nie spędzam na nim godzin dziennie, nawet jednej godziny nie spędzam, to taki krótki romans, mogę powiedzieć, ale bardzo inspirujący. Uwielbiam oglądać kadry z życia innych ludzi, niektóre mega wystylizowane i piękne, inne prawdziwe i nieco chaotyczne, kolorowe i czarno-białe. Jestem na bieżąco z tym, co słychać u znajomych, towarzyszę im w podróżach, patrzę jak rosną dzieci. Fajne to.

Niedawno Agata Bloguje bardzo mnie wyróżniła i dołączyła mój instagramowy profil do swoich ulubionych. Zainspirowało mnie to do przyjrzenia się moim ulubionym. Zapraszam!

instagram shafotos

SHAFOTOS – profil Kuby, fotografa (amatora, jak się opisuje, choć ja mam inne zdanie), który robi mi najlepsze zdjęcia. Ubolewam, że tak rzadko jest w Polsce :) Świetne zdjęcia portretowe, a ja dodatkowo zawsze rzucam się na miejskie reportażowe.

hug the stuff instagram

HUG THE STUFF – marka wnętrzarska, sprzedająca wyjątkowe pościele. Ja śledzę ich profil za cudne zdjęcia nóg i komputera właścicielki :) Fajny, pościelowy lifestyle i konsekwentne budowanie marki, co doceniam (jak to się dzieje, że na każdym zdjęciu są INNE porwane spodnie, haha, ile ona ich ma?)

VAI VAI INSTAGRAM

VAI VAI – lifestylowy internetowy magazyn rodem z Litwy. Nic na to nie poradzę – uwielbiam takie pastelowe ujęcia :)

ASIA PIETRZYK INSTAGRAM

ASIA PIETRZYK – ilustratorka i projektantka mieszkająca w Sztokholmie. Jej grafiki są obłędne, miałam mega problem, żeby wybrać szybko 4 ujęcia do tego posta, które mi się najbardziej podobają, bo podobają mi się wszystkie.

Instagram wciąga, prawda? W czym tkwi jego magia? Właśnie w przeglądaniu tych pięknych, wybranych ujęć, które nie mają końca. Oglądam, przeglądam, inspiruję się, motywuję, podziwiam albo po prostu relaksuję.