Odpocząć na zapas

e for event blog lifestylowy sesja ciążowa 5

Bardzo często słyszę komentarze na temat tego, że powinnam odpoczywać na zapas, wysypiać się, korzystać z wolności, należeć się, naczytać, nadrzemać, naleniuchować, bo potem to będzie tylko gorzej, sodoma, gomora i wieczne niewyspanie :). Nie bardzo to możliwe, bo własnie przed pojawieniem się dziecka chcę zrobić jak najwięcej, skończyć prowadzone projekty, żeby nie mieć zaległości, za to wolną głowę i móc skoncentrować się tylko na naszej nowej sytuacji. Gdzie w tym miejsce na takie beztroskie leniuchowanie?
Swoją drogą, to takie myślenie, podszyte strachem przed utratą wolności, snu i wszystkiego, nie pomaga – nie nastawiam się źle, co, jak co, ale o życiowej zmianie myślę tylko pozytywnie i jestem bardzo podekscytowana, ale jest we mnie trochę strachu, że będę miała szybko dosyć, że poczuję zniecierpliwienie i że zniechęcenie przyjdzie szybciej, niż bym chciała. Trudne to kurczę.

Staram się. Czytam. Ucinam drzemki. Spaceruję (choć teraz coraz krócej, bo to juz nie spacerowanie, a toczenie się). Wymyślam. Nie wiem, czy nagromadzone powoli lenistwo zaprocentuje cierpliwością i energią potem, ale warto wierzyć, prawda? :)

Czas leci błyskawicznie. Nadrabiam nie tylko odpoczynek, ale też spotkania z przyjaciółmi – kto to wie, jak będzie potem? Może i tygodniami się z nimi nie spotkam? Łączę też przyjemne z pożytecznym – przy okazji kawy z koleżanką łapię zdjęciowo „ostatnie promienie” ciąży, czyli organizuję sobie wspomnienia. Dobrze będzie za jakiś czas zajrzeć do tych zdjęciowych postów i pomyśleć sobie jak ja mało wiedziałam co nastąpi, jak bardzo się nie spodziewałam ogromu zmiany, zmęczenia i szczęścia :) (i jak dużo miałam wolnego czasu – ja, szczęściara)

/fot. Asia Wołejszo/
/wnętrze. Apartament Old Town w Olsztynie/

e for event blog lifestylowy sesja ciążowa 2e for event blog lifestylowy sesja ciążowa 3e for event blog lifestylowy sesja ciążowa 4e for event blog lifestylowy sesja ciążowa 6e for event blog lifestylowy sesja ciążowa 7

 
 

Blog roku 2014

blog roku 2014 lifestyle

Witajcie!

Blog to z założenia prywata, ale dziś to już wyjątkowo. W tym roku E for Event omija szerokim łukiem konkurs BLOG ROKU, a to po to, żeby zrobić miejsce na mój drugi blog Love2Work. Razem z moją tekstualną siostrą Moniką chcemy dać sobie szansę. Zdajemy sobie sprawę jakie możliwości dla blogerów idą w parze z wygraną w konkursie i marzymy, żeby te możliwości odczuć na własnej skórze. Tak to wygląda po prostu!

Tak, to teraz jest ta część, kiedy proszę o smsy :) Im więcej tym lepiej – niestety tylko jeden z jednego telefonu, ale wierzę, że dla chcącego nic trudnego! Co więcej, koszt wysłania smsa, czyli 1,23 zł idzie na konto Fundacji Dzieci Niczyje. Brzmi dobrze, prawda?

Obie potrzebujemy wsparcia i motywacji, bardzo się ucieszymy z głosów z Waszych komórek :)

SMS O TREŚCI K11177 NA NUMER 7122

Dziekujemy! Emilka&Monika

l2w-love2work-blog-motywacja-freelance-wybor-cieki-kariery-1-1050x695

 

 
 

DIY prezent na Walentynki

SONY DSC

Nie wiem dlaczego, ale największe emocje walentynkowe odczuwałam chyba w podstawówce. Napięcie, czy kolega z ławki da ukradkiem jakąś kartkę, czekoladowe serce, czy nie. Mało to miało wspólnego z romansem, więcej z popularnością i lubieniem :). Z tego miejsca pozdrawiam Grześka, od którego kartkę w kształcie serca mam do dziś (pisaną przez jego starszą siostrę, bo na nasze zdolności pisania nie mieliśmy co liczyć w klasach 1-3).

Teraz 14 lutego to po prostu miły dzień, którego nie chcę kojarzyć z komercją i Stanami, ale z dobrą okazją żeby zjeść razem coś dobrego, obejrzeć komedię, dostać w prezencie drobiazg, wybrany specjalnie dla nas. Pewnie, można to samo robić w każdy inny dzień roku, ale środek lutego ma w sobie jakąś serduszkową magię :)

Czekoladowe serca na patyczkach widziałam masę razy, chociażby na Pintereście. Zawsze bardzo mi się podobały. W końcu żadna filozofia – foremki, czekolada, patyczki. Raz, dwa, trzy i gotowe, a efekt świetny. Postanowiłam w końcu przetestować – czy się uda, czy u mnie też będzie to wyglądać tak samo fajnie. Wiecie co? To jest tak prosty projekt, że polecam go wszystkim, z dziećmi włącznie (poza oczywiście roztapianiem czekolady). I wygląda świetnie. Jeśli szukacie pomysłu na drobny, walentynkowy prezent, to to jest zdecydowanie to! Wystarczy zapakować w celofan, przewiązać wstążką, czy sznurkiem. Ja widzę to jako wymowne zaproszenie do wspólnego oglądania filmu z gorącą czekoladą w ręku. Całkiem przyjemna wizja.

Bartek w tym roku tych serduszek nie dostanie, w końcu widział ja na własne oczy, więc co to by była za niespodzianka, ale gdyby nie widział, to na pewno by się ucieszył. Przynajmniej tak powiedział, trzymam go za słowo.

SONY DSC

Co jest potrzebne?
- czekolada (ulubiona obdarowywanego – ja polecam białą, mleczną i gorzką, ze względu na kontrast kolorystyczny)
- drewniane patyczki, lub łyżeczki
- silikonowa foremka do lodu w kształcie serca

Czekoladę roztapiamy i wypełniamy foremki. Trzeba odczekać, aż czekolada lekko ostygnie i zgęstnieje, żeby włożyć do środka patyczki. Dla szybszego efektu polecam wstawienie całości do lodówki. Wyjęcie serc z silikonowej foremki jest bezproblemowe. Najlepszy jest finał – czekoladowe serce roztopione w gorącym mleku, lub kawie. Bajka.

SONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSC

 

 
 

Vintage

SONY DSC

Byłam kiedyś u wróżki. No dobra, byłam dwa razy. Myślę o niej bardzo ciepło, bo wywróżyła mi Bartka i wspólną córkę (oraz dalekie podróże i bogactwo…droga Pani Wróżko, wciąż czekam!). To, co mi mocno zapadło w pamięć to bardzo trafna synteza mojego życia. Moim życiem kierują dobre, pozorne przypadki (według Pani Wróżki przypadków nie ma) i zbiegi okoliczności. Taka prawda, nie mogę się z tym nie zgodzić i potrafię z marszu opowiedzieć kilka dobrych, zmieniających życie historii (np. jak zostałam grafikiem, albo jak poznałam Bartka). Ale to wszystko ma też zastosowanie do drobnych rzeczy, codziennych.

Rosnę w oczach, jest zima. Nie dla mnie radosne, letnie, ciążowe sukienki, za to jak najbardziej zimowe, ogromne namioty. Zimowe okrycia wierzchnie przechodzą naturalną selekcje na te, które dają radę z brzuchem i na te, co już nie. Mama Bartka zaproponowała, że w razie czego pożyczy mi swój płaszcz – kożuch, żebym przetrwała luty. I tutaj pojawia się własnie motyw dobrego zbiegu okoliczności. Zima – brzuch – potrzeba – propozycja – kożuch – zwierzę  - przypadkowe spojrzenie na czapkę w panterkę (tę TUTAJ) – nagłe olśnienie.

SONY DSC

Odkąd pamiętam, u mojej Mamy w szafie jest futro, właśnie w panterkę. Jak byłam mała, byłam pewna, że to futro z lamparta. To futro mojej prababci, ukochanej babci Mamy. To pamiątka, cenna rzecz, która nie ma prawa ulec zniszczeniu (dlatego za dzieciaka przymierzałyśmy je po kryjomu). Kiedy doznałam tego olśnienia, postanowiłam spróbować szczęścia, odnaleźć futro, przymierzyć i przekonać Mamę, żeby mi pożyczyła. W mojej pamięci było zawsze za duże, ogromne – przymierzyłam i okazało się, że jest całkiem w porządku. Więcej – jest miło, ciepło i nawet przez chwilę poczułam się jak blogerka modowa :) Do tego niewątpliwym plusem było to, że mogłam się w nie zapiąć! A zaskoczeniem finałowym była zgoda Mamy i stwierdzenie, że jej babcia byłaby bardzo zadowolona że jej rzeczy, zamiast wisieć kolejna zimę w szafie, są noszone przez prawnuczki.

Zakładam więc. Wyglądam jak połączenie Freda Flinstona z 50centem i nie mam nic przeciwko :) Noszę najprawdziwsze vintage. Jako wielbicielka szmateksów pękam z dumy. I celowo zestawiam po swojemu – szary dres i timberlandy to świetne połączenie z cętkowanym futrem. Takie połączenia umilają mi dzień i dają poczucie dobrze wykorzystanej okazji – zamiast szukać, kupować, wydawać pieniądze na coś, co ponoszę 2 miesiące góra, mam coś wyjątkowego, a ja lubię wyjątkowe rzeczy. Kto nie lubi?

/fot. Asia Wołejszo/

SONY DSCSONY DSC

 
 

Harmonia w chaosie

SONY DSC

Dziś nie wrzucam projektu DIY, ani 10 złotych sposobów na…, czy też inspiracyjnych zdjęć rodem z Pinterestu. Dziś spisuję na szybko moje przedpołudniowe przemyślenia. Tytuł jak z taniego romansu, ale idealnie obrazuje to, co czuję :)

Gorąco polecam wszystkim remont jako sposób na porządek wewnętrzny i zewnętrzny, umysłowy, na ciele i duszy.

Od jakiegoś czasu systematycznie, po trochu (z braku czasu na raz) realizujemy plan remontu, odświeżenia mieszkania, stworzenia miejsca dla nowej osoby w rodzinie. To, co trzeba zrobić (a na początku wydaje się pracą ponad siły) to rozprawienie się ze stosem, bo inaczej tego nie można nazwać, rzeczy niepotrzebnych. Praca nudna, choć ma swoje momenty, np. odnalezienie zdjęć do dowodu z 2004 roku (B: O, Emilcia, jaka grzeczna, aniele boży stróżu mój…), czy też przeterminowanych kuponów do Tesco (E: Cholera, spóźniliśmy się o 7 miesięcy). Nie ma to jak pożegnać wielką siatę rajstop. Zdobyłam się nawet na to, żeby wyrzucić bieliznę, którą kupiłam, bo była piękna, ale jakoś nie było mi z nią po drodze. Córka zasługuje na rozpoczęcie przygody z życiem w środowisku niezagraconym rajstopami i majtkami.

SONY DSC

Siedzę dumna i zmęczona (nie wiem jak to się dzieje, ale samo przekładanie, na siedząco, rzeczy z kartonu do kartonu powoduje zadyszkę i jęki), wzrokiem ogarniam pustkę w małym pokoju, szuflady się zamykają same, nie trzeba ich dopychać na siłę, ubrania, których nie noszę, ale których za Chiny nie chcę się pozbywać, czekają, zapakowane w karton, na wywózkę w lepsze miejsce (czyli do Rodziców). Wiecie co czuję? Zadowolenie. I spokój. Coś jak połączenie dumy z dobrze wykonanej pracy z podekscytowaniem przyszłością. Nic mi już nie przeszkadza w wizualizowaniu sobie jak ten pokój będzie wyglądać, gotowy na przybycie Jej. Nie przeszkadzają mi w tym stare lakiery do paznokci, ani kubki niewiadomego pochodzenia (pewnie Lipton miał promocję), kioskowa biżuteria, akcesoria założone ostatni raz z 5 lat temu, ulotki moje własne, nierozdane, za to już nieaktualne, w dużej ilości, kupony rabatowe, skrawki bibuły (dużo, dużo, dużo…) i resztki mojego szału twórczego. Odnalazłam za to zdjęcia z dzieciństwa i zeszyty z 1 klasy. Cudem odzyskana jasność i przestrzeń dobrze komponują się ze śniegiem za oknem i śpiącymi kotami. Podoba mi się.

W przypadku chaosu, braku siły sprawczej i mocy, zachęcam do remontów, albo chociaż gruntownych porządków. Niby nuda i „potrzebę_porządków_załatwiam_oglądając_kuchenne_rewolucje_z_magdą_g” ale uczucie PO jest bezcenne :) Po prostu harmonia, wszystko gra.

SONY DSC

P.S. Dostałam 4- za napisanie tekstu (chyba dyktando, w każdym razie miałam 7 lat)

Co robi noc? Noc ucieka od lampy.
Ucieka do sadu na pole.
Tam spotyka wiatr.
Noc otula mrokiem lasy, pola i sady.

Piękne, prawda? :)

P.S. 2. Wow! Naprawdę fajnie wychodziło mi jabłko, miś, kaczka, kwiatki i żołędzie. Zdolniacha :))

 
 

I see bloggers

SONY DSC

To jest niesamowite jak w ciągu 2 lat zmieniła się moja świadomość blogowania, blogosfery, blogowych znajomości. To, co, jak mi się wydawało, miało nie wychodzić poza ramy ekranu, wychodzi i to bardzo. Odwiedziłam znowu Trójmiasto, wzięłam udział w kolejnej, wspaniale zorganizowanej, blogowej imprezie (dziękuję ekipo SEE BLOGGERS) – spotkałam znajomych, poznałam nowe osoby, posłuchałam mądrzejszych od siebie i na dobre mi to wyszło. To był dobry weekend…no i ta IKEA :)

Wciąż się zastanawiam jak to się układa, że przypadkiem trafiam na blog Flowmummy, czytam namiętnie, śmiejąc się do rozpuku (albo wzruszając), a teraz spędzam z nią weekend, z jajecznicą na śniadanie i podróżami SKMką, i taksówkami włącznie. Tylko internet jest w stanie na to pozwolić. Dobrze jest co kilka chociaż miesięcy wpaść na dziewczyny poznane 1,5 roku temu na małym spotkaniu blogerek - Shinysyl, czy Innooką i chwilę pogadać. Wiem, że to są znajomości, lekkie relacje, ale są po prostu miłe. Czuję, że się rozwijam, że coraz łatwiej mi poznawać ludzi, coraz mocniej osadzam się w blogowym świecie. Grono znajomych się bardzo rozrasta i mi z tym tak dobrze.

Grono się rozrasta i ja się rozrastam. Jeszcze kilka tygodni i skończy się okres czekania, i niewiadomej. Chodzimy z Bartkiem po IKEA i nie wiemy co wziąć z działu dziecięcego (a wszystko takie piękne i takie zapewne niepotrzebne). Zaczynam się toczyć i odczuwać ciężar tego nadbagażu :) choć słyszałam, że prawie wcale nie widać, że jestem w ciąży. Ja tam widzę i to bardzo. Nawiązując do widzenia – w końcu widzę dobrze. Okulary stały się koniecznością (soczewki noszone cały czas nie są najzdrowszym rozwiązaniem). Nie narzekam – od dawna chciałam przetestować kocie oprawki, w końcu mam swoje własne – i tym samym upodabniam się do Tekstualnej, czyli utrudniamy ludziom życie.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

 
 

DIY mini patera z pokrywką

SONY DSC

Ciągle szukam dobrych i ciekawie wyglądających kuchennych i stołowych rozwiązań, nie tylko do zdjęć blogowych, ale do użycia na co dzień. Jestem szczególnie zadowolona, jeśli uda mi się samej zrobić to, co oglądam w sklepach, lub na zdjęciach w internecie, i tak bardzo mi się podoba. Mam słabość do miniaturowych naczyń, wyglądają po prostu tak uroczo. Owszem, mało praktyczne, ale nie wszystko musi takie być :)

Postanowiłam sprawić sobie mini paterę. Na ciastka, na ciasto, owoce, w każdym razie coś małego. Chciałam, żeby można to było zrobić samemu z elementów łatwo dostępnych w domu, lub w każdym supermarkecie. Myślę, że mi się udało! Tego szukałam.

SONY DSC

Co było mi potrzebne?

- biały kieliszek na jajka (supermarket)
- biały spodek / talerzyk deserowy (supermarket)
- szklana miseczka (supermarket)
- obijak biały o średnicy 6cm, pasujący do dna miski (supermarket budowlany)
- drewniany uchwyt do szuflady (super market budowlany)
- klej na ciepło (supermarket budowlany)

Za pomocą kleju na ciepło przykleiłam odwrócony do góry nogami kieliszek do spodu talerzyka. W ten sposób uzyskałam mini paterę na nóżce. Miseczkę odwróciłam dnem do góry. Dno przykryłam obijakiem (za pomocą kleju, oczywiście), a do obijaka przykleiłam uchwyt. Gotowe :)

SONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSC

 
 

My i One

SONY DSC

Jak dobrze mieć dzieciatą siostrę, tym bardziej bliźniaczkę. Tekstualna jest dla mnie ciążową wyrocznią. Noszę to, co ona (po co mam kupować nowe, ciążowe ciuchy, jak te od niej są super), mam zamiar „odziedziczyć” kilka dziecięcych gadżetów, wiem, że doradzi mi we wszystkim, od wyboru wyprawki do pielęgnacji małego człowieka, nawet brzuchy mamy takie same (tzn. Ona miała, ja mam teraz).

Postanowiłam odtworzyć moją ulubioną sesję, z jej 8 miesiąca. Trudno nie było – ciuchy z sesji już miałam – wprawdzie nie noszę chwilowo okularów (co się niebawem zmieni), zamiast Łajki był Kazik, zamiast Gdańska – Olsztyn, zamiast mandarynek – kawa, ale klimat kuchenny bardzo obecny. No i fryzura – nie ma nic wygodniejszego :) (więcej…)

 
 

Jak zorganizować imprezę w japońskim stylu

SONY DSC

Ponieważ mamy teraz okres imprezowania, czyli karnawał – temat tematycznych (masło maślane) spotkań jest mocno na czasie. O tym jak zorganizować karnawałową imprezę pisałam rok temu TUTAJ. Dzisiaj napiszę o czymś nieco innym, czyli spotkaniu w stylu japońskim. Całkiem niedawno organizowałam japońskiego Sylwestra, więc trochę w pamięci mi zostało. Nie będę teoretyzować – opisze jak my to zrobiliśmy. Mam nadzieję, że Was zainspiruję :)  (więcej…)

 
 

Easy like sunday morning

SONY DSC

Wczorajszy dzień był dziwny. Zima, ale prawie jak jesień, słońce, ale z okazjonalnym gradem i wirującymi śmieciami i liśćmi, dzień WOŚP, ale z pustym starym miastem (nie ma to jak przejęcie finału akcji przez galerię handlową, gratuluję). Wszystko do siebie nie pasowało. Spodziewałam się zimowego spaceru wśród tłumu biorącego udział w Wielkiej Orkiestrze. Wzięłam nawet ze sobą mój niedzielny deser, czyli jabłecznik na żytniej mące i z ksylitolem, zamiast cukru (na razie nie dla mnie torty bezowe z cukierni, ale przyjdzie czas…). Był spacer w wietrze i gradzie – prawdziwie jesienny. Też fajnie :)

SONY DSC

Zdałam sobie wczoraj sprawę jak się zmieniamy. Kiedyś mogło być i -15 stopni, a WOŚP była wydarzeniem. Chciało się chodzić z puszkami, a serduszkowe, papierowe broszki nosiło się niemal tygodniami, przyklejone do kurtki. Koncerty i masa znajomych na mieście. Zastanawiałam się czemu Orkiestry są zimą, jak wygodniej by było np. latem. To nie byłoby to. Był urok w zmarzniętych stopach i herbacie, wypitej po powrocie ze spaceru w orkiestrową niedzielę. Był urok w monitorowaniu ile udało się zebrać i świadomości, że malutka część pochodzi od nas. Był taki poświąteczny urok w padającym śniegu i sztucznych ogniach. Wczoraj tego nie czułam. Garstka ludzi, kilka psów. To na starym mieście, które w ten dzień powinno tętnić życiem, a było jakoś szaro, niepełnie. A życie tym czasem przeszło się na spacer do świątyni zakupów, rozprawiając na temat Owsiaka i jego pałacu ze złotymi klamkami, wybudowanego za polskie pieniądze. Bosko.

SONY DSCSONY DSC

 

 
 

1 2 3 4 5 34