Archive of ‘BE MINE’ category

Prezenty do zjedzenia

Zawsze uważałam, że 100 razy bardziej wolę dostać po prostu coś słodkiego niż nietrafiony, za to trwały prezent. Bardzo podoba mi się pomysł dawanie ręcznie robionych, słodkich prezentów – wspaniale zapakowanych pierniczków, ciastek, czekoladek, ciasta itd. Jeśli wie się do tego dokładnie za czym przepada osoba obdarowywana – tym lepiej :) Doceniam czas włożony w zrobienie prezentu, w zapakowanie go.

Już nie zostało dużo dni do świąt, więc alternatywą jest po prostu kupienie jadalnego prezentu. Grunt to wybranie tego, co oryginalne, może nawet produkowane w małych ilościach, coś spersonalizowanego, czego nie można spotkać na co dzień w sklepach. Przepadam za zagranicznymi słodyczami – to chyba pozostałości z lat ’80 i ’90, kiedy niemieckie słodycze były cudem świata. Niby to samo, co w Polsce, ale inne opakowanie, inny smak… Z drugiej strony dobra klasyka zawsze się obroni. Trochę poszukałam i zobaczcie co znalazłam :) Chętnie dostałabym wszystko! A im piękniejsze opakowanie tym lepiej, w końcu je się oczami.

Untitled-1

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

 

Świąteczna dziecięca wishlista

No to kolejny post ze świętami w tytule. Wpadam w wir planowania. Czy Wy też macie tak, że szukając konkretnych rzeczy napotykacie na dziesiątki innych, które nagle też koniecznie musicie mieć? Internetowe zakupy (może nie window shopping, ale na pewno screen shopping) to czyste szaleństwo. Nie wiem tylko czy to pociąg do Skandynawii, czy jakaś ukryta depresja, ale…wszystko prawie jest szare, lub, w najlepszym wypadku, w mało dziecięcych kolorach. Tłumaczę to faktem, że niemowlęta widzą tylko kontrasty, więc czarny, biały i czerwony są jak najbardziej na miejscu :)

Mam też wrażenie, że na samym początku liczy się to, co podoba się mamie, nie dziecku – nim więc przyjdzie pora na wściekły róż, fiolet, brokat, wróżki, księżniczki i ogólnie potop kiczu – mam pole do popisu. Przez jakieś 3, czy 4 lata ja rządzę :) Niech szara i czarno-biała strona mocy będzie z nami.

wishlista dziecięca

 

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10/11

 

Kierunek Florencja

Wiem, że do października jeszcze długa droga, ale zaczynają mi się krystalizować urlopowe plany i jestem bardzo podekscytowana. Wyjazd zagraniczny mi się marzył od dawna, ale…zawsze coś. Tym razem na pewno się uda, a w planach Florencja! Kilka dni łażenia po mieście z mapą, aparatem i Bartkiem oczywiście :) Nic jeszcze nie jest tak naprawdę zaplanowane, ale najważniejsze, że pomysł jest!

Czy możecie polecić jakieś szczególne miejsca, właśnie we Florencji, które koniecznie trzeba zobaczyć? Już o to samo pytałam Igi, autorki Achondroplazjaka, która we Florencji mieszkała, ale dobrych rad nigdy dosyć. Na razie rozmyślam intensywnie i sobie wyobrażam, Nie byłabym sobą jakbym nie rozkładała mych ruchomości na czynniki pierwsze z pytaniem „co ze sobą wezmę”, czy też „co bym chciała wziąć” – choć to jeszcze tyle miesięcy, a kto mi zabroni?! :)

e for event travel be mine florencja co zabrać

1/2/3/4/5/6/7/8/9

 

Walentynkowy

Ja wiem, że jestem stara baba, ale walentynki zawsze trochę na mnie działają :) Znam ten nurt konserwatywny, pod tytułem „14 lutego to taki sam dzień w roku jak każdy inny, a miłość powinno się okazywać codziennie”. Znam, ale nie przeszkadza mi to trochę się na ten środek lutego cieszyć. Cieszy mnie czekanie na fajny gest ze strony drugiej połówki, na spokojną, „specjalną” kolację, na romantyczny film wieczorem, szczególnie, że w tym roku to piątek jest tym szczęśliwym dniem (to wszystko stanie się ciałem jak B. wyjdzie poza strefę „14 lutego to taki sam dzień w roku jak każdy inny…”).

Lubię też serca. To tak samo rozpoznawalny na całym świecie symbol, jak krzyż – minimalistyczny, prosty, ale z wielkim znaczeniem, które za nim idzie. Nie mówię, że obwiesiłabym się sercami od stóp do głów, ale detale? Jak najbardziej.

fot. Pinterest.com

Rok temu rozszalałam się z walentynkowymi projektami – szał normalnie :) Zapraszam na małą retrospekcję!

Walentynkowy Projekt Specjalny KLIK

Walentynkowy Projekt – Prezent do Ściągnięcia KLIK

 

L jak LISTA PREZENTÓW

Grudzień ma to do siebie, że wszyscy mówią i piszą o prezentach. Nie zrozumcie mnie źle, nie narzekam, wręcz przeciwnie, ja też lubię prezentowy temat i go wałkuję od początku miesiąca. Plusem jest to, że przed samą Wigilią mam urodziny, więc tym bardziej mnie to interesuje :)
Z wielką przyjemnością podglądam inne blogi i różnych blogerów tzw. ‚Christmas wish lists’ – co, kto, ile i gdzie – każdy lubi co innego i to też jest inspirujące. A co ja lubię? Ja lubię koce – wzorzyste, z grubym splotem, beżowe, pastelowe, karmelowe, miękkie, do przykrywania się i do wyglądania i do zaciągania przez koty. Do koca idealnie pasują lody. Raz w życiu jadłam lody H-D i są naprawdę rewelacyjne. Cena mnie trochę odstrasza przed zakupami, ale pomyślę nad pozwoleniem sobie na tę przyjemność. Jak lody to łyżka (lody TYLKO dużą łyżką prosto z pudełka). Te łyżki na pewno do lodów byłyby idealne. Są piękne. Łyżki to kuchnia, a kuchnia to kitchen aid. Kultowe roboty – co nie dorobią to dowyglądają (choć pewnie potrafią wszystko). Nigella ma taki i ja też chcę. Też chcę być domową boginią, haha. Ponieważ wciąż pozostaję w temacie kuchni to poproszę jeszcze o farbę tablicową (planuję użyć jej właśnie w kuchni). Jak bym ją dostał, to bym się zmobilizowała do roboty! Słowo harcerki. Farba tablicowa to ręczna robota – a ręczna robota to origami. Marzę o takich pięknych papierach. Ciężko podobne dostać w Polsce, ale ciągle poluję na perełki. Skoro ręczna robota to pasuje też złoty pierścionek. Uwielbiam złoto, a ten cienki pierścionek z zielonym oczkiem byłby dla mnie idealny. Do tego taka etniczna bransoleta i kolczyki (też złoto + zieleń) i nic mi więcej w kwestii biżuterii nie potrzeba. No, jeszcze złotego zegarka może i do tego w pakiecie ze 3 godziny więcej przy okazji każdej doby. A na koniec podręcznik paryskiego looku, który uwielbiam i drewniane okulary, o których marzę od kilku lat. Ok – byłam niezmiernie grzeczna w tym roku i oczekuję… :)

fot. Pinterest.com

 

Pomysł na wieczór

Dziś pracowałam w domu. Perspektywa siedzenia w biurze i maszerowania z komputerem, torbą, parasolką, kaloszami i całym ekwipunkiem w takim deszczu prawie mnie zabiła. Ciężko mi teraz pracować w domu, bo kompletnie nie wychodzi mi kończenie pracy o normalnej porze, zadania się mnożą i ciągną jak spaghetti. Wynajęcie biura to była naprawdę dobra decyzja :) Żeby tak na poważnie poczuć sie jak po pracy zaczęłam myśleć o idealnym wieczorze, takim na teraz. Zamykam oczy i widzę to…ciepło, wygodnie, kalorycznie…i ten Kevin Costner! Albo książka – namiętnie przypominam sobie dawno przeczytane książki Jane Green, jedna po drugiej.

(na prośbę Basi Szmydt dokładam do tej wizji jeszcze opiekunkę do dzieci finansowaną przez państwo :))

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10

A jak już odejdzie mi ochota na słodkie to zabiorę się za zupę rybną. To moje ostatnie odkrycie (nie, nie ja gotowałam!) Nie wygląda tak kusząco jak gorąca czekolada, czy szarlotka z lodami, ale zdecydowanie pasuje do tej leniwej, wieczornej koncepcji.

 

September I heart you

Nie ma odwrotu, zaczyna się ta pora, którą lubię pod koniec lata, a nie lubię zaraz potem :) czyli jesień. Wczoraj u Agaty z Caribulife oglądałam jesienne inspiracyjne fotki, sama się zakopałam w zbiorach Pinterestu i nastrajam się pozytywnie jesiennie. W końcu jesień to pora grubych rajstop, w które będę oblekać me długie po samą szyję nogi, kapeluszy, które mogę nakładać na me blond loki do pasa i butów „kate moss” (chyba tylko eN wie o co chodzi :P), kolorowych liści, romantycznych spacerów (ehm ehm ehm..czy B. mnie słyszy?) itd. Same dobre rzeczy, pod warunkiem, że jest złota polska jesień, bez deszczu i wiatru, i żadnej rzeczy, która jego jest. Muszę się trochę ponastrajać, bo na razie jestem nastrojona na koc, spanie, seriale (jak ja kocham jesien i seriale w TVN – wszystkie wołają moje imię) i czekoladę – nawet koty śpią całe dnie (z przerwami na bijatyki).

Ale jesień to też u mnie czas wytężonej pracy i wspaniałych projektów. Od jakiegoś czasu bardzo uwielbiam swoją pracę, naprawdę. Czego i Wam życzę :)

 

fot. Pinterest.com

 

BE MINE powiew egzotyczny

Z racji czytania w tym momencie WYZNAŃ GEJSZY i posiadania w liczbie 3 sztuk ubrań kimono-podobnych w szafie (i kilku par japonek), i potrzeby zwiększenia tej liczby, grzebię w zbiorach Pinterestu i się zachwycam. Oczywiście chcę wszystko, co poniżej. Chyba najszybciej doczekam się sushi (tak, tak tak!!), ale to pewnie po urlopie dopiero (Panie Bartku, liczę na Pana)! 
Jestem święcie przekonana, że motywy orientalne dodają „tego czegoś”, w ikeowych wnętrzach powiew egzotyczny dodaje oryginalności i klasy, podobnie jest z ubraniami (jaka ja skromna). Marzę o lampie, takiej jak widzicie niżej, nie wspomnę o fotelu! Uwielbiam wzory, łączenie printów i kolorów, i czuję, że w moim mieszkaniu wyglądałyby znakomicie.
(już nawet nie wspominam o żurawiach, co do których mam poważne wnętrzarskie plany)
fot. Pinterest

 

Bądź mój sterniku

Motyw marynarski to jeden z moich ulubionych. To chyba rodzinne, bo moja Mama ma więcej ubrań w paski niż jakichkolwiek innych. Nie wiem czemu, ale lubię to! Temat tym bardziej aktualny, jako że biorę udział w regatach w weekend. Tak. Ja biorę udział w regatach jako 3ci członek załogi. Będe pełnić funkcję wyłącznie dekoracyjną :) Niech mnie Jack Sparrow ma w swej opiece!

Wszystko w marynarskie paski to pewniak. Tyle już rzeczy mam, a wciąż za mało…

fot. Pinterest

Ja dziś też cała w paski. Co zrobić.

 

Be mine animal

Piątkowy wieczór w biurze oznacza, że zwierzęciem imprezowym to ja dziś nie będę…co najwyżej kanapowym :)

Nie wiem, co mają w sobie motywy zwierzęce, ale to coś jest mocne i nie odpuszcza. To coś jest w dodatku dziedziczne – jak się okazało Królewna Pyza uwielbia sowy, tak jak ja i Sis lubimy motywy drobiowe (parówki też się do tego wliczają). Nie ważne zatem czy to swojskie świnki i kurczaki, czy afrykańskie antylopy – poproszę wszystko :)

fot. Pinterest

 

1 2