Archive of ‘DIY’ category

Straszne rzeczy – tutorial origami

O wczoraj nie mogę tego powiedzieć, ale dzisiaj zdecydowanie nastraja mnie kreatywnie. To chyba trochę słońca, a taka różnica. Wczoraj moje twórcze możliwości polegały na przemieszczaniu się z kąta w kąt, a dzisiaj proszę, obrót o 180 stopni!

Co sądzicie o halloweenowych imprezach? Jeśli chodzi o imprezy to nigdy na żadnej nie byłam. Bardziej nastrajają mnie wieczorne spacery po cmentarzach. Listopad i ten czas w roku to dla mnie taki spokojny okres, na pewno nie czas na harce owinięta w badnaż i czerwoną farbę. Ale ale – nie mam nic przeciwko halloweenowym dekoracjom i wierzę, że takie imprezy to świetna zabawa. A jak Halloween i dekoracje, to nietoperze. Wiecie, że mam słabość do papieru? Dynie to nie moja bajka, za to papierowe wiszące potworki, jak najbardziej. Daję głowę za to, że kilkanaście takich nietoperzy pod halloweenowym sufitem i sukces dekoratorski murowany!

5 nietoperzy wisi już u mnie w biurze. Na razie jest fajnie, jasno i kolorowo i w ogóle niestrasznie, ale niech się trochę ściemni…

Przygotowałam dla Was krótki tutorial, więc łapcie za czarny papier i przystrajajcie!

1. Potrzebujesz kwadratowych arkuszy papieru. Ja mam kwadraty o wymiarach 20x20cm, w kolorze czarnym (ale kto powiedział, że nietoperze nie moga byc różowe)

2. Złóż kwadrat na pół. Rozłóż i zegnij w drugą stronę, na krzyż.

3. Przed oczami najprawdopodobniej masz trójkąt, podstawa na dole, a wierzchołek na górze, dalej od Ciebie. Zagnij podstawe do góry, tworząc kształt łódki i zostawiając nieduży trójkąt na górze. Górny wierzchołek zagnij do środka

4. Złóż nietoperza na pół.

5. Zegnij każde skrzydło na zewnątrz, wzdłuż linni zaznaczonej na pomarańczowo.

6. Zegnij ponownie każde skrzydło, wzdłuż zaznaczonej linii. Zgięcie powinno być styczne do linni korpusu nietoperza, która będzie widoczna, jak zegniesz to skrzydło. Po zgięciu każdego skrzydła na zewnątrz wszystkie krawędzie, skrzydeł i korpusu, powinny do siebie przylegać.

7. Teraz, na koniec, zagnij końcówki skrzydeł w taki sposób, jak widzisz na zdjęciu. Złap za te zagięte końcówki i rozłóż nietoperza. Tadaaam!

Już po krzyku, jestem z Ciebie barrdzo dumna, że dotrwałaś /eś ze mną do samego końca :)

/ Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie nawiązać do Ewy Ch. z całą moją do niej sympatią, bo na pewno łatwo tego nietoperza od razu złożyć nie było, więc czuję się niemal jak dumna trenerka patrząca na spoconą, mokrą i wyczerpaną grupę/

fot. Gabinet

 

Palcem po ścianie

Zawsze, gdy uda mi się zrealizować jakiś wnętrzarski plan i patrzę w samozadowoleniu na mą pracę, za chwilę pojawia się myśl „coś bym tu jeszcze dała, czegoś brakuje”. W zimie zaczęłam kombinować z jedną ze ścian w domu (TUTAJ) i byłam zadowolona, przez moment. Byłam pewna, że ta szara, wielka przestrzeń to będzie świetne tło do czegoś, szczególnie, że na jednolitej ścianie widać każdą nierówność i dobrze byłoby coś na niej powiesić. Jeszcze nie wiedziałam co i jak.

Jak wprowadziłyśmy się do biura chciałyśmy zakryć wewnętrzne drzwi, z których nie korzystamy. Szukałyśmy czegoś dużego, co je zakryje. Mój Tata zaproponował, że mi pożyczy mapę świata z 1967 roku, którą ma od jakiegoś czasu i która się kurzy, a której, co oczywiste, nie można wyrzucić. Nic z tego nie wyszło, chyba nam się nie chciało z tą mapą w biurze szaleć, ale nie zmieniło to faktu, że ona sobie spokojnie leżała u mnie, aż nie wpadliśmy z B. na pomysł. Duża mapa + duża szara ściana = duży efekt. Przegrzebałam Pinterest w poszukiwaniu zdjęć map na ścianach i to mi bardzo pomogło. W większości przypadków efekt był świetny.

To było kilka miesięcy temu :) W tym czasie zaczęliśmy rozmyślać z Bartkiem w domu jak mapę powiesić, czy oprawiać, jak oprawiać, czy możemy zrobić to sami, itd. Na początku mielismy robić to sami (co to dla nas), ale zawsze jakoś coś innego było ważniejsze i mapa przeleżała aż do września. Najwidoczniej musiała nabrać mocy urzędowej. 2 tygodnie temu powiedziałam dosyć i postanowiłam zawlec ją do ramkarza i profesjonalnie, porządnie ją oprawić, raz a dobrze, nie czekając, aż nam się zachce oprawiać ją samodzielnie. Dodatkowo zależało mi na szkle, a tego sami raczej nie bylibyśmy w stanie zrobić. Udało się. Mamy mapę, strasznie ciężką, oprawioną, zaszkloną, piękną, bardzo retro, pożółkłą, ze Związkiem Radzieckim, Czechosłowacją i podobnymi atrakcjami :) Na razie jest dla nas wielką nowością i siedzimy w nią wpatrzeni i sie zachwycamy, bo bardzo ożywiła wnętrze i świetnie wygląda na szarym tle. Ta cała akcja z mapą wzbudziła we mnie chęć wieszania kolejnych rzeczy, ale czekam z tym, zastanawiam się, żeby nic nie popsuć.

Moje słowo na poniedziałek? Czasem ryzyko we wnętrzach popłaca. Warto wracać do pomysłów sprzed wielu miesięcy, czy nawet lat. Okazuje się, że rzeczy, które niby średnio nadają się do mieszkania, raczej do szkoły, wyglądają właśnie świetnie w tym pierwszym. Mówię Wam :)

 

Dobra wiadomość

Tak, jak pisałam wczoraj na FB, Karolina zainspirowała mnie do dzisiejszego posta. Dostałam od niej piekną wiadomość, pełną super miłych słów. Napisała, że tyle się słyszy na co dzień nieprzyjemnych rzeczy, że za mało mówimy sobie tych miłych i że czas to zmienić (stąd ta wiadomość do mnie, która naprawdę sprawiła, że poniedziałek był pierwsza klasa).
Pomyślałam sobie, ale jak? Czasem wiemy, jak powiedzieć coś ważnego/miłego/dobrego, a czasem nie. Czasem się wstydzimy, a czasem myślimy, że nie wypada.

Kiedyś, jak jeszcze byłam harcerką i uskuteczniane były mniej, lub bardziej udane zabawy mieliśmy akcję mówienia osobom, których nie za bardzo lubimy, miłych rzeczy, żeby było tak przyjacielsko. Hmm…chyba, że to było przepraszanie osób, którym się za coś to przepraszanie należało, a my tego nie zrobiliśmy. Tak, czy inaczej – sprawa trudna, szczególnie dla 13-latki. Pamiętam ile mnie to kosztowało, żeby przeprosić koleżankę, z której się nabijaliśmy w szkole. Szkoda, że nie umiałam zrobić takiego papierowego serca z dobrą wiadomością.

Czego potrzebujesz?
- kwadratowa kartka papieru
- cienkopis/flamastry/marker
- taśma dwustronna opcjonalnie
- coś miłego w głowie do napisania

Składasz kartkę na krzyż.

Jeden róg zginasz do środka kartki.

Drugi róg zginasz do górnej krawędzi kartki.

Boki zginasz do środka tak, żeby krawędzie pokrywały się ze środkowym zgięciem kartki.

Jak rozprostujesz zgięcia zobaczysz pole w kształcie rombu. To jest Twoje pole do popisu – pisz, rysuj i baw się dobrze :)

Ponownie zaginasz boki

Odwracasz kartkę na drugą stronę.

Zaginasz boczne i górne rogi tak, jak widać na zdjęciu. Możesz rogi dokleić taśmą dwustronną.

Odwracasz kartkę i…masz serce :)

Możesz narysować instrukcje obsługi, czyli strzałki.

Tadaaam! Teraz możesz zostawić komuś dobrą wiadomość. Miałam ochotę zostawić Gabi wiadomość w biurze, że ją lubię, ale…ona mi robiła zdjęcia, więc by nie było niespodzianki. Zresztą ona o tym wie :)

 

DIY torba z frędzlami

Jest taka jedna torba, szara, którą pokochałam bardzo w chwili, gdy ją zobaczyłam w Newcastle w sklepie Accessorize. Było to dokładnie 5 lat temu. Niestety moja skóropodobna torba przestała być „do ludzi podobna” i zastanawiałam się jak ją uratować.

Jest taka jedna granatowa teczka/kopertówka xxl, którą dostałam kiedyś od Tekstualnej i nigdy nie wyszła ze mną na dwór, bo była za duża i nieporęczna. Musiałam coś z nią zrobić, bo bardzo jest fajna i żal ją było tak zaniedbywać.

Postanowiłam, w myśl pięknej piosenki Spice Girls „2 become 1″, połączyć te dwie torby i stworzyć całkiem nową jakość. Cóż to był za objaw geniuszu!

Co było mi potrzebne?

1. torba #1
2. torba #2
3. nożyczki
4. klej mocny, uniwersalny (Butapren)
6. dziurkacz krawiecki
7. dwa stalowe kółka
8. małe kółko / kółko do kluczy
9. ołówek

Z dużej szarej torby zabrałam pasek – dzielnie służył przez 5 lat – posłuży jeszcze trochę.

Za pomocą dziurkacza krawieckiego zrobiłam dziurki po dwóch stronach kopertówki. Przyznam szczerze, że w tym punkcie może przydać się męska pomoc (albo kogokolwiek, kto w domu otwiera słoiki) :)

Najtrudniejszy punkt – włożenie stalowych kółek w nowo powstałe otwory.

Z szarej torby wycięłam prostokąt skóropodobnego materiału o wymiarach mniej więcej 18x36cm oraz dwa cienkie paski.

Ołówkiem narysowałam linię wzdłuż dłuższego boku, oddaloną od krawędzi prostokąta o około 3cm. Ponacinałam prostokąt do narysowanej linii – starałam się, żeby nacięcia były oddalone od siebie o około 5mm.

Jeden z pasków złożyłam na pół i skleiłam, następnie przykleiłam na środek dużego prostokąta tak, jak to widać na zdjęciu. Ten punkt jest bardzo ważny – trzeba skleić mocno, bo na tym będzie sie trzymał cały frędzel. Całość ciasno zwinęłam w rulon.

Drugim paskiem owinęłam rulon, odcięłam pod wymiar i mocno skleiłam. Tadaaam!

Frędzel doczepiłam do kółka od kluczy, które z kolei przyczepiłam do paska. Starczyło mi materiału jeszcze na drugi frędzel, w końcu zawsze lepiej, jak jest więcej :)

fot. Bartek N.

 

Papierowy tutorial #1

Czy ktoś ma ochotę na prosty tutorial?

Dziś u Hafii post gościnny z moim udziałem, a w nim krok po kroku jak spędzić świetny czas z dziećmi i stworzyć razem kota origami, a nawet całą rodzinę, jak ma sie ochotę :)

tutorial znajdziecie TUTAJ

 

Gościu, znaj swoje miejsce! Czyli drobne DIY dla Welon&Muszka

Zaprojektowałam, przetestowałam, wydrukowałam, złożyłam, sfotografowałam i obrobiłam kolejny temat dla portalu Welon&Muszka. Geometryczne koszyczki, które świetnie sprawdzą się jako winietki na weselu, czy imprezie. Całość opisana TUTAJ, zapraszam serdecznie do ściągania plików, drukowania i korzystania :)

* Planowanie wesela nie jest konieczne, żeby z tych koszyków korzystać – nawet mała domówka jest świetną okazją, żeby zaproponowac gościom coś ekstra :) Nię krępujcie się zatem! A w razie problemów ze składaniem piszcie, chętnie pomoge! 


 

Inspiracja od Natalki

Zainspirowana zdjęciem przesłanym przez Natalkę postanowiłam zmierzyć się z bransoletkami – szczególnie, że niesamowicie mi się spodobały i od razu ruszyły we mnie mechanizmy pod tytułem „JA NIE ZROBIĘ? JA NIE UMIEM?”

Chyba jednak umiem :) Udało się!! Wprawdzie na tę porę roku nadają się do noszenia tylko w warunkach domowych, nie przetrwałyby starcia z rękawami swetrów i kurtek, ale zachowam bransoletki i pomysł na za kilka miesięcy!

 

Świąteczne DIY

Czas na Świąteczne ZRÓB TO SAM. W tym roku wygrały kotwice (czyżby to skutek grudniowego rejsu?). Oczywiście zostawiłam pakowanie prezentów na ostatnią chwilę – w sklepach nie mogłam znaleźć satysfakcjonującego mnie (i mój portfel) papieru do pakowania, stąd świąteczne DIY.
Miałam plan zrobić stemple sama – z ziemniaków, z kartonu, pomysły były różne :) , ale z pomocą przyszła mi zaprzyjaźniona agencja reklamowa, która w błyskawicznym tempie wycięła mi moje kotwice, kropki i zygzaki ze styroduru. Musicie przyznać, że stemple prezentują się bardzo profesjonalnie :D

 

 

1 2 3 4