Archive of ‘EVENTS’ category

Warsztaty origami w Playschool

Playschool staje się moim drugim domem :) Albo jestem na warsztatach, albo je prowadzę, wymieniam ciuchy na wietrzeniu szafy, albo plotkuję z właścicielką – Martą i planuję nowe akcje. W piątek były żurawie. Składałyśmy całe stada w kobiecym, kameralnym gronie. Byłam zachwycona tym, że na moje warsztaty przyszła wnuczka, mama i babcia! Czy to nie wspaniałe spędzić tak piątkowy wieczór, zamiast siedzieć przed telewizorem?

Paniom poszło świetnie. Pamiętam jak ja uczyłam się składać żurawie, mnóstwo czasu upłynęło, nim byłam zadowolona z efektu, a w piątek każdej poszło błyskawicznie. Mam nadzieję, że spotkamy się nie raz! Dziękuję :)

/ fot. Caribulife /

 

 

Relacja z warsztatów scrapkowych DIY w Playschool

Wiecie o tym, że w piątek prowadziłam razem z Martą Krugły-Raczyńską nasze pierwsze warsztaty w Olsztynie, w pięknych wnętrzach Playschool? Impreza planowo miała trwać 2 godziny, a trwała…trochę dłużej :) tak było fajnie. Oprócz właścicielki Playschool – Marty – i jej synka Iwa, spędziłyśmy ten czas z ośmioma świetnymi dziewczynami. Na pierwszy rzut poszła moja działka, czyli walentynkowa girlanda z papierowych serc origami, przestrzennych literek, serduszek i ozdobionych ręcznie drewnianych spinaczy, a potem rzuciłyśmy się w wir scrapkowania, co niewątpliwie jest działką Marty. Dziewczyny robiły scrapkowe walentynki – przy użyciu specjalnych, wzoprzystych papierów, taśm, dodatków, brokatów, pieczątek. Ich piątkowe prace, po dodaniu zdjęć – będą pięknymi, ręcznie robionymi walentynkami. Nie sądziłam, że scrapkowe zbiory Marty sa takie bogate – można spędzić wieczność przebierając w nich.

Atmosfera była bardzo ciepła, fajna, szum pracy był przerywany rozmowami i wybuchami śmiechu. Na takie coś to ja się piszę kolejny raz :) Dziękuję Marcie Niedźwiedź z Playschool, Marcie Krugły-Raczyńskiej za najlepsze współprowadzenie, dzięki czemu mi było dużo raźniej oraz Maćkowi i Bartkowi za zdjęcia.

Do zobaczenia na kolejnych warsztatach!

 

 

Jak zorganizować domowe kino

Nie jestem ćmą barową (tak to się nazywa?), nie uprawiam olsztyńskiego clubbingu, nie planuję weekendu pod kątek imprezowania do upadłego. Jestem raczej domatorką i lubię relaks w domu, wolę domówki od zatłoczonych klubów. Lubię też oglądać filmy i w tym właśnie momencie bardzo miałabym ochotę na domowy seans kinowy. Za oknem mróz, a w domu przytulnie, znajomi, film i typowo kinowe akcesoria. Niezwykle dobrze wspominam kilka styczniowych dni, kiedy mieliśmy w domy pożyczony od Gabi rzutnik i oglądaliśmy wszystko jak leci (seriale, koncert Adele na youtube, filmy) na ścianie, w bardzo dużym formacie :) Oczywiście nie opuszcza mnie wizja letniego, podwórkowego kina, na tarasia, na trawie, nie mówiąc już o amerykańskich kinach samochodowych – ale bądźmy realistami, mamy styczeń!

Jak zorganizować domowe kino? Mam kilka krótkich porad, krótkich, bo tak naprawdę sprawa jest prosta – kilka rzeczy do załatwienia = dobra zabawa.

1. Potrzebny będzie prawdziwie kinowy format obrazu, czyli rzutnik, bardzo duży ekran, prześcieradło, zasłona, czy pusta ściana. Tylko w taki sposób zobaczymy różnicę, czyli nie film oglądany na ekranie laptopa, a prawie jak w kinie. Oczywiście plusem jest dobre nagłośnienie.

2. Scenografia, czyli wygodne siedziska, kanapa, poduszki, pufy, koce. Plus oglądania filmów w domu, nie w kinie jest taki, że może być dużo wygodniej i swobodniej. Trzeba zadbać o to, żeby każdemu było komfortowo i ciepło. Do tego mocno przytłumione światło (żeby nie oglądać w egipskich ciemnościach i nie zasnąć po minucie) i gra gitara.

3. Repertuar. Wybierzcie kilka filmów, które spodobają się wszystkim. W takich przypadkach stawiam na komedie, ciekawe, ciepłe, lub dobrą sensację, lub coś klasycznego, jak „Zapach kobiety”, „Amelia” czy „Forest Gump”. Polecam „Czas na miłość”! Świetną opcją, wiem, bo miałam okazję uczestniczyć, jest oglądanie koncertu na dużym ekranie. Ja oglądałam koncert Adele (2 razy) – i na pewno to powtórzę.
Fajną opcją są imprezy filmowe tematyczne, czyli oglądanie tylko filmów z lat ’80, albo tylko „Gwiezdne Wojny”, czy obie części „Dirty Dancing”, czy też filmy wyłącznie z Banderasem :)

4. Napoje i przekąski. Powinny to być takie rozwiązania, które pozwolą wszystkim, z gospodarzami włącznie, na oglądanie filmów bez przerw, bez zatrzymywania filmu, by donieść jedzenie, czy przygotować napoje. Marzy mi się taki seans z goracą czekoladą i herbatą z termosów, domowymi przekąskami, prażoną kukurydzą w kartonowych pudełkach, słodyczami. Według mnie wszystko powinno być przygotowane wcześniej i ustawione tak, by łatwo i wygodnie było po to sięgnąć. Przydadzą się niskie stoły, w większej ilości :) No i pamiętajcie o papierowych serwetkach!

Jeśli dzisiaj miałabym organizować taką kinową domówkę zdecydowałabym się na domowe mini-hamburgery lub pizzę podane przed samym seansem! To nie droga restauracja, tylko kino domowe – można jeść palcami :) Tak, zdecydowanie ta opcja do mnie przemawia! Do tego wspomniana wcześniej gorąca czekolada i smoothies. A co!

5. Róbcie przerwy. Nikt nie wytrzyma oglądania 3 filmów pod rząd, bez przerwy. Fajnie jest zrobić przerywniki między filmami, chociażby na uzupełnienie płynów, czy krótką rozmowę.

6. Na koniec wspomnę, że takie seanse najlepiej smakują w gronie dobrych, sprawdzonych znajomych, kiedy atmosfera jest swobodna, wszyscy się znaja i czują się ze sobą dobrze. Na filmowe spotkania w gronie nie do końca zgranym lepiej iśc po prostu do kina.

I jeszcze jedno. Wyłączcie komórki :)

fot. PINTEREST.COM

 

Przygotowania do warsztatów trwają

Mam taki pracowity poniedziałek, że dopiero teraz dałam radę wrzucić zdjęcia z przygotowań do przedwalentynkowych warsztatów DIY&Scrapki, które będę prowadzić z Martą Krugły-Raczyńską. Opracowujemy plan gry, żeby dobrze wykorzystać ten krótki czas w Playschool w piątek 7 lutego.

Swoją droga jestem bardzo podekscytowana, że będę mogła poprzebywać w białym, kamienicowym wnętrzu Playschool, które mieści się na mojej ulubionej olsztyńskiej ulicy. To zdecydowanie bonus całej tej sytuacji.

Jeśli macie ochotę spotkać się z nami by poscrapkować, pokleić, poskładać i dobrze się bawić, w klimacie walentynkowym, zgłaszajcie się pisząc na adres biuro@playschool.org.pl :)

fot. MACRAC

 

Warsztaty DIY w Olsztynie

Wiecie co? Szykują się papierowe warsztaty. Razem z Martą Krugły-Raczyńską będziemy prowadziły zajęcia odręczne, scrapkowe w piątek 7 lutego w Olsztynie w Playschool na Dąbrowszczaków. Tydzień przed Walentynkami chcemy robić z Wami ręcznie robione prezenty dla Waszych ukochanych. Od 19.00 będziemy wycinały, kleiły, składały i ozdabiały wyjątkowe Walentynki. Dowiecie się co to scrapbooking, nauczycie się podstawowych technik i razem z nami wykonacie papierowe prezenty.

Tematem przewodnim będzie hasło „ZABIERZ WALENTYNKĘ W PODRÓŻ”. Chcemy zaproponować Wam podróż sentymentalną i zrobienie prawdziwie osobistych Walentynek, dlatego weźcie ze sobą pamiątki, które dużo dla Was znaczą, np. bilety do kina rodem z pierwszej randki, bilet autobusowy z pamiętnego wyjazdu, czy wyjątkowe zdjęcia.

Jeśli macie ochotę zobaczyć sie z nami w zimowy piątek 7 lutego – wysyłajcie zgłoszenia na adres: biuro@playschool.org.pl.

Do zobaczenia!! My nie możemy się doczekać :)

 

Jak zorganizować karnawałową imprezę

(czyli co zrobić, żeby się nie przepracować, a efekt był bardziej niż zadowalający)
 
Czasem przychodzi ten moment, kiedy nie da się uniknąć domówki! W tym sezonie to imprezy karnawałowe są na tapecie – wyzwanie, ale można wyjść z tego obronną ręką. Zresztą mówi się, że za dużo przygotowań może popsuć imprezę i że spontaniczność to jest TO! Ja sama należę do osób, które lubią mieć wszystko opracowane, dopracowane i dopilnowane, ale nie ukrywam, że to stres. Zastanawiam się, czy rzeczywiście nie lepiej odpuścić i owszem – organizować, ale też bawić się tym na luzie i dać się ponieść wydarzeniom. 
 
 
 
 
Pamiętajcie! To, co najważniejsze, to atmosfera i ludzie! Nikt nie będzie dobrze się bawił w towarzystwie padającej ze zmęczenia pani domu.  Zróbcie więc wszystko, żeby czuć się dobrze, wyglądać fantastycznie, a reszta? Reszta zrobi się sama…prawie :) Postaram się pomóc. 
 

ZAPROSZENIA!
Opcja szybka, łatwa i przyjemna nie obejmuje ręcznie wypisywanych zaproszeń wysyłanych pocztą – postawcie na zabawne maile, np. w stylu PIĄTEK, 18.00, U MNIE, PARAPETÓWKA, BĄDŹ KONIECZNIE! Ale jeśli macie ochotę na zaproszenia w wersji luksusowej – proszę bardzo! Fajne zaproszenie = dobre pierwsze wrażenie, a przeciez o to chodzi. 
 
 
 

JEDZENIE!
Jedzenia musi być dużo i musi być dobre. Jeśli organizujecie imprezę tematyczną (bollywood, retro, PRL) – dopasujcie do tego też repertuar jedzeniowy (w tym przypadku opcja PRL jest chyba najprostsza – chleb, kiełbasa, śledzie, ogórki i wódka – dadzą radę nawet początkujący). Rok temu spędzałam tak sylwestra, ubrana w kreację mojej Mamy rodem z cudownych lat 80tych, jedząc chleb ze smalcem, galaretę, blok czekoladowy i pijąc orenżadę :)

Pewniakiem jest kuchnia włoska – lubią ją chyba wszyscy. No i każdy ma ukrytą paczkę makaronu w szafce :P Dobrym pomysłem jest nagromadzenie artykułów w rodzaju pomidory w puszcze, oliwa z oliwek, parmezan, bazylia, gotowe ciasto do pizzy (dla bardziej zaawansowanych), oliwki, słoik z pesto, suszone pomidory, słoiki z salsą itd. Można z nich stworzyć kilka spontanicznych kombinacji i istnieje spore prawdopodobieństwo, że wyjdzie z tego coś dobrego! Do tego chipsy w dużych ilościach i słodycze (bierzcie pod uwagę wszystkich :D).

Zainwestujcie w konkretną ilość misek i: oliwek, orzeszków, surowych warzyw pokrojonych w paski, krakersów, chipsów, mini kiełbasek – goście muszą mieć co jeść, jak czekają na normalne jedzenie, lub gdy impreza nie jest obiadowa, tylko raczej stojąca. Jeśli jest taka możliwość, spędzacie karnawał w ciepłych krajach, warunki lokalowe i pogodowe sprzyjają – super pomysłem jest grill. Goście mogą swobodnie się zająć sobą na dworze, jak Wy przygotowujecie jedzenie, przystawki, drinki itd. (marzenie)

RADA 1 – Jeśli przyjdzie Wam do głowy, żeby kupić gotowe jedzenie (np. kurczaka) i udawać, że sami przygotowaliście – przed przyjściem gości wrzućcie trochę cebuli i kilka ząbków czosnku do piekarnika na niską temperaturę. Mieszkanie będzie pachniało, jakbyście gotowali od rana! 
 

ALKOHOL!
Nie ma co się oszukiwać – bez tego impreza to albo dyskoteka w oazie, albo komunia (chociaż różnie bywa). Zaopatrzcie imprezę w kilka rodzajów alkoholi. Piwo i wino to podstawa. Jeśli skończyliście kurs barmański to…nie będę uczyć ojca robić dzieci. Każdy z gości powinien znaleźć coś dla siebie, dlatego oprócz wina i piwa kupcie mocniejszy alkohol i sporo napojów. 

RADA 1 – jeśli decydujecie się na konkretny alkohol sprawdźcie, czy macie odpowiednie szkło do tego – ja już chyba wyrosłam z picia piwa w kubkach nescafe :D 

RADA 2 – pamiętajcie o lodzie!!!! 
 

SPRZĄTANIE!
Nikt nie chce się bawić w kompletnym bałaganie, ale nie dajcie się zwariować. Dopóki naczynia nie okupują każdego cm
2 kuchni, pokój, gdzie wszyscy będą się bawić jest odkurzony, łazienka ogarnięta i z wystarczająca ilością papieru toaletowego – jest ok :)
 

DEKORACJE!
Tak, to moja ulubiona działka (ok – na równi z jedzeniem). Dla wszystkich z deficytem czasu i ochoty, czy też umiejętności mam jedną radę – fajne serwetki, niskie świeczki, owoce nieregularnie rozłożone na stole, orzechy (całe, w łupinach, nie te solone) wystarczą, żeby było widać, że się postaraliście. 
Jeśli macie więcej czasu i ochoty – możecie pobawić się z papierem i nożyczkami, wstążkami, confetti i balonami. To naprawdę świetna zabawa!! NAPRAWDĘ! Lubię imprezy tematyczne, czyli tematyczne dekoracje. Impreza w stylu marynarskim, czy black&white to dobry sposób na sprecyzowanie dekoratorskich planów i zrobienie czegoś ciekawego, oryginalnego. 
Część moich dekoracji możecie zobaczyć TUTAJ
 

ŚWIATŁO!
Światło może zepsuć imprezę, lub ją uratować. Zrezygnujcie z zapalenia wszystkich lamp w mieszkaniu, postawcie na świeczki i przytłumione lampki „do czytania”. Fajnym pomysłem jest użycie lampek choinkowych w większej ilości, jako główne źródło światła.
 
 

MUZYKA
To ważna działka, nie umiem się dobrze bawić, jeśli muzyka mi nie pasuje. Z doświadczenia wiem, że ludzie najlepiej się bawią przy muzyce z wczesnej młodości. Na co dzień siedzą po uszy w drum’n bass, ale nie mogą usiedzieć przy stole, jak leci MC Hammer, czy Madonna.  Z kolei jeśli to impreza kameralna, stołowa, jedzeniowa, bez tańców – dla mnie pewniakiem jest chilli zet. Coś leci delikatnie w tle, ale nie trzeba się przekrzykiwać. 
 

A teraz można się zrelaksować i czekać na gości, i pozwolić wydarzeniom się dziać!
 
 
fot. 1  |  2  |  5  |  6  |  7  |  8  |
 

DIY na spotkaniu Trójmiejskich Mam

Pisanie bloga stało się naprawdę bardzo ważną częścią mojego życia i, jak się okazuje, nie ogranicza się do pisania i wstawiania zdjęć od czasu do czasu, ale przekłada się na poznawanie nowych ludzi i na nowe wyzwania i zadania, które pojawiają się co jakiś czas na mojej drodze. Złapałam się na tym, że opowiadając o sobie mówię, że mam na imię Emilka, jestem grafikiem i dekoratorką oraz…blogerką.

Tak się mniej więcej przedstawiłam w sobotę uczestniczkom spotkania Mam w ramach Trójmiejskich Mam, które odbyło się w Gdyni w Strefie StartUp. Co tam robiłam? Prowadziłam warsztaty z kreatywnego, papierowego dekorowania stołu na swobodną, rodzinną imprezę. Miałam godzinę oraz mnóstwo boskich akcesoriów prosto ze Scandiloft i IKEA, żeby pokazać kilka rozwiązań oraz zachęcić Uczestniczki do czynnego dekorowania warsztatowego stołu. Oprócz moich zajęć Panie Mamy miały okazję wypróbować zumbę dla dzieci i mam, wziąć udział w warsztatach fotograficznych, spróbować zdrowych, wegańskch koktaili, czy obejrzeć dziecięcą kolekcję Mon Chou. Wszystko obserwowałam i byłam pod wrażeniem energii, z jaką prowadzący zajęcia i prezentacje przedstawiali swój program. Nie da się ukryć, że z wielką chęcią próbowałam ciastek i pysznego ciasta prosto z Ale Ciacho Cafe. Swoja drogą super nazwa :)

Całą imprezę fotografowała Subobiektywna, z czego bardzo się cieszyłam, bo jak Agnieszka robi zdjęcia, wiadomo, że będą świetne (jeśli oglądaliście fotki ze spotkania blogerek w Gdyni w lipcu, to wiecie co mam na myśli).

Mój zamysł był prosty i zdecydowanie papierowy. Skoro stół na rodzinną imprezę z dziećmi, to czemu nie pozwolić dzieciom uczestniczyć w przygotowywaniu dekoracji i nie zaangażować ich w nakrywanie stołu? Zaproponowałam stół przykryty arkuszami pakowego papieru, który można ozdobić pieczątkami z kolorowym tuszem, taśmami, ręcznymi rysunkami. Która babcia nie byłaby zachwycona jedząc przy stole, na którym obrus byłby ręcznie ozdobiony przez wnuki? Do tego kolorowe papierowe talerze i kubki, żeby było wesoło i jednorazowo, a przy okazji na koniec było mniej sprzątania. Każde nakrycie miało być oznaczone specjalną, słodką winietką, a ozdobione słoiki były wypełnione papierowymi słomkami – wszystko w stylu retro i trochę marynarskim (te biało-czerwone pasy) – w końcu Trójmiejskie Mamy. Potrawy miały być oznaczone ręcznie wykonanymi etykietami.

Wydaje mi się, że plan się udał. Z przyjemnością patrzyłam jak Uczestniczki i ich dzieci razem ze mną dekorują papierowy obrus pieczątkami i ozdabiają słoiki taśmami i sznurkami. Największym hitem były jednak winietki z niespodzianką, czyli ciastka zapakowane w kolorowe torebki, ozdobione na kolorowo taśmami, sznurkami, słomkami i zaopatrzone w etykietę z imieniem obdarowanej osoby. Ponieważ spotkanie było mamowe, jestem pewna, że wszyscy obdarowaniu tatusiowie byli zachwyceni, bo to dla nich przeważnie dzieci robiły te mini prezenty.

To była tylko godzina, choć chęci było na znacznie więcej. Czas był ograniczony, więc nie mogłam przedstawić wszystkiego, co mi przyszło do głowy. Mam nadzieję, że Uczestniczki bawiły się tak dobrze, jak ja.

fot. / Subobiektywna

Pełną relację z całego spotkania Trójmiejskich Mam możecie znaleźć TUTAJ.

 

Relacja ze spotkania mam blogerek + dużo zdjęć

Minęło dopiero 11 dni od niedzielnego spotkania mam blogerek, a ja się czuję, jakby to było dawno temu, tyle sie działo przez ten czas. Emocje musiały opaść, musiałyśmy z Agatą i Olą przegadać spotkanie, z niecierpliwością czekałyśmy na zdjęcia (dziękujemy Michał!).

Zacznijmy od tego co ja robiłam na spotkaniu MAM blogerek, kiedy, co najwyżej, jestem matką chrzestną Iny i kocią mamą dwóch uroczych chłopaków Edka i Ryśka. Z racji współtworzenia Olsztyńskich Blogerek, czyli FB, bloga oraz będąc członkiem organizacyjnej trójcy, dostapiłam zaszczytu i wtopiłam się w tłum matek rodzicielek.

Na takim akurat spotkaniu bardzo zależało Agacie i Oli, z racji aktualnego u nich tematu dziecięcego. Wiedziałyśmy, że dużo dziewczyn chciałoby wziąć w takiej imprezie udział – mamowe spotkania są bardzo popularne też w innych przecież miastach, nie byłyśmy pierwsze :) Wiemy z doświadczenia, że gadaniem „możnaby zrobić”, albo „fajnie by było” nic nie osiągniemy. Trzeba wziąć byka za rogi i zacząć organizować spotkania. Ciesze się, że się nie rozleniwiłyśmy i że udało się zorganizowac drugie spotkanie blogujących kobitek w Olsztynie.

Wyobrażałyśmy sobie to spotkanie jako fajny, ciepły babski spęd, z kwiatami, dobrą kawą i ciastem (Lani Coffee i Cukiernia Śnieżka - duet nie do przebicia), plotkami, śmiechem i latającymi dzieciakami. Żeby nie było za przyjemnie zaprosiłysmy Panią Dietetyczkę z Poradni Dietic, żeby wprost powiedziała nam, że parówek jeść nie powinnyśmy, a nutella to samo zło (do tej pory nie wiem, czy dziękować Pani za wykład i przybycie, czy ją znienawidzić :)) Tekstualna potem powiedziała jak sobie radzi w tym czworokącie mama – dziecko – praca – blogowanie. Świetne były te wystąpienia, bo dowiedziałyśmy się, jesli nie czegoś nowego, to jak inni sobie radzą, jakie mają sposoby na motywację i organizację (Tekstualna) oraz że istnieje coś takiego jak substytut nutelli (Dietic) :)
Jak było? Głośno, gwarno, wesoło. Były plotki, spotkania po latach i po tygodniach. Dzieci chyba też bawiły się dobrze, dzięki naszym Sponsorom. Były kartonowe domki do niczym nieskrępowanego malowania (duże domki widoczne na zdjęciach dostałyśmy od firmy INSTANT) i były Panie Animatorki z Happy Moments, które porwały starszaki do zabawy.
Dla uczestniczek miałyśmy torby z prezentami, niczym święte mikołajki oraz losowanie (sasasasa). Takie spotkania to świetna okazja, żeby wymienić spostrzeżenia na temat różnych produktów, spróbować nowych rzeczy, wypróbować inne rozwiązania (od dziś zamiast kuwety Rysiek i Edek wybróbują pieluchy wielorazowe). My i spotkaniowi Sponsorzy mamy nadzieję, że prezenty nie dość, że się podobają, to że sie przydają, że wniosą coś nowego, że nie tylko będą służyć dzieciom (Pat&RubOCEANIC), ale też mamom (dziękujemy Floslek i Ori Polska), nie tylko ciału, ale też i duszy :) Ogólnie bardzo jestem wdzięczna firmom, które chciały wziąć udział w naszym spotkaniu za otwartość i życzliwość!
Ja przez tych kilka tygodni przygotowań i 4 godziny spotkania dowiedziałam się dużo nowych rzeczy, przez głowę przepłynęła mi masa informacji, nagadałam się strasznie, objadłam też (apropo jedzenia – wiecie, że Chilli Bar przygotowało dla nas specjalne blogerskie menu? właśnie tak! mniam!). Jak zawsze, po każdym spotkaniu, czy jestem organizatorem, czy uczestnikiem, czułam niedosyt. Za krótko :) Nawet teraz, jak to opisuję, to mam wrażenie, że tyle było wrażeń i rzeczy wartych wspomnienia, że nie wiem czy z ładem i składem jestem w stanie to zamieścić. Chaotyczna jestem dziś strasznie.
Żebym nie zapomnała! Hasło MUM BLOGA wymyślił Bartek :) Głowiłam się głowiłam, a on podszedł i wymyślił w sekundę (zazdrość). Dziękujemy <3
I dziękuję Michałowi Witowi Kowalskiemu z Caribu za zdjęcia – te z przygotowań i te z imprezy. Dzięki Tobie mamy pamiątkę i co pokazywać :)
 

Relacja ze spotkania blogerek w Gdyni

Jak tylko pomyślę o zeszłej sobocie od razu banan na twarzy! Pojechałyśmy z Agatą trochę na cwaniaka na to spotkanie. Wprawdzie Organizatorki nie twierdziły, że spotkanie w Gdyni oznacza, że TYLKO blogerki z Trójmiasta mogą uczestniczyć, ale i tak czułyśmy się wyjątkowo.

Od czego zacząć? Od Lavenda Cafe! Moja pierwsza reakcja jak weszliśmy do środka było „Omatko! Jak tu pięknie! Mogę tu zostać na zawsze?” Kawiarnia i restauracja o pięknym wnętrzu, z cegłą, drewnem bielonym i zapachem kawy! Byłam kupiona na wejściu :) W dodatku Właściciele naprawdę wspaniali. Bardzo zaangażowani, gościnni, uśmiechnięci. Zrobili wszystko, żeby spotkanie się udało. A lemoniada lavendowa była kapitalna, bardzo mi przypominała smak mohito, który uwielbiam :) To jest takie miejsce,które na pewno odwiedzę znowu jak będę w Gdyni – ale tym razem spróbuję innych rzeczy (widziałam kątem oka co zamawiają inni goście Lavendy i łapałam ślinę przy kolanach, pomimo tego, że jadłyśmy pyszną sałatkę, do tego deser i wielka mega kawa). Dziękuję Lavendzie!

W sobotę czułam się dobrze. Byłam w miarę wyluzowana (jak tylko można byc wyluzowanym w obliczu grupy nieznajomych :)) i cieszyłam się, że nie jestem organizatorem i nie musze się martwić o szczegóły, mogę po prostu się bawić i rozmawiać. Trochę się stresowałam moim wielkim wystąpieniem :) Ale że było bardzo konkretne i krótkie, szybko minęło i mogłam oddac pałeczkę Agacie, która jak nikt spowodowała, że wszystkie zaczęłysmy dyskutować o różnych blogowych zachowaniach, etyce, o tym, co wypada, co można, a co nie. Bardzo fajnie sie rozmawiało, na luzie, z wybuchami śmiechu. Tak to już jest na spotkaniach, że nie ma do końca możliwości pogadania dłużej ze wszystkimi. Poplotkowałam sobie z Kasią InnookąAgatą, która blogujeMartyną z bloga BreadPittDusiąSylwiąPauliną z bloga FROM MOVIE TO THE KITCHEN, która zdobyła nagrodę bloga roku i wydaje książkę kucharską we wrześniu!!! Oczywiście musiałam pogadać chwilę z Marysią <3 Art Attack {Be Inspired} i naszą Panią Fotograf Subobiektywną. Oprócz niej latali z aparatami i kamerką Michał z Caribu i Tatowy z Iną :) wprowadzając męski pierwiastek do tego babińca.

Na sam koniec szanowne Panie Organizatorki zaserwowały nam prezenty od sponsorów. Nie powiem, miło jest dostawać prezenty! Bardzo mi się podobały nasze spersonalizowane lusterka i komplet 3 marynarskich przypinek od Inkipinki. Baaardzo jestem zadowolona z zestawu kosmetyków od Eveline Cosmetics, już tak mam, że lubię kosmetyki i nie mogę się doczekac jak mi się skończą już otwarte i będe mogła przetestować te nowe :) Dostałam też saszetkę zapachową od Home&You, podkładkę JUST BLOG IT od firmy Graweromat, cienie od firmy NYX (coś dla mnie supełnie nowego), upominki od GH Madison, zaproszenie do gdyńskiego Obsessive Studio i bon zniżkowy na sesję u wspaniałej Subobiektywnej! Widziecie te piękne papierowe słomki? Są od Beetlebits! Wracając z torbami czułam się jakbym miała urodziny :) Dziękuję!!

Ostrzegam :) Dużo zdjęć!

Agata – Caribulife
ja we własnej osobie :)
Martyna – BreatPitt
Paulina – From movie to the kitchen
Justyna – Na nowej drodze życia
Kasia – Innooka
Agata – Agata Bloguje
Natalia – Kokodylek
Asieja – Ciastko z marzeń
Dusia – Dusiowa kuchnia
Marysia – Art Attack {Be Inspired}
Szanowna Tekstualna – Monika
Agnieszka – Spod kocyka
Ania i Kuba – Fashionable
 Sylwia – ShinySyl
 

Sabat czarownic

Bardzo lubię chłopaków i rozmowy z nimi, ale dziewczyny to zupełnie co innego – wyższy level porozumienia i ilości wypowiedzianych słów na minutę. To niesamowite jak planowane godzinne spotkanie przemienia się w 500% normy :) Jednym zdaniem – dziewczyny sa fajne :)

W poniedziałek był zlot – zlot czarownic, w składzie ja, Agata i Ola (i Ala). Uwielbiam takie spotkania, kiedy rozmowy nie maja końca, na stół wlatuje tort bezowy z jagodami i wyciśnięty przed minutą sok ananasowo-grejfrutowy (Ola się bardzo postarała), szalejemy z aparatem fotograficznym i uskuteczniamy kolejne zdjęcia na bloga (taki los blogera, nie zacznie jeść, dopóki nie zrobi zdjęć, haha).

Plan początkowy obejmował konkretne działania organizacyjne. A mamy co organizować!! Już niedługo podamy więcej szczegółów na temat naszego najnowszego pomysłu, czyli spotkania mam blogerek w Olsztynie. Ja jestem tylko kocią mamą, ale Ola i Agata są bardzo w temacie macierzyństwa i to one przejmują ster, ja się tylko plącze pod nogami :))

Kolejne spotkanie blogerek to kolejny sprawdzian dla nas, po majowym spotkaniu. Nie mamy dużo czasu, ale nadrabiamy chęciami i pomysłami. Wszystko dopinamy na ostatnie guziki, chcemy, żeby było ciekawie, smacznie i inspirująco, i wyjątkowo. Korzystamy z tego, że spotkania blogerek i blogerów są zjawiskiem coraz popularniejszym, skoro jest nas tak dużo, to warto coś zrobić, spotkać się, poznać. Po majowym spotkaniu każda z uczestniczek wyszła z masą nowych znajomości, które trwają nawet poza FB! Trzeba to powtórzyć, tym razem w nieco innym gronie – mamowym :)

Kot Gabi – mała łobuzica – tylko się odwróciłyśmy, a ta się dobrała do tortu!!! I się bezczelnie oblizuje :) Bez wstydu kot, zupełnie! 
 

1 2 3