Archive of ‘FOOD’ category

Jak robiłam wegeburgery

Emilka: Wiesz Bartek, w piątek idę na warsztaty i będę robić wegeburgery.

Bartek: Ale jak to, z czego?

E: No nie wiem, ale bez mięsa, z bobu, albo z fasoli. Nauczę się i Ci zrobię!

B: Nie, to może nie rób….



Już kilka razy pisałam o warsztatach w Playschool, czyli o Babskich Piątkach. Co piątek od 19.00 same kobity, w kameralnym gronie, robią coś fajnego: gotują, szyją, wyklejają. W Playschool byłam raz, ale to ja prowadziłam warsztaty – pomyślałam, że wezmę pod pachę Agatę z Caribulife, wyrwę ją z domu i razem pojedziemy robić wegeburgery, jako uczestniczki.

Warsztaty prowadziła Gosia (blog MLECZNA KROWA) i Karolina (blog CO PYSZNEGO?), był komplet uczestniczek (nie dziwię się), było wino, gotowanie, pieczenie i dużo rozmów. Najlepszy był finał, kiedy każda, w skupieniu, konstruowała swojego burgera z pełną powagą (ja z pełną powagą wygrzebywałam cebulę z sosu barbecue). A najważniejsze jest to, że naprawdę było pyszne! Zrobię dla siebie w domu, skoro B. gardzi fasolą! :)

Było super – można się wkręcić i spędzać tam każdy piątkowy wieczór. Jeśli jakaś Olsztynianka ma ochotę na warsztaty to wszelkie informacje na profilu Playschool TUTAJ.

/fot. Caribulife/

 

 

Ziołowa dekoracja

Chociaż jest luty, ja za każdym razem jak wychodzę rano z domu zaklinam wszechświat, żeby to, co się dzieje naprawdę było już wiosną, a nie przygrywką do kilkumiesięcznej, trwającej do maja mroźnej zimy (tfu tfu). Ja naprawdę już czuję się lepiej – energii więcej, do pracy jeżdżę samochodem (tak, tak, tak!! w końcu się odważyłam, 8 lat po zdaniu prawka!) więc mogę poleniuchować dłużej. Słońca więcej, projekty w pracy świetne, jest dobrze! Ale w związku z wiosną zaczyna mi się chcieć zmian w domu i marzę o wazonach z tulipanami – o kwiatach ogólnie, ale nie ma opcji przy Kaziku. Mam zatem zamiennik. Kwiaty w wazonie na kilka dni, w dodatku połączenie przyjemnego z pożytecznym, czyli można jeść! Nieduży bukiet na stół, który obłędnie pachnie i jest bardzo prosty do zrobienia w domu. Minimalistyczna, zielona dekoracja stołu na wczesną wiosnę.

Ja zrobiłam swój z 6 ziół doniczkowych, kupionych w supermarkecie (mięta, bazylia, pietruszka, szczypiorek, tymianek i rozmaryn). To, czym się kierowałam to jak najwięcej faktur i to, żeby nam po prostu one smakowały. Chciałam mieć bukiet zielony, ale jak najbardziej różnorodny pod względem kształtu i pokroju – żeby nie było nudno. Nożyczkami ucięłam kilka gałązek z każdej kupionej doniczki i ułożyłam je tak, by najdłuższe i największe gałązki znalazły się w środku, a najmniejsze na zewnątrz. Nierównomiernie rozłożyłam szczypiorek, który nadał całości „artystycznego nieładu” :) Zioła związałam sznurkiem i wstadziłam do słoika. Proste?

 

 

Be hungry #8

Pozostaję cały czas w moich ulubionych śródziemnomorskich klimatach. Ostatnio serwowaliśmy pizze, dzisiaj przenosimy się trochę bardziej na zachód, do Hiszpanii. Catalana toasts, katalońskie grzanki z pomidorami to autentyczny przepis, tutaj zmodyfikowany na moją modłę. Przekąska bajecznie prosta do zrobienia i przepyszna, w dodatku robiona w znacznej części ze świeżych pomidorów, więc w sumie można ją zaliczyć do surówki :)

Składniki na 2 osoby:

- dobry, pszenny chleb
- 3 średnie pomidory
- 1 łyżka oliwy
- 1 łyżeczka soku z cytryny
- sól morska i pieprz do smaku
- 1/2 łyżeczki cukru
- kilka ząbków czosnku przekrojonych na pół
- drobno posiekana cebula (opcjonalnie)
- twardy, słony ser /parmezan/ do posypania (opcjonalnie – mało to hiszpańkie, ale lubię)
- posiekana pietruszka (opcjonalnie – świetnie „gra” z czosnkiem)

Pomidory obierz i zetrzyj na drobnej tarce, lub zblenduj na gładką masę. Dodaj do nich oliwę, sok z cytryny, cukier, sól i pieprz. Oryginalnie do pomidorów dodaje się też posiekaną cebulę – nie lubię, więc nie dodaję, ale Ty możesz :) Chleb pokój w dość grube kromki i podpiecz w piekarniku na kratce, bez folii tak, żeby z obu stron kromki były twarde i chrupiące. Gorącą kromkę natrzyj połową ząbka czosnku i pokryj pomidorową masą. Na koniec możesz posypać twardym serem i pietruszką, lub skropić oliwą.

Świetnie do tego pasują opisywane wcześniej oliwki w oliwie czosnkowej.

* nie smaruj kromek oliwą, lub innym tłuszczem przed pieczeniem – jeśli chleb będzie zbyt miękki nie natrzesz go czosnkiem tak, jak trzeba :)

Smacznego!

 

Be hungry #7

Uwielbiam włoskie jedzenie. Nie ma nic lepszego. Pizza to u nas dosyć częsty gość – też dlatego, że ciężko w Olsztynie znaleźć naprawdę dobrą pizzę, robioną z porządnych składników, a to się wyczuwa. W niedzielę urządziliśmy sobie włoski lunch, czyli wczesny obiad. Dwie różne pizze, w wersji bezmięsnej, do tego trójkąty z ciasta do pizzy z grubo-mieloną solą morską i oliwki w czosnkowo-pietruszkowej oliwie, na które przepis podałam kilka miesięcy temu TUTAJ, a które wciąż są u nas hitem.

Pizza domowa ma ten plus, że składniki można dobrać naprawdę te ulubione. Moja to grillowana papryka i cukinia, mozzarella, oliwki i rukola. Bartka to szpinak z czosnkiem, oliwki, mozzarella, papryczka chilli i czerwona cebula z rukolą. Do tego oczywiście świeży sos pomidorowy.

SKŁADNIKI NA 4 PIZZE (średnica około 20cm) I TRÓJKĄTNE CHLEBKI:

1. SOS POMIDOROWY
- 1 puszka pomidorów rozdrobnionych
- 1 ząbek czosnku
- 1/2 małej cebuli
- 1/2 łyżeczki cukru
- sól do smaku

2. CIASTO
- 350g mąki
- 25g drożdży świeżych
- płaska łyżeczka soli
- płaska łyżeczka cukru
- 2 łyżki oliwy
- 150ml ciepłej wody

3. DODATKI
- 1 kulka mozzarelli
- 3 kulki mrożonego szpinaku podsmażone z 2 łyżkami oliwy i 1 ząbkiem czosnku
- 1/2 cukinii ugrillowanej / upieczonej z odrobiną oliwy
- 1/2 papryki ugrillowanej / upieczonej z odrobiną oliwy
- oliwki
- cebula czerwona pokrojona w piórka
- rukola
- opcjonalnie papryczka chilli

(ja wybrałam mozzarellę, oliwki oraz cukinię i paprykę, a Bartek mozzarellę, szpinak z czosnkiem, oliwki i czerwoną cebulę oraz papryczkę)

4. OLIWKI W OLIWIE CZOSNKOWEJ

PRZEPIS:

1. SOS POMIDOROWY KROK PO KROKU
- w niedużym garnku rozgrzewamy oliwę i podsmażamy drobno posiekaną cebulę
- jak tylko cebula się zeszkli dodajemy wyciśnięty czosnek i podsmażamy chwilę
- po kilku minutach smażenia dodajemy pomidory z puszki, sól i cukier
- dusimy całość pod przykryciem kilka minut, a potem redukujemy sos gotując go na małym ogniu bez pokrywki

2. CIASTO KROK PO KROKU
- w 150ml ciepłej wody mieszamy drożdże wraz z cukrem – pozostawiamy pod przykryciem na 5 minut (w temperaturze pokojowej)
- do dużej miski wsypujemy makę i sól oraz dodajemy oliwę
- sprawdzamy drożdże – jeśli na powierzchni utworzyła się lekka pianka oznacza to, że drożdże są gotowe do dodania do mąki
- dodajemy drożdże z wodą do mąki i mieszamy wszystko najpierw łyżką – jeśli ciasto jest za sztywne koniecznie dodaj trochę ciepłej wody
- dobrze wymieszane ciasto w misce przekładamy na posypaną mąką stolnicę, lub blat i wyrabiamy
- dobrze wyrobione ciasto powinno być miękkie i elastyczne
- gotowe ciasto dzielimy na 5 równych części, które formujemy w małe kule i odkładamy je na 10 minut do wyrośnięcia pod przykryciem
- 4 wyrośnięte kulki ręcznie formujemy w płaskie placki o średnicy około 20cm i układamy na posypanej mąką blasze – układamy na nich ulubione składniki, zaczynając od sosu
- ostatnią kulkę wałkujemy w koło i kroimy ją na trójkąty – to będą nasze chlebki do oliwy – które układamy na blasze posypanej mąką i opcjonalnie posypujemy morską solą
- przygotowane pizze wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni na 10-12 minut
- trójkątne chlebki dokładamy 5 minut po włożeniu pizzy
- przed podaniem posypujemy pizze rukolą i podajemy razem z czosnkową oliwą i goracymi chlebkami

Chociaż przepis jest długi tak naprawdę całość jest bardzo prosta do przygotowania i pasuje idealnie na weekendowy obiad. Podawać koniecznie z dobrym winem :)

Smacznego!

Jeszcze przez 3 dni, do 6 lutego do 12:00 można głosować na Blog Roku. Też biorę udział w tym konkursie i jeśli chcecie mi pomóc i mnie uszczęśliwić- wyślijcie smsa o treści A01085 na numer 7122!! :)

koszt smsa to 1,23zł
 
 



 

Be hungry #6

Dzisiaj proponujemy powrót do dzieciństwa. Mojego, bo u Bartka takie placki z jabłkami nie funkcjonowały  (a grzanek chleb+ser, robionych w mikrofalówce nie chcieliśmy proponować, co było ważną częścią akurat jego dzieciństwa). Takie placki robiła moja Mama i mam do nich wielki sentyment. Placki + cukier + zimne mleko i wszyscy są szczęśliwi. W dodatku naprawdę są bajecznie proste do zrobienia, a rezygnacja z dużej ilości oleju do smażenia, na rzecz dobrej patelni sprawia, że w całym domu nie pachnie smażeniem (pachnie – uprzejmość z mojej strony). To jest nasze dzisiejsze śniadanie, na ciepło, na przyjemnie, energetycznie.

Co jest potrzebne?

porcja dla 2-3 osób

- 500ml mleka
- 2 szklanki mąki
- 1 łyżka oleju
- cukier puder (kilka łyżek)
- 3 duże jabłka
- 1 jajko

Jabłka obieramy i kroimy z cienkie, niewielkie plasterki. W misce mieszamy mąkę, mleko, jajko, 1 łyżkę cukru pudru i olej. Możemy użyć miksera, ja użyłam ubijaczki. Do przygotowanej, dobrze wymieszanej masy dokładamy pokrojone jabłka i dobrze mieszamy. Rozgrzewamy dobrą, nieprzywierającą patelnię i smażymy niewielkie placki z dwóch stron. Gotowe placki posypujemy cukrem pudrem i jemy. Dobrze smakują z nutellą, z dżemem, miodem, czy posypane orzechami. Ja jednak wolę tradycyjną wersję z cukrem. Dla mnie takie smakują najlepiej.

Smacznego :)

 

 

My baking tones

Jedno z moich postanowień to lepsze, zdrowsze, świeższe jedzenie. Wiem, że tak naprawdę jemy całkiem dobrze – gotujemy sami (czyt. Bartek gotuje sam), jemy sporo warzyw, nie uznajemy fast foodów (chyba, że to sprawa życia lub śmierci), ale ciągle nie osiągnęliśmy jedzeniowego ideału. Własny chleb to bardziej słodka wizja ogniska domowego, niczym z reklamy Nutelli, niż konieczność (w pobliżu mamy 3 piekarnie), ale temat chodzi za nami już od dawna.

Pieczenie chleba w domu to nie jest łatwa sprawa. Niestety. Długo się do tego przymierzaliśmy, Bartek przeglądał internet w poszukiwaniu informacji na temat zakwasu, mąki, wszystkiego. Nawet zaopatrzylismy sie w fachowa literaturę. Ryzyko duże :) Przez moment mieliśmy nawet w domu maszynę do chleba moich Rodziców. Nie przydała się – postanowiliśmy zrobić wszystko ręcznie. Oczywiście zaczęliśmy na bogato, od  niedużego, razowego, pełnoziarnistego chleba – jestem zachwycona zapachem w domu i chrupiacą skórką. Jak na pierwszy raz całkiem nieźle, ale sporo pracy przed nami. Czy macie dla mnie rady na temat pieczenia chleba w domu?

 

Be hungry #5

Uwielbiam czekoladę. Jakbym miała wybierać jaką czekoladę jeść do końca życia, wybrałabym gorzką. Na szczęście nie muszę się ograniczać. Zawsze bardzo mi smakowały czekolady smakowe – miętowe (After Eight – mmmmmm) i pomarańczowe (Delicje!!). To chyba pozostałości po dziecięcym zachwycie niemieckimi słodyczami, które miałam okazję poznać w 1989 roku. Dzisiaj zrobiliśmy coś ekstra – w sam raz na zimę, w sam raz na grudzień i w sam raz na świąteczny czas dietowej dyspensy. Gorącą czekoladę z konfiturą pomarańczową i pianką z mleka. Nie uznaję gorących czekolad w proszku. To profanacja. Zawsze jak w nowej kawiarni mam na nią ochotę pytam się, czy to proszek z mlekiem, czy prawdziwa, gęsta czekolada. Jeśli to proszek smakujący jak czekolada z automatu – rezygnuję. Dlatego my robimy to po ludzku, czyli do mleka dodajemy prawdziwą, gorzką czekoladę. Wtedy napój ma głęboki, prawdziwy smak i przyjemność jest po prostu większa.

Składniki:
- mleko (3/4 do gorącej czekolady i 1/4 do mlecznej pianki)
- gorzka czekolada
- konfitura pomarańczowa
- skórka z pomarańczy do ozdoby

Wlej mleko do garnka i dodaj gorzką czekoladę (gorzka – żeby napój nie był za słodki). Na początek przyjmij 6 kostek / osobę. Mieszaj i podgrzewaj, aż czekolada się rozpuści (mleko wtedy będzie już gorące). Spróbuj i jeśli napój jest za mało czekoladowy – śmiało dodaj więcej czekolady (ja dodałam). Jak mleko z czekoladą będą już gotowe wlej pozostałe mleko do innego garnka i lekko podgrzej, a następnie ubij piankę.

Do szklanki na dno włóż 1-2 łyżeczki konfitury dociskając i wyglądzając, żeby przylegała do ścianek. Delikatnie i bardzo powoli wlej gorącą czekoladę, a następnie na wierzch wyłóż mleczną piankę i udekoruj skórką pomarańczy.

Nie masz ubijaczki do mleka? Nic straconego. Wystarczy słoik z pokrywką. Podgrzej mleko, wlej do słoika (ale tak, żeby mleko zajmowało mniej niż połowę objętości słoika), mocno zakręć, a następnie energicznie potrząsaj słoikiem przez około 30 sekund. Otwórz słoik i delikatnie postukaj denkiem o blat, żeby pozbyć się pęcherzyków powietrza. Pianka gotowa. To naprawdę działa :)

UWAGA: nie zmuszam nikogo do pomarańczowej wersji. Równie pyszna będzie czekolada z konfiturą wiśniową, czy malinową. Tak naprawdę pisząc to już planuję tę ostatnią :)

 

 

Be hungry #4

Już koniec listopada, a ja ciągle jeszcze w jesiennej, nie zimowej świadomości. Nawet kurtki zimowej nie wyjęłam, no bo co będę nosiła zimą? A przecież tak naprawdę zima już jest. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Chociaż kuchennie wpasowaliśmy się w klimat i zaczynamy jeść rozgrzewająco. Zupa rybna to strzał w dziesiątkę pod tym względem, oczywiście dla miłośników ryb i owoców morza. Dla niemiłośników proponuję rosół, po polsku, normalnie, bez udziwnień:) Ale dziś udziwniamy.

Zupa rybna to też wpływ Bartka, bo bez niego nigdy jej nie jadłam. Okazało się, że bardzo ją lubię, szczególnie w pikantnej wersji z papryką, imbirem i chilli. Jest sycąca, rozgrzewająca, godny przedstawiciel COMFORT FOOD.

Zapraszamy :)

Składniki:

- około 350g filetów rybnych – świetnie nadaje się do tego dorsz, czy łosoś
- mieszanka owoców morza
- włoszczyzna
- 1 cebula
- 1 papryka (albo po pół dwóch rożnokolorowych)
- szklanka przecieru pomidorowego
- świeży imbir do smaku
- skórka starta z 1/3 limonki
- suszone, albo świeże chilli
- liść laurowy
- ziele angielskie
- sól, pieprz
- natka pietruszki

1. Wrzucamy pokrojoną w kostkę włoszczyznę do garnka, zalewamy wodą (około 2 litrów) i gotujemy około 20 minut na małym ogniu.
2. Cebulę obieramy z zewnętrznych warstw i przypalamy na gazie (na palniku, jak to robią nasze babcie) i w całości wrzucamy do garnka z warzywami.
3. Jak włoszczyzna się podgotuje, dodajemy do niej pokrojoną paprykę i przecier pomidorowy.
4. Doprawiamy do smaku (sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie, chilli, przetarty imbir i skórka z limonki)
5. Jak warzywa są już ugotowane, czas dodać pokrojoną w kawałki rybę i owoce morza. One potrzebują tylko kilku minut gotowania.
6. Próbujemy rybę i jeśli jest ugotowana, można jeść. Dekorujemy natką pietruszki i kawałkami limonki.

Smacznego!

 

 

Be hungry #3

Kto lubi śniadania ręka do góry?! Ja lubię bardzo, szczególnie jak czeka na mnie coś dobrego. Zawsze uważałam, że pasty kanapkowe to kolejny cud świata i przy odrobinie dobrej woli można stworzyć wiekopomne, kanapkowe dzieło. No bo co za problem włożyć do miski wszystkie ulubione składniki, dodać majonez i wymieszać? :) Zgadzam się – nie wszystko wygląda bardzo apetycznie, natomiast są sposoby na to, żeby wygląd też przyciągał. Jak dla mnie dodanie szpinaku (zielony), curry (żółty), lub papryki (czerwony) to niezłe rozwiązanie dla pozytywnego wizualnego efektu. W końcu je się oczami :)

Moją pastą prosto z dzieciństwa to tradycyjna pasta z makreli, z jajkiem na twardo i majonezem (i cebulą opcjonalnie, dla mnie bez). Kto jej nie jadł? Do tej pory ją robię dosyć często, albo chętnie wyjadam, jak znajdę przypadkiem w lodówce u Rodziców.

Dziś jednak naszła nas ochota na śniadaniowe eksperymenty. Jak zamienić coś tradycyjnego w coś równie przyjemnego, ale trochę innego? Żeby było smacznie i domowo, i szybko? Mamy dla Was z Bartkiem bardzo, bardzo proste sposoby na 2 pasty kanapkowe – z rybą i bez. Co kto lubi :)

PASTA Z MAKRELI

- makrela wędzona
- 2 jajka na twardo
- 2 łyżki majonezu
- 2 łyżeczki wasabi / chrzanu o smaku wasabi
- sól, pieprz
- szczypiorek do dekoracji i do smaku (opcjonalnie)

Mięso wędzonej makreli rozdrobnić (wyjąć ości!), wymieszać z majonezem, chrzanem i przyprawami, następnie do masy wrzucić 2 jajka na twardo i rozgnieść widelcem.

PASTA Z AWOKADO I CIECIORKI

- 150g ciecierzycy
- 1 awokado
- 2 łyżki majonezu
- 1 łyżeczka curry (lub więcej – według uznania)
- garść szpinaku
- pieprz i sól

Cieciorkę ugotować i ostudzić. Awokado obrać i pokroic na kawałki. Cieciorkę, awokado, szpinak oraz pozostałe składniki rozdrobnić blenderem i doprawić do smaku. Ta pasta jest bardzo delikatna, więc można poszaleć z przyprawami, jeśli ktoś lubi. Na koniec dodać 2 jajka na twardo i rozgnieść je widelcem. Wymieszać całość.

Pieczywo grubo smarować, się nie przejmować kaloriami. Jeszcze lepszy efekt uzyska się dekorując kanapki szczypiorkiem, grubo zmielonym pieprzem, chilli, czy plasterkami awokado.

Smacznego!

 

 

Be hungry #2

Wiem, wiem, wychwalam B. pod niebiosa jeśli chodzi o gotowanie, ale mam powody :) Ostatnio jednak wzięłam sprawy w swoje ręce, bo co jak co, ale to ja jestem specjalistką od słodkiego. Bartek był tylko pomocnikiem (teraz wie, jak ja się czuję zazwyczaj). Dostałam od jego Mamy jagody i bardzo chciałam zrobić z nich coś fajnego – pierogi, ciasto…stanęło na tarcie na kruchym spodzie. Miało być w miarę tradycyjnie, z „kruchą” kratką na górze i cukrem pudrem, ale na samym końcu postanowiłam pójśc na całość i dodać bezę, żeby było na bogato, a co!

SKŁADNIKI

CIASTO
- 250g mąki pszennej
- 100g masła
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/4 szklanki cukru pudru
- 1 łyżeczka cukru migdałowego
- 1 żółtko
- 1/2 małego kubka śmietany

ŚRODEK
- 4 herbatniki
- mała paczka migdałów
- 1/2 litra jagód
- 2 łyżki cukru

BEZA
- 3 duże białka
- 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
- 150g cukru

1. Łączymy składniki na ciasto i zagniatamy. Gotowe ciasto owijamy w folię i wkładamy do lodówki na godzinę, albo lepiej 2 :)

2. Miksujemy herbatniki, migdały i cukier migdałowy.

3. Jagody mieszamy z cukrem.

4. Ciasto wałkujemy i wykładamy nim blachę do tarty. Wkładamy spód do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 10-15 minut. Dobrym pomysłem jest dodać obciążenie – przykryć ciasto papierem do pieczenia i wysypać na ciasto fasolę (u mnie była cieciorka). Po podpieczeniu spodu wyjmujemy formę i studzimy.

5. Białka ubijamy mikserem na najwyższych obrotach. Jak piana będzie sztywna dodajemy pomału, po łyżce cukier, ciągle miksując. Na koniec dodajemy mąkę ziemniaczaną, również miksując.

5. Ostudzony spód przykrywamy warstwą herbatnikowo-migdałową, która ma za zadanie wchłonąć nadmiar jagodowego soku podczas pieczenia. Na wierzch układamy jagody. Na sam koniec przykrywamy jagody pianą z biełek.

6. Pieczemy tartę około 30 min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (bez termoobiegu, na górę i dół), aż beza się zarumieni. Ja na koniec trzymałam jeszcze ciasto przez kilka chwil w piekarniku ustawionym na 100 stopni, żeby mieć pewność, że beza dojdzie.

7. Czekamy niecierpliwie aż tarta ostygnie i jemy!

 

1 2 3 4 5