Archive of ‘WORK’ category

Sesja świąteczna dla PUPUS

Jeszcze w listopadzie miałam okazję stylizować sesję wizerunkową marki PUPUS. Wyzwanie. A czemu? Bo modelami były dzieciaki, które nie reagowały na „strike a pose” :) Udało się. Zależało mi na efekcie zabawy, swobody w czystej, biało-czerwonej, świątecznej scenografii. Modele ubrani w pieluszki PUPUS świetnie sobie dali radę :) A mała Tosia została nawet okładkową gwiazdą najnowszego, zimowego wydania MAMMAZINE.

2014-10-16
2014-10-16
2014-10-16
2014-10-162014-10-162014-10-162014-10-162014-10-162014-10-16

 

Trochę backstage’u :)

2014-10-162014-10-162014-10-162014-10-162014-10-16

fotograf / Michał Zdanowicz Fabryka Ujęć
miejsce / Playschool

 

Zupełnie nowy blog

lovetowork

Czy udaje Wam się realizować wszystkie pomysły? Mi nie zawsze, ale ten pomysł musiał ujrzeć światło dzienne. Od dziś mam dla Was zupełnie nową, pracową, freelancerską jakość – blog tworzony przez bliźniaczy duet, czyli E for Event i Tekstualną. Love2work.

Love2work, bo wierzymy, że najważniejsze w życiu, to kochać to, co się robi, jak się pracuje, jak żyje, jak odpoczywa – czyli żyć przyjemnie i z pasją. Praca to to, o czym rozmawiamy najczęściej, to nas niesamowicie kręci i chcemy Was do tej rozmowy zaprosić. Jeśli lubicie tematy krążące wokół pracy, biznesu i freelancu – polubicie Love2work. My już lubimy :)

10308069_1416121818664209_8796194279460980298_n

 

 

 

Zmiany

Lubicie zmiany? Ja czasem potrzebuję. Nad zmianą blogowo-stronową myślałam od dawna. Wszystko miałam gdzie indziej – blog sobie, dekoracje sobie, portfolio sobie – marzyłam o tym, żeby wszystko mieć w jednym miejscu. W końcu się udało. Mniej więcej na tej samej zasadzie, co powrót do jazdy samochodem – decyzja, realizacja, pozycja odhaczona. Zapraszam zatem do buszowania po moim nowym królestwie.

Bardzo dziękuję Konradowi z DESIGNTHIS :), który mi tak sprawnie i szybko postawił stronkę, i odpowiedział na milion moich pytań. Szczerze go polecam!!

A jeszcze dziś będę miała imprezowe ogłoszenie – stay tuned!

01

fot. Subobiektywna

 

 

Jak wykorzystać w 100% pracę freelancera

Jak rzuci się hasło ‚freelancer’ – od razu w głowie pojawia się perfekcyjna wizja spokojnej pracy w kawiarni, z laptopem, wielką latte i dobrym aparatem, żeby robić temu wszystkiemu zdjęcia na instagram :P To tak na pierwszy rzut, potem przychodzi obronna reakcja organizmu, czyli „tak, jasne, na pewno tak nie jest, przecież praca na swoim to mordęga, brak weekendów, praca do późna w piżamie w domu”.

I tak i tak. Ale dzis mam dobry humor, lubię bardzo swoją pracę i mam dla Was 5 rzeczy, które freelancer może robić, a inni mniej. Jak wykorzystać freelancerskie życie w 100%?

1. Choć raz popracuj w kawiarni. Mam to za sobą – kiedyś częściej, dziś dosyć rzadko, ale byłam, widziałam. Wpadnij do kawiarni rano, usiądź na miejscu przy oknie, zamów kawę i pracuj, ciesząc się darmowym wifi, dobrą kawą (a nie kawą z gruntem/błotem/makowcem/bez piany w domu). Może to i misja specjalna – trzeba wstać, ubrać się, zapakować komputer, dojechać do kawiarni, nie zapomnieć kabla do laptopa, ale warto, chociaż raz na jakiś czas. Mi się bardzo dobrze pracuje w miejscu publicznym – szum głosów i pracy mnie uspokaja i inspiruje.

2. Zrób sobie dzień dziecka w tygodniu. Nie mówię o niemyciu zębów, tylko o…dniu bez ciśnienia. Wstań jak masz ochotę, zrób tylko minimum pracowych obowiązków, albo wcale (o ile dzień wcześniej sobie wszystko zorganizujesz, nie ma zmiłuj), wyjdź na śniadanie, albo umów się na południowy spacer z koleżanką. Ja dokładnie to zrobiłam tydzień temu. Sprawdziłam pocztę, ogarnęłam najpilniejsze rzeczy w tempie błyskawicznym i spędziłam dzień z Agatą i Witem, czyli ekipą Caribulife. Tak po prostu – bo mogę. Na co dzień pracuję dosyć dużo, potrafię też czasem popracować w weekend, więc dzień dziecka raz na jakiś czas należy mi się jak nowa myszka ze sklepu zoologicznego Ryśkowi i Kazikowi.

3. Wyjedź do innego miasta (albo kraju – jak jest możliwość) i pracuj w miejscu publicznym. Niby punkt podobny do 1go, ale..nie do końca. Już mam to za sobą i wiem jakie to fajne. Odwiedź rodzinę/znajomych w innym mieście. Spakuj laptopa i niezbędne akcesoria, przywitaj się z komunikacją miejską i znajdź dobre miejsce do pracy. Kawiarnia, biblioteka z fajnym widokiem z okna, czy…park (z wifi), plac miejski z wygodnymi ławkami. W wersji terenowej pamiętaj o dobrej pogodzie i kawie na wynos. Taka praca jest bardzo przyjemna i inspirująca. Przy okazji można poobserwować ludzi i poczuć się jak bohaterka amerykańskiego serialu :)

4. Umów się na spotkanie w parku. To oczywiście opcja wiosenno-letnia. Jeśli klient, czy współpracownik ma na to ochotę, czemu nie połączyć przyjemnego z pożytecznym i nie połączyć biznesowej rozmowy ze spacerem? Mi się bardzo dobrze rozmawia i myśli na spacerze, potrafię łatwiej rozwiązać problem, czy wpaść na dobry pomysł. Freelancer może :)

5. Współpracuj z innymi freelancerami. Choć raz zaangażuj się we wspólny projekt i przekonaj się sam. Po to jest się freelancerem, żeby móc dobierać sobie ludzi, z którymi sie współpracuje. Nie zawsze można zrobić wszystko samemu – fajnie jest wziąć udział w projekcie, powiedzmy – wielobranżowym, nauczyć się czegoś nowego, poznać ludzi, dobrze się bawić i mieć satysfakcję z dobrze wykonanej, wspólnej pracy.

Ja wiem, że rzeczywistość nie jest zawsze kolorowa, że polski freelancer nie wiedzie serialowego życia, ale można sobie pomóc i zafundować świetne, inne doświadczenie, cieszyć się trybem życia, które się wybrało. Chociaż raz na jakiś czas.

/fot. Subobiektywna/

 

Taka zamiana

Praca, praca, praca :) Uwielbiam na ten temat rozmawiać. Nic na to nie poradzę! Przypomniałam sobie, że jak byłam mała, to chciałam zostać nauczycielką! Albo przedszkolanką. Wychodzi na to, że lubiłam dzieci. Moje ograniczone zasoby cierpliwości mówią mi, że pewnie bym zwariowała w szkole, z drugiej strony może i bym była fajną nauczycielką? Tego nie wiem i się nie dowiem, ale ułamek mych edukacyjnych zdolności mogły doświadczyć uczestniczki warsztatów w olsztyńskim Playschool, gdzie 14 marca pokazywałam jak zrobić papierową, wiszącą dekorację z żurawi origami.

Czy macie czasem takie uczucie, oglądając coś w telewizji, czy czytając w gazecie, w internecie, że chcielibyście zamienić się z kimś na zawody? Ja mam tak często. Chociaż lubię bardzo to, co robię, to czasem czytając o kimś, czy oglądając mam w głowie „wow! chciałabym to robić!”.

1. Robienie czekoladek

Czy to nie jest niesamowita praca? Wyobrażam sobie taką mini fabrykę czekoladek jako kameralny, czekoladowy raj, gdzie niespiesznie robi się masę pysznych rzeczy, ozdabia je ręcznie, sprzedaje stałym klientom. Marzenie, choć pewnie nie można za bardzo podjadać :/

/fot. Pinterest/

2. Ilustrowanie kolorowych magazynów

Twój Styl, Wysokie Obcasy, …zawsze zwracam uwagę na ilustracje artykułów, projekty okładek. To musi być super sprawa widzieć swoją pracę w każdym sklepie i kiosku, wiedzieć, że ogląda to duża część babskiej populacji  i być pewnym, że idzie za tym jakość. Ilustrowanie dobrego, kolorowego magazynu to zdecydowanie to, co mogłabym robić..chociażby od czasu do czasu :)

/źródło/

/źródło/

/źródło/

3. Projektowanie / stylizowanie witryn sklepowych

O! To też by mi się bardzo podobało. Raz na jakiś czas na żywo, czy w internecie można zauważyć prawdziwe witrynowe perełki, przemyslane, świetnie zaprojektowanie, bardzo proste, lub bardzo na bogato, ale zwracające uwage. To praca na pograniczu scenografa, dizajnera – to nie tylko myślenie i projektowanie, ale fizyczna praca. Bycie naocznym świadkiem jak pierwszy pomysł i szkic przeradza się w sklepowe dzieło sztuki musi wynagradzać trudny procesu twórczego.  Tak, zdecydowanie mogłabym spróbować!

/fot. Pinterest/

 

Ciężka praca vs łut szczęścia

Od dziecka słyszę, że tylko ciężką pracą można coś osiągnąć, bez ciężkiej pracy nie ma efektów, tylko ciężka praca daje satysfakcję. Z drugiej strony od niedawna zaczęłam czytać różne pracowe, motywujące artykuły, z których dowiaduję się, że trzeba podchodzić do życia i pracy na luzie, że wystarczy dobrze, pozytywnie się nastawiać, wtedy wszystko ułoży się po naszej myśli, że przecież ludzie sukcesu nie przemęczają się, żyją pełnią życia, a praca się pracuje sama, właśnie dlatego, że mają pozytywne nastawienie i są pewni siebie.

Zdarza się, że dostaję pytania co zrobić, żeby robić to, co się lubi, jak odnieść w tym sukces, czy raczej jak urzeczywistnić romantyczne marzenie o pracy, która jest przyjemnością. Czy to tylko kwestia szczęścia, czy może czegoś więcej?

To prawda – nie zmieniłabym teraz mojej pracy. Jest mi bardzo dobrze z tym, co robię na co dzień, ale wiem, że nie wszyscy mają takie same uczucia. Tylko część moich znajomych pracuje w swoim wymarzonym zawodzie, część szuka swojej drogi, a kolejna grupa woli bezpieczną, ale niekoniecznie pełną wrażeń pracę „u kogoś”.
Jak to się dzieje, że jednym udaje się spełniać zawodowe marzenia, a innym nie. Czy to kwesia dobrego miejsca i czasu? Szczęścia? Czy może wyłącznie ciężkiej, wieloletniej pracy, poświęcenia i konsekwencji? A może jednego i drugiego?

W tym przypadku jestem fanką złotego środka. Takie są właśnie moje doświadczenia i w taki „wypośrodkowany” sposób znajduję się tu, gdzie jestem. Naprawdę uważam, że bez starań, nauki i wysiłku często niemożliwe jest osiągnięcie celu, jakim jest wymarzona praca. Nie rodzimy się z wiedzą specjalistyczną, a studia nie zawsze dają wiedze, która jest potrzebna (znam z autopsji). Praktyka, praca po nocach, próbowanie, konsultowanie, rzucanie się na głęboką wodę – z tym kojarzą mi się moje początki. Bywało bardzo ciężko, ale jaka była satysfakcja z dobrze wykonanej pracy!

Ciężka praca do jedna sprawa, ale mi bardzo pomógł tzw. łut szczęścia, a nawet więcej. Mam wielkie szczęście poznawać ludzi, którzy zmieniają moje życie, dają możliwości, mobilizują do działania, np. kolega Marek z Warszawy, który kilka lat temu wręcz rzucił mnie w wir projektowania kalendarzy, o których nie miałam pojęcia. W ogóle o projektowaniu do druku nie miałam pojęcia, ani o wektorowych programach graficznych. Musiałam się wszystkiego nauczyć. Dałam radę, nauczyłam się, z każdym dniem wiedziałam więcej i to jest początek mojej graficznej przygody. Takich osób poznałam więcej, bardzo doceniam zrządzenia losu, które są dla mnie przeważnie bardzo pozytywne. Jestem też przekonana, że bez otwartości, pozytywnego nastawienia i unikania czarnowidztwa byłoby mi trudniej. Dobre przyciąga dobre. Wierzę w to!

Bez szczęścia i dobrych zbiegów okoliczności nie byłoby mnie w tym miejscu, gdzie jestem teraz. Bez konkretnej, ciężkiej pracy też nie. Więc co jest ważniejsze? Nie wiem. Ja stawiam między pracą, a szczęściem znak równości.

Na koniec polecę frazesem, że nigdy nie jest za późno na zmiany :) Naprawdę tak uważam, jeśli ktoś z Was marzy o zmianie pracy, boi się skoczyć na głęboką wode i nie wie, jak zmienić starą pracę na tę z marzeń –  mogę tylko powiedzieć, że nie ma szybkich sposobów, trzeba przygotować się na pracę i naukę, ale warto!

 

 

Freelancer w domu

Lubię dzisiejszą pogodę z jednego powodu – śnieg sprawia, że nasze mieszkanie jest jasne, prawie można rzec słoneczne. Doceniam tym bardziej, że dziś pracuję w domu, trochę leniwiej niż zwykle i im jaśniej tym ja działam efektywniej. Dlaczego nie w biurze? Bo odwiedziły mnie dziś moje dwie wspaniałe kuzynki (Misia zrobiła sesję zdjęciową Ryśkowi i Kazikowi – nie mogę się doczekać efektów) i chciałam na spokojnie spędzić z nimi trochę czasu w domowych warunkach. Też dlatego, że po prostu mogę :) Cieszy mnie to, że raz mogę iść do biura i siedzieć tam 12 godzin, a mogę też zostać w domu i zrobić sobie coś w rodzaju pracującej soboty, albo piątku w biurze, kiedy szef wyjechał na urlop (tak tak – wiecie o czym mówię).

Przy okazji mam kilka spostrzeżeń na temat pracy w domu, od której się odzwyczaiłam ostatnimi czasy. Nie są to porady, bo nie jestem pewna czy są odpowiednie dla wszystkich, ale na mnie działają.

1. Nim zaczniesz pracę w domu, włączysz komputer i zaczniesz działać ubierz się, posprzątaj, zrób pranie, zmyj naczynia, zrób zakupy, zjedz śniadanie, idź na pocztę, do apteki, poodkurzaj, itd. Praca w domu to jak uczenie się do egzaminu. Nagle znajduje się milion ważnych spraw, które trzeba zrobić, albo będą rozpraszać i namawiać Cię do przerw. Skoro i tak wiadomo, że trzeba coś zrobić, to lepiej zrobić to od razu, a potem z ogólną spokojnością, czystym sercem i sumieniem zacząć pracować. Dziś tak zrobiłam i to naprawdę działa :)

2. Poranny przegląd prasy (FB, portale plotkarskie, informacyjne) zrób rano, jak sama nazwa wskazuje. Nie oszukujmy się – i tak je odwiedzisz, lepiej wcześniej, niż potem maja Cię rozpraszać. Nie wierzę w schemat nagrody, czyli „popracuję 5 godzin, a potem na minutę wejde na FB”, lepiej wejść od razu, sprawdzić co się dzieje i z ogólną spokojnością, czystym sercem i sumieniem zacząć pracować :)

3. Na pewno każdy ma trudniejsze sprawy do załatwienia, telefony do wykonania, cięższych klientów do ogarnięcia. Czasem ze strachem sprawdzam pocztę „czy klient X może znowu jest niezadowlony a ja nie wiem dlaczego”, odsuwam na potem niewygodne telefony i nudniejsze projekty, albo te, co do których nie jestem przekonana, albo takie, które, po uwagach klienta, już mi sie nie poobają. Wiem jedno – pracując w domu, czy w biurze – lepiej mieć to za sobą, zadzwonić tam, gdzie sie powinno, odpisać na maile, na które się powinno, wykonać projekty, które są do wykonania. To jest praca, trzeba spiąć siedzenie i się wziąć w garść. Jak te trudne, niechciane, upierdliwe rzeczy będą za nami, możemy z ogólną spokojnością, czystym sercem i sumieniem zacząć pracować :) Oczywiście jak już posprzątamy, ugotujemy obiad na 3 dni i sprawdzimy co się dzieje w kraju i na świecie.

4. Piżama to nie jest strój biurowy. Co innego dres.

5. Chilli Zet nie zawsze działa pobudzająco :/

 

10 rozwiązań, które ułatwiają życie i oszczędzają czas

Dzisiaj trochę o pracy, a trochę o życiu, czyli normalka. Mam czas, więc spokojnie piszę. Właśnie – mam czas, ale nie jest tak zawsze. Z brakiem czasu walczę ciągle, raz lepiej mi idzie, raz gorzej. Zastanawialiście się kiedyś jak można sobie ułatwić życie i oszczędzić 30 minut, godzinę dziennie? Może nawet więcej? Zrobiłam listę i wybrałam 10 naprawdę fajnych sposobów. Część znam z autopsji, a część mam w planie poznać. Ciekawe, czy macie podobne doświadczenia.

1. Paczkomat

Paczkomaty to moje ostatnie odkrycie, choć wiem, że nie pojawiły się wczoraj. Nie ma nic bardziej stresującego jak czekanie na kuriera, jak akurat musisz wyjść, albo zastanawianie się jaki adres przesyłki podać. Zamawiasz i..odbierasz kiedy masz czas, to może nie do końca pomaga zapanować nad czasem, ale na pewno nad stresem. Widzieliście te żółte skrzynki? Lubię to!

2. Kalendarz / terminarz

Bez kalendarza jak bez ręki. Nie wyobrażam sobie pracy i dnia bez niego. Czy oszczędza to czas? Jasne. Nie trzeba wertowac maili w poszukiwaniu umówionego terminu, ani zastanawiać się nad zadaniami na dzisiaj, bo wszystko już jest. Spokojna głowa też. Zawsze uważałam, że najlepsze są kalendarze papierowe, książkowe, z okładką, ale zastanawiam się nad Google Calendar. Może trzeba iść z duchem czasu?

3. Jedzenie online

Nie mam na myśli smętnego oglądania jedzenia w internecie, skręcając się z głodu, tylko jego zamawianie. Jak się bliżej zastanowić, to to dopiero jest oszczędzacz czasu. Gotowanie zajmuje przeważnie mi go całkiem sporo, a jeść trzeba. Zawsze kojarzyło mi się takie zamawianie z tłustym chińczykiem, albo pizzą, czyli z brakiem wyboru, ale sprawdziłam, że mamy więcej opcji, np. portale jak Foodpanda. Czyli jest światełko w tunelu i tak też można czas oszczędzać. Smacznego :)

4. Bloglovin

To chyba proste. Można ograniczyć trochę czas spędzony na „porannym przeglądzie prasy” i ulubione blogi oglądać w jednym miejscu, gdzie od razu pojawiają się ich aktualizacje, zamiast skakać od strony do strony.

5. PayU

Dla mnie to błogosławieństwo. Najłatwiejsza i najszybsza forma płacenia w sieci. Żadne kopiuj-wklej, żadne sprawdź maila. To naprawdę oszczędza czas, bo procedura trwa chwilę. Uwielbiam i gratuluję twórcom, i przyrzekam dozgonną wierność (no, chyba, że pojawi się coś lepszego :P)

6. Kosmetyki milion w jednym

Opinie są różne, począwszy od takich, że jak coś jest od wszystkiego, to jest do niczego. Wszystko zależy od kosmetyku. Ja uważam, że są rozwiązania, które bardzo oszczędzają czas wieczorową porą. Jak dla mnie Scruby Pat&Rub (o tym już kiedyś pisałam, ale nie mogę nie wspomnieć teraz) to mistrzostwo pod tym względem. Ściera, myje, balsamuje, jest z samych naturalnych składników, więc podobno jeść też można…

7. Zapisywanie ulubionych stron

Podobnie, jak w 4 punkcie. Zapisywanie ulubionych zakładek/stron to skuteczna walka z niedoczasem. Wiadomo, że nie zrezygnujemy z wizyt na stronach i portalach, które lubimy i odwiedzamy codziennie, więc można przyspieszyć procedurę.

8. TVN Player i inne

Nie mam telewizora, ale to nie znaczy, że nie oglądam jego dobrodziejstw. Jak się wciągnę np. w serial to żadna siła mnie nie powstrzyma przed oglądaniem – cieszę się bardzo, że powstały platformy online, gdzie można sobie spokojnie, w dowolnym czasie obejrzeć to, co się chce, bez miliona reklam, zapowiedzi i przerzucania kanałów z nudów. Wybieram, co chcę obejrzeć i oglądam. Po prostu – czyli poświęcam na to 45 minut, a nie 2 godziny :)

9. Clean as you go

To jest coś, co bardzo ułatwia życie w kuchni i w rezultacie oszczędza dużo czasu, ale czego jeszcze do końca nie opanowałam :) Bartek powtarza mi to do znudzenia – robię postępy. W skrócie – gotujesz, sprzątaj od razu, na bieżąco. Masz wolnych kilka minut w czasie, jak czekasz aż coś się np. zagotuje – myj naczynia, wytrzyj blat. Dzięki temu po przygotowaniu posiłku stoisz w czystej, pięknej, lśniącej kuchni, a nie w strefie bombardowania. Hołk!

10. Asertywność

Oj, to jest temat rzeka, ale nie ulega wątpliwości, że oszczędza dużo czasu. Mówienie NIE. Mam z tym problem. Ciężko mi jest odmawiać, szczególnie bliskim osobom. Mam pracy po kokardy, ale średnio mi idzie odmawianie zrobienia czegoś dla np. koleżanki, w dodatku na wczoraj. To mnie stresuje i jestem z siebie niezadowolona, więc zdecydowanie powinnam nad tym popracować.  Podobnie jest z klientami, ale tu widze progres, lepiej mi idzie w sferze biznesowej, z tego wynika. Rozsądne postawienie sprawy, poznanie swoich mozliwości czasowych i trzymanie się planu to sposoby na to, żeby mieć czas dla siebie, a przynajmnej mieć go trochę więcej.

fot. 1  |  2  |  3  |  4  |  5

 

Przerwa na kawę

Nazywam sie Emilka i jestem pracoholikiem. Skoro czytacie mojego bloga wiecie o tym od dawna. Ja dowiedziałam się o tym dzisiaj. Zmuszona przez moją prywatną terapeutkę eN przejrzałam wszystkie tegoroczne posty i zdałam sobie sprawę, że piszę albo o pracy, albo o planach przyszłej pracy, albo jedzeniu, żeby mieć siłę do pracy. Żałosne. Nie dyskutowałam z diagnozą – zrozumiałam, że natychmiastowa terapia jest konieczna dla mej higieny psychicznej. Zastosowałam środek doraźny – lekarstwo przyjęłam bezzwłocznie w postaci kawy z pianką i 2 godzin gadania nie o pracy (umówmy się – ustalenie, że nie robi się zdjęć z dołu, żeby nie mieć sześciu podbródków nie jest szczytem kreatywności blogerów, tematy inne pracowe również nie miałyby szans na większą kreatywność z mojej strony).

Jednorazowa dawka lekarstwa była bardzo przyjemna, jednak mimo wszystko, wbrew pozorom ta mini przerwa spowodowała, że wracam do pracy ze zdwojoną energią. Zamierzam też kontynuować kurację w ten sam sposób, jak tylko eN będzie w naszym rodzinnym mieście.

Wracając do tematu pracy (wiem, znowu). Dobrze jest byc freelancerem, stwierdzam. Można bez wyrzutów sumienia opuścić miejsce pracy, komputer, kalendarz i niedopitą, zimną kawę, i spotkać się w godzinach co najmniej niekawiarnianych (np. w południe) by pogadać na tematy różne i wypić kawę ciepłą, dla odmiany. Polecam wszystkim. Pozdrawiam eN :)

 

8 książek dla kreatywnych

Kilka dni temu napisała do mnie Ola w sprawie graficzno-marketingowych książek, które pomagają się rozwijać w pracy. Bardzo to dobry temat i pozwoliłam sobie nie odpisywać Oli od razu, tylko przygotować post książkowy. Wierzę, że nie tylko nam styczeń kojarzy się z pracowymi postanowieniami poprawy i że chętnie dowiecie się, gdzie szukać dobrej treści.

Książki branżowe, szczególnie pisane przystępnym językiem, to jest to, co lubię. Mam to szczęście że i Tekstualna i Tatowy pracują w branży reklamowo-graficznej, więc mam źródełko, z którego mogę czerpać. Po co czytać takie książki? Dla własnego rozwoju, dla pewności siebie, satysfakcji, wiedzy. Wydaje mi się, że nie sposób jest od razu wchłonąć 100% wiedzy. Sami mamy świadomość czego potrzebujemy i wychwytujemy, i zapamiętujemy najważniejsze dla nas fragmenty. Lubię czytać branżowo i graficznie dla motywacyjnego kopa, dla inspiracji i większej świadomości. Książki typowo marketingowe, reklamowe dają mi wiedzę stretegiczną, obszerną. Nie zawsze wszystko rozumiem, na to trzeba poświęcić dużo czasu, ale zawsze z nich wyniosę coś cennego. Książki, albumy graficzne to po prostu jedna wielka inspiracja, pokazująca nowe trendy, rozwiązania, na które bym nie wpadła. Przeglądając prace innych i lepszych grafików po prostu się uczę, wpadam na własne pomysły właśnie dzięki zawartej w nich inspiracji. Takie książki to dla mnie najlepszy prezent, sama mogę spędzić masę czasu przeglądając je w księgarniach.
Mam dziś dla Was 8 tytułów, które mogę z czystym sercem i sumieniem polecić. 8 książek dla kreatywnych, którzy chcą się rozwijać i poszerzyć wiedzę teoretyczną (o mechanizmach działania w branży, o marketingu, motywacji) i praktyczną (inspiracje, przykłady).
Co polecam?
1. LOGO DESIGN LOVE – Adam Airey
Ta książka to moja pierwsza własna, graficzna, w dodatku sprezentowana. Nie pokazuje miliona logotypów, ale daje wskazówki od czego zacząć, czym się kierować, jak zaprojektować dobre, skuteczne logo. Bardzo porządkuje wiedzę na ten temat i sprowadza na ziemię jak inwencja i nadmiar pomysłów wezmą górę nad zdrowym rozsądkiem :)
2. THE SMASHING BOOK – Matt Ward
To jest książka od której nie sposób się oderwać. Biblia twórców stron internetowych. Ogromna ilość świetnych przykładów rozwiązań graficznych sprawia, że jak już się dorwę do niej, to moge przeglądać bez końca. Ja wyznaję zasadę, że inspiracji można szukać wszędzie. Jeśli projektuję stronę internetową to nie przeglądam innych stron internetowych, a magazyny, okładki książek, plakaty. Idąc tym tropem jeśli szukam inspiracji projektując folder, czy ulotkę – sięgam do tej książki, bo inspirację znajduję na każdej stronie. Jednym słowem – polecam :)
3. LAYOUT – Ambrose Gavin, Harris Paul
Książka od razu zwraca uwagę, jest duża i wściekle pomarańczowa. Mam wrażenie, że to dobra książka i dla początkujących i dla wyjadaczy, którzy chcą uporządkować wiedzę na temat zasad projektowania. O tym jest ta książka – pokazuje zasady, jakimi powinniśmy sie kierować przy tworzeniu layoutów, a które mają swój początek w starożytności.  Czy mówimy o projekcie broszury, opakowania kawy, wielonakładowego magazynu, czy architektonicznym – wszystko ma wspólny mianownik, czyli zasady kompozycji. Fajna książka, z dużą ilością przykładów, chętnie do niej wracam.
4. WEB DESIGN INDEX
Coroczny zbiór najlepszych projektów stron internetowych. Co tu dużo mówić – masa inspiracji i wiedzy z najlepszego źródła, bo od najlepszych światowych projektantów. Bardzo, bardzo dużo stron z layoutami, które warto przeglądać, zastanawiać się nad mechanizmami i rozwiązaniami. Tak, jak w przypadku The Smashing Book, Web Design Index przeglądam, jak tylko mi Tatowy pozwala, bo to on posiada te cudowne książki :)
5. REALIZACJA GENIALNYCH POMYSŁÓW – Scott Belsky
Uważam, że książki, dobrze dobrane, to najlepsze prezenty. Tę książkę Święty Mikołaj (czyli ja) zostawił pod choinką dla Tekstualnej kilka lat temu, kiedy szukała motywacji, miała masę pomysłów, a nie wiedziała co z nimi zrobić. To jest świetny poradnik co zrobić z włanymi genialnymi pomysłami, jak je realizować i zamieniać w sukces. Książka porządkuje chaos, który w głowie ma każda kreatywna osoba. Chcę wierzyć, że nie pominę żadnego mojego fajnego pomysłu, że będę umiała je zrealizować i się nie zniechęcę, a jeśli będę czuła, że coś jest nie tak i że energii, i motywacji brak – wrócę do tej książki po kopa w tyłek.
6. INBOUND MARKETING – Brian Halligan, Dharmesh Shah
Książka wywracająca do góry nogami tradycyjne pojmowanie marketingu. Mówi o tym, żeby nie szukać klienta na zewnątrz, a przyciągać go do siebie. Sporo fachowej wiedzy, głównie o mediach społecznościowych.
7. MEDIA SPOŁECZNOŚCIOWE BEZ ŚCIEMY – Jason Falls, Erk Deckers
Jeśli myśleliście, że dobrze prowadzony fanpage na Facebooku, to codziennie wrzucana fotka z kawą – ta książka jest dla Was. Znajdziecie tu dużą porcję wiedzy na temat możliwości mediów społecznościowych, wszystko po to, żeby być skutecznym, szybko widzieć rezultaty i przyciągać odbiorców.
8. NISKOBUDŻETOWY STARTUP – Chris Guillbeau
Książka dla mnie cenna, bo mówi o rozpoczynaniu własnego biznesu, przy ograniczonych środkach finansowych. Pokazuje, że można wszystko i że równie ważna, co budżet, jest improwizacja, kreatywność i rozsądne myślenie. Bardzo, bardzo fajna książka.
To jest ułamek tytułów na marketingowo-pracowo-graficzne tematy, ale akurat te książki znam, więc je mogę opisać. Myślę, że warto inwestować w książki. Sama świadomość, że zawsze można po nie sięgnąć jest bardzo przyjemna. Jeśli mam wątpliwości, chce się zmotywować, zainspirować, coś sobie przypomnieć – wiem gdzie szukać. Proste, prawda?
 

1 2 3 5