Slow life

SONY DSC

Nie piekę sama chleba, ani pasztetu. Nie serwuję Mili ekologicznych pieluch i nie piorę ich z orzechami. Nie robię sama kosmetyków (choć miałam epizod z peelingiem), a przetwory kupuję, albo dostaję od niezastąpionej Mamy. Nie zawsze celebruję posiłki i nie chodzę na rynek z wiklinowym koszem (choć nie powiem, wizja wręcz paryska, całkiem kusząca). W ogóle nie chodzę na rynek, skoro w sąsiedztwie mam 4 duże sklepy samoobsługowe, w tym jeden dyskont. Lubie jeść pizzę w towarzystwie serialu (pizza akurat homemade), często biorę na siebie za dużo, nie mam czasu na długie, romantyczne spacery, ani medytacje i leżenie na trawie do góry wentylem. Książki czytam w dużych ilościach, ale urywkami, nie dla mnie kilkugodzinne sesje z kolejnym kryminałem i dzbankiem herbaty.Tak naprawdę moje życie to jak trailer filmu pod tytułem FAST LIFE, ale jak nigdy dotąd czuję się tak bardzo slow.

Kobieta, partnerka, biznesłumenka, mama, córka, przyjaciółka, koleżanka, siostra, wnuczka, blogerka, graficzka, no i ja, jako ja, dla siebie…sporo tego. Ostatnio przybyła mi bardzo ważna rola i zaczęłam się po prostu bać, że trochę tego dużo, że doba ma 24 godziny i że moja wewnętrzna bogini…tfu, wróć! moja wewnętrzna „pani kontrola” będzie mocno wkurzona i nieusatysfakcjonowana. Spodziewałam się ataków irytacji, rzucania komputerem z okna (dobrze, że to parter), braku czasu na cokolwiek i podkrążonych oczu. Przygotowywałam się na szukanie pomocy w artykułach „10 skutecznych sposobów na ogarnięcie życia”, czy też „Multitasking w 3 prostych krokach”. Oliwy do ognia dolewały ciocie i wujkowie Dobra Rada, według których czeka mnie armageddon, a że nie jestem Brucem Willisem, to nie mam większych szans (hmm..Bruce chyba nie wyszedł na tym armageddonie najlepiej, więc może lepszym porównaniem byłby Ben Affleck). Bałam się chaosu, a wiecie co? Jest harmonia, ład, ustalone priorytety, zwolnienie tempa i ogólne nastawienie „nic na siłę, najwyżej nie dam rady, a tak w ogóle to zmuś mnie”. Czyli nagły brak ciśnienia. Normalnie cud jakiś. Matka natura wyposażyła mnie nie tylko w umiejętność przemawiania bardzo wysokimi tonami w kierunku dziecka (inaczej piania) i karmienia piersią, ale w nagłą olewkę i masę cierpliwości. Czemu nikt mi tego nie powiedział wcześniej? :)

Jestem spokojniejsza, jeszcze bardziej zorganizowana, poukładana. Wcale nie pracuję mniej, ale dobre planowanie pozwala mi na elastyczność i brak stresu. Zauważyłam, że każdą wolna chwilę wykorzystuję na pracę, realizowanie listy zadań, bez gadania i bez zwłoki (dzieci nie śpią przecież na okrągło, choć mi trafił się dobry egzemplarz). Czyli dużo się dzieje i nowe plany gonią następne, ale spokój, jaki dała mi nowa życiowa sytuacja sprawia, że jestem po prostu slow.

I ta wolność i powolność bardzo mi pasuje.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

 
 

2 Comments on Slow life

  1. Alexandra
    Kwiecień 8, 2015 at 11:51 am (2 lata ago)

    Właśnie do takiego momentu dążę w swoim życiu! Świetnie, że komuś się udało i dzieli się swoimi wrażeniami, to utwierdza w tym że warto iść w tym kierunku! :)

    Odpowiedz
  2. Dominika
    Kwiecień 9, 2015 at 2:35 pm (2 lata ago)

    Mam identycznie:) dopiero po urodzeniu coreczki nauczylam sie organizacji życia i przestaliśmy sie wszędzie spóźniać, teraz godzina to aż godzina:) wszystko jest takie bardziej poukładane.
    Pozdrawiam Was serdecznie

    Odpowiedz

Leave a Reply