Luty 2013 archive

No szaleństwo z tymi trójkątami

No dzisiaj to już szaleństwo z tymi trójkątami :) Ale za to zrealizowałam pudełkowy plan.

Jestem w trakcie papierowo-geometryczno-bryłowego projektu, o którym na pewno napiszę jak będzie gotowy. Z faz prób i błędów zostało mi trochę szkiców z trójkątami, które, pokolorowane, całkiem nieźle wyglądają same w sobie :) Zaczęłam kombinować z układaniem tych trójkątów, bo czułam, że może z tego wyjść coś fajnego. Jak dzisiaj jeszcze przywdziałam ten trójkątny komin, to wiedziałam, że coś musi z tych trójkątów wyjść. Ha! udało mi się zrobić pudełka – mogą być na drobne, walające się powszechnie na biurku, przedmioty, albo po prostu – na nic :) mogą stać i wyglądać. U mnie siedzą wizytówki moje i Gabi.

Szablon wymaga dopracowania :D mam nadzieję, że za jakiś czas puszczę go dalej, żebym nie tylko ja mogła sobie takie poniższe gadżety ustawiać w dowolnym miejscu.

 

 

Śniadaniowa inspiracja

Make it happen! To moja śniadaniowa, biurowa inspiracja dzisiaj. Biorę byka za rogi i daję sobie radę dziś ze wszystkim :) Czego i Wam życzę.

Zdjęcie z Pinterest.com

 

Jak fajnie było

Jak fajnie było w Gdańsku (choć pioruńsko zimno!). Zrobiliśmy dwa rajdy po IKEI (jeden nie wystarczył), wpadliśmy w szał zakupów, a potem w szał rozpusty i lenistwa u Moniki &Marka&Iny. Było tak, jak miało być – plotki, leżenie, oglądanie X-factora, ściskanie Pyzuli i odpoczywanie.
Nie ma nic lepszego niż spacer po Starym Mieście! Wizyta w Gdańsku bez tego to żadna wizyta :) A najlepsze było to, że nie wzięłam ze sobą komputera…tak więc żadnej pracy, żadnych maili – nic! Wielkim plusem była też możliwości kolektywnego nocowania na ikeowej kanapie, którą planowaliśmy nabyć drogą kupna – sofa przetestowana, zatwierdzona, kupiona i przywieziona ..podobno jest już rozłożona i skręcona- zobaczę  jak wrócę a biura :)

Bartek zrobił mi sesję z Iną..obie w strojach marynarskich, w końcu Gdańsk :)

 

 

Neptun i IKEA wzywają!

Już jutro czeka nas weekendowa wyprawa do Gdańska, miasta Neptuna, IKEI, morza, mojej Tekstualnej siostry, jej Pana Męża i małej Pyzuli :) Będziemy spacerować po alejkach, jeść niezdrowe rzeczy, lansować się po Starym Mieście, robić zdjęcia i nic nie robić.

 

 

Na gorąco

Jak zimno! Śnieg tak daje po oczach, że prawie monitora nie widzę :) Dziś zażądam powtórki z rozrywki – czyli Green Curry Bartka. Wiem, narzekałam, że jeść się nie da, że ostre jak diabli, że masakra, nigdy więcej, ale…jak to rozgrzewało :)  Jeśli ktoś lubi ekstremalne doznania na gorąco to proszę bardzo, przepis TUTAJ…na własną odpowiedzialność!

 

Welon&Muszka

Ja i moje pompony znaleźliśmy się na portalu Welon&Muszka :) Do tej pory zaglądałam tam szukając inspiracji, podziwiając sesje ślubne – teraz sama jestem inspiracją :) Jakie to fajne uczucie! Zapraszam do czytania!

artykuł o pomponach, na Welon&Muszka TUTAJ
 

Jaka jestem zła!

Jestem zła jak diabli, jak nie wiem co i jak cholera nawet. Co sądzicie o korzystaniu z nie swoich prac, o posługiwaniu się pracami innych w celach reklamowych?

Już drugi raz w ciągu ostatnich kilku miesięcy dowiedziałam się, że jedna olsztyńska firma, bardzo mocno siedząca w branży ślubnej, używa zdjęć moich dekoracji jako swoich. Owszem – fotki są ich, oni je zrobili, ale dekoracje są w 100% moje. Nie jest przyjemnie zobaczyć, że ktoś korzysta z Twoich pomysłów (pompony, czy żurawie to nie jest mój pomysł opatentowany, każdy może je zrobić, więc nie powinnam o to być zła, ale…) i przedstawia je jako swoje. Olsztyn jest mały, takie akcje zawsze wyjdą. Przykro mi tym bardziej, że za każdym razem jak klienci pytali mnie, czy wypożyczam także obrusy, albo pokrowce na krzesła, polecałam właśnie TĘ firmę.

Wkurza mnie też to, że poświęcam dużo energii, czasu i serca, żeby wymyślić dekoracje, znaleźć na nie sposób, ćwiczyć, testować  - a jedna firma po prostu obserwuje, robi zdjęcia, wyciąga wnioski, widzi, co ludzi interesuje i jakich dekoracji szukają i…ściąga. Wystosowałam odpowiedni mail do tej firmy, mam nadzieję, że trzeci raz nie będę musiała interweniować!

Eh…..

zdjęcie http://www.pinterest.com

 

Niedziela, kamienice i kawa

Uwielbiam kamienice. Mieszkanie z cegłami, wysokim sufitem, antresolą, wielkimi oknami na miejska ulicę i szerokimi parapetami to moje marzenie od bardzo, bardzo dawna. Wiem, że prędzej, czy później się spełni :) Moja ulubiona trasa spacerowa to kilka olsztyńskich ulic w centrum, z kamienicami właśnie. Regularnie przyglądam się, jak się mają, czy coś się zmienia, czy pojawiają się jakieś ogłoszenia „sprzedam”. Cyklicznie organizuję wybory mojej ulubionej, w tym momencie, kamienicy. Marzę sobie, że tam mieszkam, z okien widzę drzewa, inne kamienice, a Stare Miasto mam na wyciągnięcie kilku kroków :)

Niedzielny spacer bez kawiarnianej rozpusty? Nie istnieje coś takiego :) A tę właśnie kawiarnię uwielbiam, za wystrój, gwar, miękkie siedzenia i pyszna kawę, i za wspomnienia, bo spędzam tam czas tylko z wyjątkowym ludźmi.

 

Organizacja

Jak to jest być super-hiper-zorganizowanym? Kilka razy słyszałam, że przecież właśnie JA jestem :) Jakoś tak się nie czuję. Początek kolejnego tygodnia, od nowa mam wielkie plany pracować do 16.00 w biurze, po 16.00 zapominać o pracy, a już weekend to świętość! A wczoraj, w świętą niedzielę, dzień odpoczynku i  z góry przebaczonego i usprawiedliwionego lenistwa, siedziałam pracując do północy. Kalendarz mam? Mam. Biuro jest? Jest. Masa długopisów i zakreślaczy jest? Jest. Więc czemu czuje że mi cała lista zadań ucieka? Ciągle dochodzą nowe pozycje, a starych nie ubywa?

Poniedziałek to chyba najlepszy dzień na samomotywację, wprowadzanie zmian na lepsze i ogólną mobilizację sił i środków :) Mam zamiar do 16.00 skreślać zrobione punkty z listy w kalendarzu, jeden po drugim jak wściekła , nie rozpraszać się Pinterestem, Facebookiem i patrzeniem na moje piękne biuro. DO ROBOTY!!!!

 

1 2 3 4