Lipiec 2013 archive

F for FASHION

Ja wiem, że pierwszorzędna ze mnie tapmadl :) ale to, co lubię równie mocno jak wielogodzinne pozowanie do kolejnych sesji to robienie zdjęć. Mam wielką przyjemność pracować nad stworzeniem boskiego bloga modowego i, między innymi, udało mi się być autorem jednej z sesji. Nie mogę się doczekać kiedy będę mogła przedstawić efekt finalny, nie tylko sesji ale całego bloga. Będzie się czym inspirować Dziewczęta, oj będzie! (ja już planuję szafową rewolucję). Na razie muszę z bólem dotrzymać tajemnicy i mogę jedynie pokazać panią fotograf w akcji, czyli trochę backstage’u.

 

 

Grillowa rodzinna sobota

Weekend mój stoi pod znakiem rodziny i jedzenia. Czyli wszystko w porządku :) Wczorajszy ogrodowy grill z okazji półurodzin Inuli był strzałem w dziesiątkę. Chodziłam na boso, jadłam dobre rzeczy, nosiłam najsłodszy ciężar na świecie, plotkowałam z Tekstualną i Tatowym, piłam wino i się relaksowałam, w towarzystwie B. oczywiście, z którym dzielnie potem na piechotę wracałam do domu :)

100 lat Pyzulka!!!


A na sam koniec interpretacja naszego zdjęcia przez uroczą eN :) Cwaniara! Skąd wiedziała?

 

 

Pompony & Litery & Cyfry

Wczoraj mielismy i słońce, i fajny widok, i pompony, i litery, cyferki, i wszystko! Wczoraj, tylko nieco później, odbyło się wesele, które dokorowaliśmy pomponami. Sa też oczywiście literki, pomysłu Pary Młodej :) które wycięliśmy. Wyglądają super, prawda? Tym razem pompony powiesiliśmy tylko nad stołem Młodych, ale też pierwszy raz na zewnątrz.
Cała sala wyglądała bosko, Para Młoda miała jasną wizję, stoły udekorowała DekoRama i wyszło świetnie. Biel i jasna zieleń to dobre połączenie, podobało mi się wczoraj, cieszę się, że mieliśmy swój udział.

 

Be hungry #2

Wiem, wiem, wychwalam B. pod niebiosa jeśli chodzi o gotowanie, ale mam powody :) Ostatnio jednak wzięłam sprawy w swoje ręce, bo co jak co, ale to ja jestem specjalistką od słodkiego. Bartek był tylko pomocnikiem (teraz wie, jak ja się czuję zazwyczaj). Dostałam od jego Mamy jagody i bardzo chciałam zrobić z nich coś fajnego – pierogi, ciasto…stanęło na tarcie na kruchym spodzie. Miało być w miarę tradycyjnie, z „kruchą” kratką na górze i cukrem pudrem, ale na samym końcu postanowiłam pójśc na całość i dodać bezę, żeby było na bogato, a co!

SKŁADNIKI

CIASTO
- 250g mąki pszennej
- 100g masła
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/4 szklanki cukru pudru
- 1 łyżeczka cukru migdałowego
- 1 żółtko
- 1/2 małego kubka śmietany

ŚRODEK
- 4 herbatniki
- mała paczka migdałów
- 1/2 litra jagód
- 2 łyżki cukru

BEZA
- 3 duże białka
- 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
- 150g cukru

1. Łączymy składniki na ciasto i zagniatamy. Gotowe ciasto owijamy w folię i wkładamy do lodówki na godzinę, albo lepiej 2 :)

2. Miksujemy herbatniki, migdały i cukier migdałowy.

3. Jagody mieszamy z cukrem.

4. Ciasto wałkujemy i wykładamy nim blachę do tarty. Wkładamy spód do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 10-15 minut. Dobrym pomysłem jest dodać obciążenie – przykryć ciasto papierem do pieczenia i wysypać na ciasto fasolę (u mnie była cieciorka). Po podpieczeniu spodu wyjmujemy formę i studzimy.

5. Białka ubijamy mikserem na najwyższych obrotach. Jak piana będzie sztywna dodajemy pomału, po łyżce cukier, ciągle miksując. Na koniec dodajemy mąkę ziemniaczaną, również miksując.

5. Ostudzony spód przykrywamy warstwą herbatnikowo-migdałową, która ma za zadanie wchłonąć nadmiar jagodowego soku podczas pieczenia. Na wierzch układamy jagody. Na sam koniec przykrywamy jagody pianą z biełek.

6. Pieczemy tartę około 30 min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (bez termoobiegu, na górę i dół), aż beza się zarumieni. Ja na koniec trzymałam jeszcze ciasto przez kilka chwil w piekarniku ustawionym na 100 stopni, żeby mieć pewność, że beza dojdzie.

7. Czekamy niecierpliwie aż tarta ostygnie i jemy!

 

Litery

No to ruszyła maszyna. Nic się nie dzieje bez przyczyny. Napotyka się na drodze nowe możliwości, okazje i pomysły, których grzech nie realizować. Tak też jest z przestrzennymi literami i napisami. Tyle razy widziałam takie litery z przekonaniem, że to na pewno niesamowicie drogie i nie do dostania dla przeciętnego zjadacza chleba, a okazało się, że jest to przystępne, tylko trzeba wiedzieć do kogo się zwrócić.

Rozważania z eN na ten temat (TUTAJ) jeszcze mocniej utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto coś zrobić z tymi literami, więc…zaczęłam działać i nawiązałam współpracę z firmą NEUGEBAUER – Pracownia Reklamy. Już się cała tymi literami obłożyłam, nie tylko w domu, w biurze też :) I bardzo mi z tym dobrze. Nasze wielkie inicjały wyglądają po prostu super i są moim ulubionym elementem pokoju (oprócz Edwarda). Wiem, że bosko by wyglądały jako dekoracja wesela – inicjały Młodej Pary, numery stołów, widzę to :)

Już nie tylko ja jestem zarażona literami, ale też Tekstualna z Pyzą i eN :) Jak macie ochote dołączyć, zapraszam!

 

 

Kto nie lubi prezentów?

Ogłaszam piątki i soboty dniami dobrych prezentów od mam, różnych! Wczoraj dostałam prezent od Mamy eN…duży prezent, niespodziewany, ale z wielkim potencjałem – kabaczka giganta :) A dziś prezent od Mamy Bartka – jagody, własnoręcznie zbierane rano. Pysznie! Jestem bardzo szczęśliwa, dziękuję i już myślę co z tych skarbów zrobić. Miło, prawda? :)

 

Gorączka piątkowej nocy

No to gorączka piątkowej nocy trwa, a właściwie wieczoru. eN mieszkająca na stałe w Warszawie, w dzielnicy Wola, przechodziła, a biorąc pod uwagę jej strój sportowy, nawet może przebiegała, obok mojego bloku, zupełnie przypadkowo i całkowicie spontanicznie, nie podejrzewając, że to może zmienić całe jej życie, wpadła na chwilę.

Postawiona przed faktem dokonanym musiałam stanąć na wysokości zadania i w myśl zasady „gość w dom, woda do zupy / cukier do szafy / żona w ciąży” wyjęłam wszelkie dobra, jakby była niedziela po kościele. Bawiłam gościa rozmową oraz pokazem kulinarnym. Ze względu na stołeczny charakter gościa poczułam potrzebę wspięcia się na szczyty gościnności, wyjęcia rodowych kryształów i sreber oraz pokazania tego, co tak miłe memu sercu w kuchni – patelni grillowej. Był szał i zawiść w oku gościa. Zaufanie zaufaniem, wieloletnia znajomość i wspólne mieszkanie niby mają znaczenie, ale jednak czułam się bezpiecznie nie spuszczając patelni z oka :) Jedynie późna pora i duża ilość spożytego różowego, taniego wina powstrzymały eN przed histerycznym biegiem do najbliższego sklepu AGD po ten ekscytujący gwarant szczupłej sylwetki, zdrowia, urody i ogólnego dobrobytu.

Dzisiejszy wieczór sponsoruje literka „P” jak patelnia grillowa.

 

 

Liebster Award

Nigdy nie brałam udziału w takich akcjach, ale tak mi miło, że Ania z Blaneczkowa mnie nominowała, znaczy, że mnie lubi :)


Musiałam się dowiedzieć o co tak naprawdę chodzi! Idę na łatwiznę i kopiuję od Blaneczkowej Ani:


Wyróżnienie Liebster Blog Award jest przekazywane przez nominowanego kolejnym 11 blogerkom lub blogerom jako uznanie za” dobrze wykonaną robotę”. Celowo przyznawane jest „mniejszym” blogom o mniejszej liczbie zaglądających i obserwujących lub takich, które działają od niedawna – tak, by też miały szansę na zaistnienie w blogowej społeczności. Osoba wyróżniona odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę , która blog nominowała do wyróżnienia, a następnie również wyróżnia 11 blogów informując o tym w podziękowaniu za wyróżnienie i jednocześnie zadając swoje 11 pytań do nominowanych.

Nie można nominować bloga , z którego otrzymało się wyróżnienie.



Czyli ja mam odpowiadać na pytania i potem je zadawać innym. No i ok! Prosze bardzo!

Odpowiadam:

1. Ulubione danie?

Makaron, każdy! 

2. Za co kochasz , lubisz, szanujesz ?
Czasem za coś, a czasem tak po prostu, za nic. Lubię uczciwość i dotrzymywanie słowa, to wzbudza mój szacunek. Lubię poczucie humoru. Tak naprawdę kocham i lubię za bliżej nieokreślone kombinacje wrażeń i emocji, cech. 

3. Twój próg bólu?
Wydaje mi się, że mam dość wysoki :) Ale niespodziewane uderzenie małym palcem u stopy o nogę od stołu mnie przerasta :)

4. Miejsce, za które oddałabyś daną chwilę?
Paryż – to moje marzenie. Pojechać tam, chodzić, czuć atmosferę i przez jakiś czas być Amelią jedzącą bagietki :)

5. Satysfakcja? Z czego?
Z pracy. Lubię to uczucie, kiedy udaje mi się skończyć dobrze projekt, kiedy wiem, że odwaliłam kawał dobrej roboty, kiedy jestem z siebie dumna. Praca zawsze była dla mnie ważna.

6. Nie moge doczekać się…?
W tym momencie obiadu (B. gotuje, więc wiecie..), ale tak na poważnie to urlopu, kilku dni wolnego i totalnego resetu :)

7. Ulubiony dźwięk?
Zdecydowanie deszcz! I szum miasta.


8. Palcem po mapie…zatrzymuję się gdzie i dlaczego?
O Paryżu już było. Teraz Berlin, bliżej, a mam straszną ochotę tam pojechać! 

9. Co sprawia, że masz ciarki?
Oglądanie śpiewających talent shows. Jak ktoś śpiewa świetnie, ciarki mam murowane.

10. Być jak..? 
Beyonce – bardzo ambitna, bardzo pracowita, kreatywna, do tego utalentowana w wielu dziedzinach z ogromnym sukcesem na koncie. 


11. Ulubione słowo..?
„Super” – chyba go nadużywam :)


Teraz ja pytam i nominuję (nie jest to równo 11, a i kolejność przypadkowa):

eN szuka eM
Mleczna Krowa
Caribulife
Rodzinka z innego świata
Jaśkowska bloguje
Mama Leonka
Achondroplazjak
Art Attack {Be Inspired}
A1 Studio
BreadPitt


Moje pytania do Was:

1. Jedna szansa, żeby cofnąć czas, co byś zmieniła, poprawiła? 
2. Co byś wybrała – umieć świetnie rysować, czy śpiewać?
3. Zapach dzieciństwa..?
4. Bohater filmowy, który jest Ci bliski?

5. W jakim miejscu chciałabyś spędzić cały rok?
6. Jakie jest Twoje coroczne postanowienie noworoczne?

7. Wieczór w domu. Książka, czy serial?
8. Wymarzona rozmowa. Z kim?
9. Jedzenie, bez którego nie wyobrażasz sobie życia?
10. Twój największy sukces?
11. Czuję spokój, kiedy…?

Czekam na Wasze odpowiedzi! Do przeczytania :)

 

Relacja ze spotkania blogerek w Gdyni

Jak tylko pomyślę o zeszłej sobocie od razu banan na twarzy! Pojechałyśmy z Agatą trochę na cwaniaka na to spotkanie. Wprawdzie Organizatorki nie twierdziły, że spotkanie w Gdyni oznacza, że TYLKO blogerki z Trójmiasta mogą uczestniczyć, ale i tak czułyśmy się wyjątkowo.

Od czego zacząć? Od Lavenda Cafe! Moja pierwsza reakcja jak weszliśmy do środka było „Omatko! Jak tu pięknie! Mogę tu zostać na zawsze?” Kawiarnia i restauracja o pięknym wnętrzu, z cegłą, drewnem bielonym i zapachem kawy! Byłam kupiona na wejściu :) W dodatku Właściciele naprawdę wspaniali. Bardzo zaangażowani, gościnni, uśmiechnięci. Zrobili wszystko, żeby spotkanie się udało. A lemoniada lavendowa była kapitalna, bardzo mi przypominała smak mohito, który uwielbiam :) To jest takie miejsce,które na pewno odwiedzę znowu jak będę w Gdyni – ale tym razem spróbuję innych rzeczy (widziałam kątem oka co zamawiają inni goście Lavendy i łapałam ślinę przy kolanach, pomimo tego, że jadłyśmy pyszną sałatkę, do tego deser i wielka mega kawa). Dziękuję Lavendzie!

W sobotę czułam się dobrze. Byłam w miarę wyluzowana (jak tylko można byc wyluzowanym w obliczu grupy nieznajomych :)) i cieszyłam się, że nie jestem organizatorem i nie musze się martwić o szczegóły, mogę po prostu się bawić i rozmawiać. Trochę się stresowałam moim wielkim wystąpieniem :) Ale że było bardzo konkretne i krótkie, szybko minęło i mogłam oddac pałeczkę Agacie, która jak nikt spowodowała, że wszystkie zaczęłysmy dyskutować o różnych blogowych zachowaniach, etyce, o tym, co wypada, co można, a co nie. Bardzo fajnie sie rozmawiało, na luzie, z wybuchami śmiechu. Tak to już jest na spotkaniach, że nie ma do końca możliwości pogadania dłużej ze wszystkimi. Poplotkowałam sobie z Kasią InnookąAgatą, która blogujeMartyną z bloga BreadPittDusiąSylwiąPauliną z bloga FROM MOVIE TO THE KITCHEN, która zdobyła nagrodę bloga roku i wydaje książkę kucharską we wrześniu!!! Oczywiście musiałam pogadać chwilę z Marysią <3 Art Attack {Be Inspired} i naszą Panią Fotograf Subobiektywną. Oprócz niej latali z aparatami i kamerką Michał z Caribu i Tatowy z Iną :) wprowadzając męski pierwiastek do tego babińca.

Na sam koniec szanowne Panie Organizatorki zaserwowały nam prezenty od sponsorów. Nie powiem, miło jest dostawać prezenty! Bardzo mi się podobały nasze spersonalizowane lusterka i komplet 3 marynarskich przypinek od Inkipinki. Baaardzo jestem zadowolona z zestawu kosmetyków od Eveline Cosmetics, już tak mam, że lubię kosmetyki i nie mogę się doczekac jak mi się skończą już otwarte i będe mogła przetestować te nowe :) Dostałam też saszetkę zapachową od Home&You, podkładkę JUST BLOG IT od firmy Graweromat, cienie od firmy NYX (coś dla mnie supełnie nowego), upominki od GH Madison, zaproszenie do gdyńskiego Obsessive Studio i bon zniżkowy na sesję u wspaniałej Subobiektywnej! Widziecie te piękne papierowe słomki? Są od Beetlebits! Wracając z torbami czułam się jakbym miała urodziny :) Dziękuję!!

Ostrzegam :) Dużo zdjęć!

Agata – Caribulife
ja we własnej osobie :)
Martyna – BreatPitt
Paulina – From movie to the kitchen
Justyna – Na nowej drodze życia
Kasia – Innooka
Agata – Agata Bloguje
Natalia – Kokodylek
Asieja – Ciastko z marzeń
Dusia – Dusiowa kuchnia
Marysia – Art Attack {Be Inspired}
Szanowna Tekstualna – Monika
Agnieszka – Spod kocyka
Ania i Kuba – Fashionable
 Sylwia – ShinySyl
 

Czy jestem słoikiem?

Czy to, że ciągle sama robię jakies słoiki, że z pocałowaniem ręki kłaniając się w pas zabieram słoiki od rodziców oznacza, że jestem słoikiem (choć nie mieszkam w Warszawie)?  A może to jakieś cyrki w stylu budowanie gniazda i rozpalanie rozpałką słoikową domowego ogniska? A może po prostu to jest takie dobre, że grzechem jest ich nie robić? Nie wiem…ale robię i jem, i cała przyjemność po mojej stronie!

(A jutro moja relacja z sobotniego spotkania w Gdyni!)

 

 

1 2