Grudzień 2013 archive

2013 / 2014 / jest moc

Co dzisiaj robicie? Mam na myśli wieczór, oczywiście. Rok temu byliśmy w Warszawie na najlepszej sylwestrowej imprezie, w mocnym jak wódka klimacie PRL, przebrani odpowiednio, zaopatrzeni w blok czekoladowy i inne ‚imieninowe’ przysmaki, razem z ekipą A1 Studio. W tym roku totalnie wyluzowaliśmy i Sylwestra spędzamy we czwórkę – ja, Bartek, Rysiek i Kazik. Może i impreza kameralna, ale za to jaka! Mamy rzutnik i pustą ścianę oraz kilka filmów do wyboru, mamy sushi w planach i ananasa, na którego ochota za mną chodzi od dłuższego czas. Mamy też napoje chłodzące pasujące do okazji i mamy siebie :) Nie wiemy jak nasze wąsate chłopaki zareagują na sylwestrowe hałasy, więc wolimy zostać z nimi w domu.

Szczęśliwego Nowego Roku! Czuję, że 2014 będzie wspaniały i życzę Wam najlepszych wyborów, samych pomyślnych zwrotów akcji, mądrych celów, spełnienia marzeń, wzięcia życia w swoje ręce i życia na 100%! Wypijmy dziś za to!

P.S. Dziękuję Gabi za rzutnik!!!!

 

Relacja z klientem oczami freelancera

Ponieważ praca, jak wiecie, jest bardzo ważną częścią mojego życia, nie unikam jej na blogu, wręcz odwrotnie, o niej ten blog w dużej mierze jest. Moja praca różni się od pracy biurowej, korporacyjnej, bo pracuję sama, świetnie odnajduję się w roli freelancera i uważam, że to dobra dla mnie droga. Dzisiejszy temat to relacja z klientem. Jak powinna wyglądać, czego się trzymać, czy stosunki przyjacielskie się sprawdzają, czego unikać. Zapytałam o to kilku znajomych freelancerów. Są to ludzie, których relacja z klientem dotyczy na co dzień i którzy coś nie coś na ten temat wiedzą, których w dodatku znam i lubię :)

Natalia Jaśkowska / fotograf / Fototerapia:
Relacje z klientem to moja codzienność. Jestem usługodawcą – małym, bo małym, jednoosobowym, ale moja praca opiera się przede wszystkim właśnie na relacji z klientem. Wiem, że aby powstał dobry reportaż, dobra sesja musi nawiązać się nić porozumienia między mną, a klientem, stąd też rozmowy przed każdą sesją. Czasem są to długaśne maile, w których staram się oswoić klienta ze swoim patrzeniem na świat. Zauważyłam, że trafiają do mnie ludzie podobnie myślący, podobnie czujący otaczający nas świat i to porozumienie nawiązuje się samo bez większego problemu. Kiedy wykonuję sesję noworodkową rodzic mi ufa, bo wie, że jestem mamą 3 maluchów, że nie zrobię nic, co mogłoby zagrażać maluszkowi, nie będę układać w nienaturalne pozy na siłę, bo dobrze wiem jak kruche jest ciało takiego maluszka. Kiedy fotografuję kobiety często słyszę, że jestem dla nich terapeutką – fototerapeutką, bo pomagam im zobaczyć siebie w piękny sposób, pomagam uwierzyć w siebie. Moim zadaniem jest wydobyć i podkreślić zewnętrzne piekno klienta i nie jestem w tym sama – pomagają mi takie wróżki czarodziejki, zajmujące się makijażem, jak Marzena Tarasiewicz, Asia Magreta, czy Dorotka Mańkowska. W czasie sesji bardzo dużo rozmawiam z klientem, pomagam się rozluźnić, ale też słucham i słucham, i wsłuchuję się, żeby jak najlepiej spełnić oczekiwania. Wiem, że muszę wzbudzić zaufanie, żeby klient mógł czuć się dobrze, swobodnie, prawdziwie, inaczej sesja nie wyjdzie. Jeśli chodzi o sprawy finansowe – nie lubię tego tematu. Unikam go. Na początku bardzo ciężko było mi od kogokolwiek brać kasę za zdjęcia, ale musiałam się z tym oswoić. Bardzo szybko nauczyłam się, że prowadzenie firmy, dobre materiały i sprzęt słono kosztują, a ja tych pieniędzy sama nie wyczaruję (ale powiem po cichu, że czasem potrzebuję zrobić sesję za free, odmóżdżyć się tak po po mojemu, zrobić taką sesję bardzo dla siebie, ale to wyjątek :) )


Sylwia Murach / stylistka / Denim Feather:
Mam wrażenie, że najważniejsza w relacji z klientem jest elastyczność, czyli umiejętność dopasowania się do jego oczekiwań i potrzeb. Każdy klient jest inny i wymaga indywidualnego podejścia, a my powinniśmy w jakiś sposób się do niego „dostroić”. W mom przypadku lepiej się pracuje, jeśli relacje nie są zbyt formalne, aczkolwiek warto uważać, aby nie przekroczyć pewnej granicy, poza którą klient zaczyna nam wchodzić na głowę i zapomina o tym, że cały czas pozostajemy w relacji służbowej. Może to się objawiać telefonami w nieadekwatnych porach, czy stawianiem wymagań, które nie do końca zgadzają się z wcześniejszymi ustaleniami. Poza tym myślę, że bardzo ważna w relacjach z klientem jest po prostu zwykła uprzejmość i pozytywne nastawienie, które sprawiają, że klient chce z nami rozmawiać i czuje, że chcemy mu pomóc.


Gabi Kędzierska / marketing i e-marketing / GabiNET:
Rozpoczynając pracę z nowym Klientem, staram się trzymać pewnej zasady – wszelkie ustalenia spisuję i wysyłam mailem do Klienta. Nie telefon, nie rozmowa, ale tekst. Pilnuję, by wszystko było spisane. Słowo napisane ma większą moc niż słowo wypowiedziane. Słowo wypowiedziane może mieć wiele niedomówień, a tego chciałabym uniknąć w pracy. Dlatego dzięki temu i jedna i druga strona wie, jak będzie wyglądać nasza współpraca i czego się po niej spodziewać. To znacznie ułatwia pracę i wprowadza pewien ład. Lubię tak pracować. 

Staram się także dbać o dobre relacje z Klientem. Bardzo często moi Klienci są moimi znajomymi, albo po prostu z czasem się nimi stają. Godziny spędzone na rozmowach, milion telefonów, maili – to zbliża i zachęca do mniej formalnych układów biznesowych. Jak się kogoś lubi, to lepiej się wtedy pracuje. Nie pozwalam sobie jednak na przekroczenie pewnej granicy. Ale to już mamy wcześniej ustalone, właśnie wspomnianym wcześniej mailem. 

Dzięki tym zasadom cały czas się rozwijam i na brak pracy nie narzekam. Tak się szczęśliwie układa, że gdy kończę jeden projekt, to zaraz pojawia się następny, i następny. Cieszę się, że moi Klienci polecają mnie sobie nawzajem. Rekomendacje to najlepsza forma reklamy. I dlatego mam nowe postanowienie noworoczne – lepsza organizacja pracy! I będzie wszystko dobrze. Oby tak dalej!


Tomek Jaroszek / Jaroszek Consulting / autor „Doradca.tv”:
Przestrzegam jednej zasady, która zmienia cały sposób prowadzenia biznesu, jeśli wprowadzimy ją w życie. Oczywiście na lepsze. Nie każdy klient jest dla mnie, ja nie jestem dla każdego klienta.

Bardzo często zależy nam na każdym kliencie, chcemy zarobić jak najwięcej, poszerzyć na siłę portfolio. To błąd, znacznie ważniejsza jest jakość klientów i nasze relacje z nimi.
W biznesie działa cudownie zasada Pareto, czyli proporcje 20/80. Bardzo często 20 proc. mojej pracy przynosi mi 80 proc. przychodów. Działa to też odwrotnie, 80 proc. moich problemów to 20 proc. klientów, czyli często np. jeden z pięciu, dla których aktualnie coś robię. Jeśli zrozumiemy jak działa ta zasada u nas, to możemy skupić się na najlepszych klientach i wyeliminować źródło największych problemów.
Znam swoją wartość i próba zejścia z ceny o 50-70 proc. to dla mnie jasny sygnał, że nie będziemy współpracować. Czasami już pierwsze spotkanie wystarczy żeby stwierdzić, że to się nie uda. Klient ewidentnie szuka taniego podwykonawcy i najważniejsze jest kryterium ceny. Próbuje nas przekonać, że widział o wiele tańszych od nas i przesadzamy z ceną. Nie ma problemu – niech idzie do nich. To indywidualna ocena własnych umiejętności, ja już nie czuję potrzeby realizacji małych zleceń za małe pieniądze, nawet jeśli byłoby ich dużo. Zdecydowanie wolę skupić się na projektach, z których będę długo dumny. I nie chodzi tylko o kwotę na fakturze.
Bardzo często odmawiam zainteresowanym nie tylko z powodów finansowych. Jeśli nie czuję się na siłach żeby podjąć się zadania, to mówię wprost i sugeruję inną firmę, która na pewno zrobi to lepiej ode mnie. Doświadczony biznesmen doceni nasz profesjonalizm, a my wprawdzie nie zyskamy klienta, ale na pewno szacunek firmy.
Najważniejsze to sprostać potrzebom klienta, ale i dobrze je doprecyzować już na początku współpracy. Miałem sytuację, że warunki uległy zmianie kiedy prawie skończyłem zlecenie. Z powodu złej komunikacji i nieporozumień już na samym początku wykonałem tę samą pracę dwa razy, straciłem dużo czasu i nerwów,
Nie ma w biznesie większej siły niż rekomendacja. Wykonując jedno naprawdę dobre zlecenie zarabiamy dużo więcej niż pieniądze. W świat idzie opinia o naszych usługach. Byłem zdziwiony kiedy przychodzili do mnie ludzie, których nie widziałem od lat, bo pamiętali mnie z projektu w poprzedniej firmie albo słyszeli o mnie dobre opinie. Jeśli stawiamy na najwyższą jakość usług, to nie ma siły żeby nas nie polecono dalej – to działa w każdej branży. W niektórych branżach reklama jest zbędna.
Można wynaleźć koło na nowo, pod warunkiem, że będzie to koło najlepszej jakości. Doskonałym przykładem jest firma, z której sam korzystam – zenbox.pl. Zwykły hosting, który jakością obsługi klienta bije na głowę największe firmy oferujące tę samą usługę. Nie dość, że wszystko jest bardzo wygodne w obsłudze, to jeszcze mogę liczyć na pomoc całą dobę. Wydając kilkaset złotych rocznie za hosting i domeny czuję się jak klient premium w luksusowym hotelu albo banku – to doskonała metoda na relacje z klientem. Jeśli umiesz sprawić, że Twój klient czuje się jak VIP, na pewno od Ciebie nie odejdzie, nawet jeśli będą tańsze na rynku usługi.
Założyłem swoją firmę, żeby móc samemu stawiać warunki, być sobie szefem i stworzyć własną markę. Jestem odpowiedzialny za swoje działania w 100 procentach, zarówno za sukcesy, jak i porażki. Mój klient to mój partner w biznesie i gramy zawsze do jednej bramki. Pieniądze są z reguły wypadkową tej współpracy i nigdy nie mogą przysłonić celu.
Moim największym sukcesem jest obecnie współpraca z Milewski i Partnerzy, gdzie jestem partnerem. Robimy szkolenia i konferencje dla tysięcy ludzi i w kilka miesięcy rozwinęliśmy biznes do skali masowej. Jednak rok wcześniej inwestowałem w projekt własne pieniądze, czas i zaangażowanie. Rozmawialiśmy z partnerami w Londynie, analizowaliśmy rynek i wprowadziliśmy do Polski format szkoleń, któremu mało kto dawał szanse. Pieniądze pojawiły się dużo później, ale za to dużo większe niż sami szacowaliśmy. Jednak one nigdy nie były celem i to miało kluczowe znaczenie. Mamy światowej klasy konferencje i świetną obsługę klienta. Lubimy to, co robimy. Dla klientów cena przestaje mieć znaczenie – nikt nie pyta za ile, ale kiedy będzie kolejne szkolenie.




 
Joanna Wołejszo / właściciel – architekt krajobrazu / Pracownia Projektowa ProCentrum:
Tak jak w życiu, również w biznesie dobry związek zaczyna sie od komunikacji. Dlatego bardzo ważne jest znalezienie wspólnego języka z klientem. 

Gdy zaczynałam prowadzenie firmy kluczowe było dla mnie znalezienie jak największej liczby klientów. Nie tylko zapędzałam się w wir pracy, ale również tworzyłam projekty mniej intratne, czy też nie zawsze dające satysfakcję. Ważne było dla mnie szybkie uzupełnienie portfolio. Prawie każdy klient stawał się moim przyjacielem, przechodząc „na Ty” stawałam się również psychologiem, koleżanką, doradcą w zakresie urządzania mieszkania itp. Mój klient zawsze był zadowolony ze współpracy ze mną. Ale było to korzystne tylko dla jednej strony. Odbieranie telefonów o nieludzkich porach, obniżanie stawki za projekt, czy dodatkowe usługi za free – to stało się bardzo uciążliwe i musiałam szybko wypracować pewne zasady oraz nauczyć się stawiać granice w kontaktach z klientem. 

Dziś, po paru latach prowadzenia pracowni, wybieram jedynie projekty dające mi satysfakcję oraz pozwalające się rozwijać. Są one bardziej intratne, dodatkowo mogę poświęcić im więcej czasu i dopracować każdy szczegół. Wiem, że moja usługa jest bardziej wartościowa. Poświęcam klientom więcej czasu, znam ich potrzeby. 

W kontaktach z klientem stosuję zasadę aby każde uwagi, czy postanowienia zostały spisane, np. w obecności klienta na kartce i podpisane przez obie strony, lub wysłane mailem z prośbą o potwierdzenie. Dzięki temu unikniemy późniejszych nieporozumień, czy podwójnej pracy.

Zawsze staram się dokładnie wysłuchać jakie potrzeby ma mój klient. Wiem jak ważna jest akceptacja i ugodowość z mojej strony. Jednak nie na wszystko się zgadzam, ponieważ to ja jestem ekspertem w danej dziedzinie. Często swoje racje potwierdzam przykładami z innych, wykonanych już, inwestycji. Tym samym udowadniam jak duże posiadam doświadczenie i bardziej przekonuję do siebie klienta.

To, czego ostatnio się uczę to pozytywne nastawienie. Odkrywam, że wyjaśnienie wszystkiego w pozytywnym duchu przyczynia się do dalszych pozytywnych doznań, a relacja zawsze będzie miła. Ma to naprawdę wielką moc nie tylko w kontaktach biznesowych, ale również międzyludzkich.

 

Temat jest dla mnie bardzo teraz aktualny, bo zbliża się czas noworocznych postanowień, a u mnie te postanowienia zawsze dotyczą również pracy. Z zadowoleniem muszę stwierdzić, że przez ostatni rok dużo się u mnie zmieniło pod względem ilości pracy, własnej wartości i właśnie relacji z klientem. To, czego się staram trzymać zawsze to szczerość, terminowość i solidność. Zauważyłam, że działa to na moją korzyść zawsze. Jeśli mówię, że projekt będzie na wtorek, to choćby się waliło – będzie. Oczywiście – projektowanie to praca kreatywna i nie zawsze jestem w stanie wszystko przewidzieć, czasem po prostu nie mam weny, nie podoba mi się to, co zaprojektowałam, a wtedy uprzedzam klienta, że potrzebuję więcej czasu, żeby dopracować projekt – a to już właśnie ta wspomniana szczerość. Zgadzam się z Sylwią, że ważna jest też zwykła uprzejmość. Lubię ludzi, ale nie należę do cierpliwych osób, czasem klient po prostu mnie denerwuje, ale oddycham, liczę do 10 i nie daję tego po sobie poznać. Im więcej pracuję jako freelancer, tym mam więcej zleceń i tym bardziej rośnie moja pewność siebie, także pod względem finansowym. Cenię swój czas i staram się nie ulegać naciskom i negocjacjom, które mają na celu obniżyć cenę projektu o zbyt duży procent. Coraz lepiej mi to wychodzi, dzięki czemu jestem zadowolona z pieniędzy, które zarabiam i tym samym z pracy. Nikt nie lubi czuć, że się napracował, a dostał za to zbyt małe pieniądze. Dla mnie dobra  relacja z klientem to sytuacja, kiedy obie strony są zadowolone. Ja z dobrego, ciekawego zlecenia i odpowiedniego wynagrodzenia, a klient z mojej usługi, z jakości, terminowości i…myślenia. Jestem po to, żeby pomóc klientowi, więc bez problemu w jego imieniu kontaktuję się z drukarnią, zwracam mu uwagę na szczegóły, które mnie, jako projektanta, nie powinny obchodzić, ale wiem, że mogą stanowić problem dla klienta w przyszłości. Przewiduję, sprawdzam i zawsze pomagam, jeśli klient ma problem już po zakończeniu projektu (np. zgubi potrzebne pliki, które ode mnie dostał).
Potwierdzeniem, że relacja z klientem jest dobra są słowa, takie jak „Pani Emilio, jednak Pani chcę zlecić następne projekty”, albo po prostu „Dziękuję, jesteśmy bardzo zadowoleni”. To niezmiernie cieszy i daje kopa do dalszej pracy, zwiększa pewność siebie .
A moje pracowe postanowienia na 2014? Jeszcze lepiej organizować sobie czas i trafniej dobierać projekty, zajmować się tylko tymi, które naprawdę mnie interesują i na które mam czas. Nie spieszyć się aż tak i cieszyć z długotrwałych relacji z fajnymi klientami :)

fot. 2  |  3

 

The best of 2013

Zaczyna się – nie mogę usiedzieć w miejscu i zaczynam planować nowy rok. Postanowień masa i tak naprawdę to chciałabym, żeby był 1 stycznia, żebym mogła zacząć wszystko realizować. Ale teraz to jest dobra pora na analizowanie, czyli myślę o 2013, o tym co się wydarzyło, co mi się udało, a co mniej, co chcę poprawić, a co będę dobrze wspominać.

Macie ochotę wybrać się ze mną w podróż po 2013?

1. Przez całą zeszłą zimę w jednej z restauracji w Olsztynie wisiało 200 moich papierowych pomponów. Dużo pracy, ale efekt ekstra, myślę o tym z dużym sentymentem / post tutaj /

2. Nasz pierwszy kot – Edward, poważna decyzja i wielka radość. Niestety już go z nami nie ma, ale Kazik i Rysiek skutecznie zapełniają pustkę / post tutaj /.

3. Nasza majówka na Helu. Było zimno i wietrznie, i w ogóle nie wakacyjnie i majówkowo, ale było tak wspaniale, że dobrze mi się robi od samego oglądania zdjęć. Tylko 2 dni, a odpoczęłam jak po tygodniowym urlopie – magia miejsca (no i doborowe, brodate towarzystwo) / post tutaj /

4. Spotkanie blogerek – pierwsze na jakim byłam i pierwsze, jakie organizowałam. Od tego spotkania zaczęła się moja przygoda z takimi spotkaniami – organizowałam i bywałam częściej. Wracając do tego pierwszego, majowego –  bardzo dużo przygotowań i stresu, ale duża satysfakcja i motywacja. Bardzo miło wspominam ten maj – poznałam dużo świetnych dziewczyn, z którymi udało sie utrzymać kontakt po spotkaniu. Najmilsze były zadowolone miny i komentarze Uczestniczek – bajka :) / post tutaj /

5. Koncert Beyonce! Spełniłyśmy, z Denim Feather nasze nastolatkowe marzenie :) / post tutaj /

6. Garden Party u Mlecznej Krowy – pierwszy namacalny pozytywny i przepyszny skutek spotkania blogerek. Gosia i Ola zaprosiły mnie na plenerową imprezę na tarasie, gdzie po prostu jadłam. Trochę rozmawiałam, ale głównie jadłam :) To mnie też zainspirowało do częstszego gotowania. Tak mi smakowały oliwki w oliwie Dziewczyn, że postanowiłam nawet sama je zrobić (tutaj).  / cały post o Garden Party tutaj /

7. Dzień Taty i mój połowicznie udany eksperyment fotograficzny. Planowałam odtworzyć moje zdjęcie z Tatą sprzed ponad 20 lat, udało mi się znaleźć razem w tym samym miejscu, ale pogoda była tak niesprzyjająca, że o wiernym odtworzeniu nie mogło być mowy / post tutaj /

8. Pierwszy post pod szyldem BE HUNGRY, czyli Bartek&Emilka gotują. Udało mi sie nakłonić B. do pomocy i cieszyć się pysznym jedzeniem juz kilka sekund po zrobieniu zdjęć (życie blogera) / post tutaj /

9. Pierwszy post z serii ŁADNE RZECZY, tworzony wespół z eN. Rozprawiałyśmy na temat mieszkania, gołych ścian i liter przestrzennych / post tutaj /

10. Wspaniały weekend pod znakiem kotwicy i śledzia z Tekstualną, Tatowym i ekipą Caribu. Spotkanie blogerek w Gdyni połączone z Gdynia Design Days, śniadaniem na starym mieście i piekną pogodą / link tutaj /

11. Moja akcja literowa, czyli wielkie skupienie sie na literach przestrzennych i możliwościach, jakie niosą. Odkąd pojawiły się u nas w domu jestem nimi bezustannie zachwycona / post tutaj /

12. Rodzinna, letnia sobota. Jak dobrze sobie pooglądać te zdjęcia w grudniu :) /post tutaj /

13.  Wrześniowe noworoczne refleksje. We wrześniu 2012 dużo rzeczy sie zmieniło, więc nic dziwnego, że rozmyślałam w duchu noworocznym.  Jak fajnie mieć bloga i sobie w dowolnym momencie przypominać te wszystkie najlepsze momenty roku / post tutaj /

14. Metamorfoza biura. Przypominam sobie jak bardzo nam się z Gabi chciało i jak dobrze się pracowało – czasem zmiany są dobre – tak było w tym przypadku. Choć tylko kosmetyczne, to magia działa do tej pory :) / post tutaj /

15. Moja i Tekstualnej bliźniacza sesja i post, które ciszyły się dużą popularnością (czyżbyśmy były frikami? ). Świetnie się bawiłyśmy, szczególnie, że makijaż robiła nam Gosia z Beauty Bar i czułyśmy sie jak gwiazdy / link tutaj /

16. Pierwszy filmik E for Event! Asia Wołejszo nakręciła i zmontowała tworzenie literowej lampki – tak się dobrze bawiłam, że od razu czułam, że to nie będzie ostatnie wspólne dzieło :) / post tutaj /

17.  Listopadowy Wrocław, czyli Emilka w kamienicowym raju. Bosko było! / post tutaj /

18. Uwielbiam DIY, a to jeden z moich ulubionych, bo świąteczny i na czasie prawie (już trochę po, ale co tam). Cieszę sie, że tutorial się podobał / post tutaj /

Bardzo mi jest dobrze i miło wspominając, dzięki postom, 2013 rok. Dużo się wydarzyło i pozmieniało, i dopiero oglądając wszystko na raz widzę jak tego dużo i na jaką skalę, co z tego wyszło, jakie były skutki każdej decyzji i ile fajnych rzeczy zrobiłam. Teraz pozostaje mi tylko dopilnować, żeby za rok tak samo dobrze oglądało mi się posty z 2014 :)

 

W poświątecznym zawieszeniu

Mam nadzieję, że wszyscy przeżyli swoje wyczekane święta i delektują się poświąteczną atmosferą i czekają na to, co przyniesie nowy rok, tak, jak ja.

Lubię te dni od razu po świętach, bo mają smak wolnych dni od szkoły, kiedy nic nie trzeba. Ale może tak trzeba? Dni przed świętami były dla mnie dosyć zabiegane i zapracowane (a dla kogo nie były?), więc sobie odbijam. Czytam w tempie błyskawicznym „Inferno” Dana Browna, słucham Lany del Rey i Deszczowych Piosenek, jem piernik z dżemem i urodzinowo-świąteczne prezenty – czekoladki. Moje wsparcie w zakresie w miarę zdrowego odżywiania, czyli eN, mówi, że są święta i mi wolno! Nadrabiam towarzyskie zaległości i w końcu widzę się z przyjaciółmi poznanymi „za dzieciaka”. Żeby było jeszcze bardziej bajkowo jutro idę z Bartkiem i Tatą na Hobbita. Popkornie – nadchodzę!

Kompletnie zapomniałam o robieniu świątecznych zdjęć, nie skupiłam się na tym i…mam kilka zdjęć robionych przez Monikę i Marka. Wystarczą :)

 

 

Wesołych Świąt!

Jestem z moim rodzinnym domu, za kilka godzin święta zaczną się pełną parą. Nim wszystko się zacznie na dobre chcę Wam życzyć wspaniałych Świąt! Trochę leniwych, na pewno pysznych i wyczekanych, z rodziną, przyjaciółmi, psami, kotami  - po prostu z najbliższymi. Niech to będzie niezapomniane kilka dni!!

Hoł hoł hoł!!

Wesołych Świąt!!

(a przed północą musimy z Bartkiem biec do domu, żeby zobaczyć, co mają nam do powiedzenia Rysiek z Kazikiem :))

 

Pobierz świąteczną tapetę na pulpit

Przed nami ostatnich kilka dni, żeby bezkarnie poruszać świąteczne tematy przygotowawcze – po Wigilii tak naprawdę będziemy rozmawiać o tym co kto dostał od Świętego Mikołaja, jak bardzo się objadł, jakie ma refleksje i co będzie sobie postanawiał w nowym roku. Ale do tego jeszcze kilka dni. Ja pozostaję wciąż w klimacie przedświątecznym, choć dziś też trochę w urodzinowym (happy birthday to me & Tekstualna) i w związku z tym rozdaję wirtualne cukierki. Możecie po dwa :) Żartuję – w święta się nie ograniczamy, więc bierzcie i ściągajcie z tego wszyscy, do wyboru do koloru!

Przygotowałam dla Was dwie świąteczne pulpitowe tapety – bardzo moje bo głównymi bohaterami są fonty oraz choinki z nich skonstruowane. Bardzo to proste, prawda? Podejrzewam, że nie jestem pierwsza, która na to wpadła, że takie ładne drzewka wychodzą z nawiasów i gwiazdek, czysty minimalizm. Miła odmiana od świątecznego wszelkiego bogactwa. Takie choinki lubię na pulpicie, ale w domu? Tylko na bogato :)

1.
ŚWIĄTECZNA TAPETA #1 / Bo choinka jest tylko jedna (szary) / POBIERZ

ŚWIĄTECZNA TAPETA #1 / Bo choinka jest tylko jedna (czerwony) / POBIERZ

ŚWIĄTECZNA TAPETA #1 / Bo choinka jest tylko jedna (pomarańczowy) / POBIERZ

2.
ŚWIĄTECZNA TAPETA #2 / Bo nie ma dwóch takich samych choinek (beżowy) / POBIERZ

ŚWIĄTECZNA TAPETA #2 / Bo nie ma dwóch takich samych choinek (szary) / POBIERZ

ŚWIĄTECZNA TAPETA #2 / Bo nie ma dwóch takich samych choinek (pomarańczowy) / POBIERZ

 

 

Jak złożyć gwiazdę origami

Wczoraj pokazałam kawałek mojej pracy, czyli kartki świąteczne ozdobione papierowymi gwiazdami. Dziś pokażę jak się je robi, bo święta coraz bliżej, a to naprawdę dobry sposób na udekorowanie choinki, stołu, czy prezentów. Dzisiaj zrobiłam 15 gwiazdek i wszystkie ozdobią prezenty Gabi - różne kolory i wzory, ale rozmiar jeden – w połączeniu z jednolitym papierem będa wyglądać bardzo stylowo.

Zabieramy sie do pracy, dosyć gadania :)

Co jest potrzebne do zrobienia 1 małej gwiazdy?
- papier ozdobny, najlepiej o gramaturze większej niż papier xero (może być np. brystol, ale ciężko sie już go zgina)
- nożyczki
- tasiemki, sznurki – do powieszenia

1. Wycinamy 8 prostokątów o wymiarach 8x4cm

2. Każdy prostokąt składamy na pół i znowu na pół, tak, jak na zdjęciach.

3. Otwieramy nasz zagięty prostokąt (czyli cofamy się o jeden krok) i przyjmując, że zagięta krawędź jest u góry, zaginamy oba górne rogi tak, żeby dotknęły dolnej krawędzi

4. W ten sposób składamy 8 prostokątów.

Oglądając złożony element z każej strony widzimy, że w środku tworzą się kieszonki, a na zewnątrz mamy dwa ostro zakończone boki. Łaczymy każdy element w taki sposób: boki elementu wkładamy w kieszonki drugiego elementu. Ósmy element łączymy z pierwszym, tworząc gwiazdę. Całość delikatnie formujemy, żeby kształt był symetryczny i „okrągły”.

Gotowe! Proste, prawda? Teraz wystarczy powiesić gwiazdę na wstążce i podziwiać.

UWAGA! Ta dekoracja jest dosyć delikatna i łatwo ją rozsypać – jeśli ma przetrwać podróż, czy bardziej wymagającą eksploatację można skleić najpierw każdy pojedyczny element (złączyć klejem boki złożonego prostokąta), a następnie wszystkie elementy razem (pokrywamy klejem do papieru tą część, która chowa się w poprzedniej).

fot. Gabi / GABINET

 

 

E for Event w pracy #6

Przedstawiam Wam kolejną świąteczną inspirację – gwiazdę z papieru, gwiazdę origami, która mi osobiście kojarzy się bardzo z poinsecją, czyli gwiazdą betlejemską. Taką to mam wspaniałą pracę – robię między innymi kartki świąteczne – w tym przypadku dla agencji eventowej z Olsztyna. Idea była taka: prosta kartka, krótkie życzenia i papierowy dodatek ekstra do zawieszenia. Sama bym chętnie taką kartkę dostała (powiedziała Emilka skromnie) :)

To, co mi się w tej gwieździe podoba to trójwymiar, który osiąga się dzięki użyciu sztywniejszego papieru oraz uniwersalność – widzę ją nie tylko na choince, ale też na oknie, na świątecznym stole, czy jako zawieszka prezentowa, do wyboru do koloru. Do tej pory robiłam małe gwiazdki, ale zastanawiam się jaki byłby efekt końcowy po zrobieniu naprawdę dużej, niczym bożonarodzeniowy wieniec na drzwi. Temat warty przemyślenia.

Dostałam od Was pytania o papierowe choinkowe ozdoby i to jest idealna opcja, którą, mam wielką nadzieję, przedstawię wkrótcę za pomocą zdjęciowego tutorialu, jak pogoda i światło pozwolą.

 

 

VIDEO #2 papierowa girlanda

W końcu doczekałam się filmiku z robienia i wieszania girlandy z papierowych frędzelków. Jakiś czas temu zaprosiłam do siebie Asię, naszą reżyserkę, kamerzystkę i montażystkę, a także do kompletu Tekstualną, Tatowego i Inulkę Plujkę. Ja i Monika miałyśmy w planach prace ręczne i to miał być temat filmu – Ina i koty skradły jednak serce Asi i zeszłyśmy na dalszy plan :)

Girlanda, którą zrobiłyśmy chodziła mi po głowie od jakiegoś czasu. Jest bardzo słodka i imprezowa – idealnie nadaje sie do pokoju dzieci, albo właśnie jako dekoracja przyjęcia, eventu. W dodatku robi się ją bajecznie prosto – czego chcieć więcej? Jeśli użyje się bibuły w świątecznych kolorach (zielony, czerwony, biały, złoty…) to girlanda świetnie będzie wyglądała nad kominkiem (wysoko nad kominkiem, oczywiście), czy nawet na choince.

Przedstawiamy film, na którym ja i Monika taką girlandę robimy, wszystko dokładnie widać, a najbardziej to, jak dobrze się przy tym bawiłyśmy :)

Miłego oglądania!

 

Jak zrobić taką girlandę? Potrzebne będą:
- prostokąty z cienkiej bibuły (wymiary prostokątów zależą od tego jak duże chcecie uzyskać frędzelki)
- sznurek
- nożyczki

Każdy prostokąt złóż na pół i natnij od brzegów do zgięcia, zostawiając odstęp około 3-4cm od zgięcia. Następnie zagięty prostokąt rozłóż i zwiń bibułę tak, aby nacięte paseczki były po obu stronach. Środek zwiniętej bibuły dodatkowo jeszcze poskręcaj, żeby ta część tworzyła coś w rodzaju mocnego sznurka. Całość zegnij na pół tak, aby zgięcie tworzyło oczko i opleć sznurkiem poniżej otworu. W ten sam sposób wykonaj tyle frędzelków ile jest potrzebnych, a na koniec połącz je sznurkiem i powieś :)

 

Be hungry #5

Uwielbiam czekoladę. Jakbym miała wybierać jaką czekoladę jeść do końca życia, wybrałabym gorzką. Na szczęście nie muszę się ograniczać. Zawsze bardzo mi smakowały czekolady smakowe – miętowe (After Eight – mmmmmm) i pomarańczowe (Delicje!!). To chyba pozostałości po dziecięcym zachwycie niemieckimi słodyczami, które miałam okazję poznać w 1989 roku. Dzisiaj zrobiliśmy coś ekstra – w sam raz na zimę, w sam raz na grudzień i w sam raz na świąteczny czas dietowej dyspensy. Gorącą czekoladę z konfiturą pomarańczową i pianką z mleka. Nie uznaję gorących czekolad w proszku. To profanacja. Zawsze jak w nowej kawiarni mam na nią ochotę pytam się, czy to proszek z mlekiem, czy prawdziwa, gęsta czekolada. Jeśli to proszek smakujący jak czekolada z automatu – rezygnuję. Dlatego my robimy to po ludzku, czyli do mleka dodajemy prawdziwą, gorzką czekoladę. Wtedy napój ma głęboki, prawdziwy smak i przyjemność jest po prostu większa.

Składniki:
- mleko (3/4 do gorącej czekolady i 1/4 do mlecznej pianki)
- gorzka czekolada
- konfitura pomarańczowa
- skórka z pomarańczy do ozdoby

Wlej mleko do garnka i dodaj gorzką czekoladę (gorzka – żeby napój nie był za słodki). Na początek przyjmij 6 kostek / osobę. Mieszaj i podgrzewaj, aż czekolada się rozpuści (mleko wtedy będzie już gorące). Spróbuj i jeśli napój jest za mało czekoladowy – śmiało dodaj więcej czekolady (ja dodałam). Jak mleko z czekoladą będą już gotowe wlej pozostałe mleko do innego garnka i lekko podgrzej, a następnie ubij piankę.

Do szklanki na dno włóż 1-2 łyżeczki konfitury dociskając i wyglądzając, żeby przylegała do ścianek. Delikatnie i bardzo powoli wlej gorącą czekoladę, a następnie na wierzch wyłóż mleczną piankę i udekoruj skórką pomarańczy.

Nie masz ubijaczki do mleka? Nic straconego. Wystarczy słoik z pokrywką. Podgrzej mleko, wlej do słoika (ale tak, żeby mleko zajmowało mniej niż połowę objętości słoika), mocno zakręć, a następnie energicznie potrząsaj słoikiem przez około 30 sekund. Otwórz słoik i delikatnie postukaj denkiem o blat, żeby pozbyć się pęcherzyków powietrza. Pianka gotowa. To naprawdę działa :)

UWAGA: nie zmuszam nikogo do pomarańczowej wersji. Równie pyszna będzie czekolada z konfiturą wiśniową, czy malinową. Tak naprawdę pisząc to już planuję tę ostatnią :)

 

 

1 2