Trawa bardziej zielona

SHA_4554asq_size1920

B. powiedział mi, że tylko przeze mnie / dzięki mnie wciąż mieszkamy w Polsce. Czyli co. Wystarczy tylko jedno moje słowo, a pakujemy walizki? Takie to proste? Czy mnie do tego w ogóle ciągnie?

Chyba nie – mam tu wszystko, co mi do szczęścia potrzeba. Już mnie nie nosi. Ale miło jest pofantazjować o idealnym życiu za granicą, bo w marzeniach wszystko się świetnie układa, prawda? Mogłabym mieszkać w Londynie, lubię Londyn –  oczywiście w 1, lub 2 strefie, a co! Urocza kamienica, kolorowe drzwi, kameralnie, a za rogiem tętniące życiem miasto. Ideał. Pracowałabym nad samymi interesującymi projektami, we własnym dizajnerskim biurze (a jak!), za odpowiednie pieniądze oczywiście i w takim wymiarze godzin, żebym miała mnóstwo czasu na bycie z rodziną. Do tego ten mój wspaniały brytyjski akcent – od razu załapałam i nie można poznać, że ja nie stąd. W marzeniach godzinami spacerujemy po mieście, świeci słońce, ale nie jest za gorąco. A co jak będzie padać? Od czego są huntery! Że niby w Anglii wieje? Bzdura – moje włosy wyglądają świetnie, jak z reklamy.

B. ma też pracę marzeń, do której nawet nie musi dojeżdżać, w końcu mieszkamy w centrum. Nie ma, że pół dnia w metrze – wszystko jak w zegarku. Piknikujemy w pięknych parkach na zmianę, w końcu jest ich aż tyle, po co się ograniczać do jednego. Chociaż mieszkamy w samym centrum, to mamy jednak kawałek ogrodu, do którego wypuszczamy Kazika i Ryśka – no bo nie moglibyśmy ich zostawić w tej szarej Polsce. Co weekend oddajemy się kulturalnym rozrywkom, bo jesteśmy tacy kulturalni. Mamy czas, mamy energię i mamy kasę. Nawet nie musimy w weekend odsypiać tygodnia. Wszyscy są tacy szczęśliwi :) Ale słodko, aż mdli, niczym po obejrzeniu bloku świątecznych reklam. Mięśnie nas bolą od ciągłego uśmiechania się, a Kazik już nie może wytrzymać tej grzeczności, do której go zmuszam w marzeniach.

Byłam w Anglii na trochę dłużej 2 razy. Wciąż pamiętam jak uciekałam gdzie pieprz rośnie, właściwie nie pieprz, a krakowska sucha, ptasie mleczko i Magda M..Nie było źle, ale nie było tak, jakbym chciała, a bycie nowym i zaczynanie od początku jest cholernie trudne, szczególnie, jak się jest takim niecierpliwym, jak ja i chciałoby się od razu wylądować w punkcie docelowym. Z drugiej strony jak uda mi się spędzić chociaż kilka dni w jakimś większym, zagranicznym mieście, to często padam zauroczona i zaczynam twierdzić, ze trawa tam na pewno jest bardziej zielona, a nutella smaczniejsza. Na przykład już w tym momencie bym się przeniosła do Zurychu :) Wystarczył weekend. Co z tego, ze nie znam niemieckiego. Nie patrzę na trudności i wady – wystarczy mi pierwsze wrażenie i pierwszy spacer.

Nie, nigdzie się nie ruszam. Sznurki są za mocno związane, za dużo mnie trzyma, choć czasem taka myśl wpadnie, szczególnie po wyborach. Jeszcze jakiś czas temu polityką się modnie nie interesowałam, niech robio co chco. Ale teraz, jak jestem świadomym konsumentem naszego kraju zaczynam myśleć „halo! co Wy do cholery..”. Czy w końcu będzie nas więcej wracać, niż wyjeżdżać? Czy może sznurki puszczą i sama pofrunę sprawdzać na własnych stopach tę bardziej zieloną trawę? Don’t know. Ich weiß nicht.

SHA_4551bw_size1920

 

fot. / JJ /shafotos

 
 

6 Comments on Trawa bardziej zielona

  1. Joka
    Maj 14, 2015 at 11:34 am (2 lata ago)

    No właśnie!

    Odpowiedz
  2. Zenja
    Maj 15, 2015 at 9:06 pm (2 lata ago)

    Miałam o sobie wyobrażenie, że co kilka lat się przeprowadzam. Ale z kraju do kraju. Po większej przeprowadzce (z miasta do miasta) – osiadłam. Pracuję nad tym, aby się ruszyć i nie znajdywać powodów pt. trawa tutaj jest na pewno bardziej zielona, więc zostaję. Widzę, że z wiekiem coraz ciężej. Ale jeszcze mam ochotę zawalczyć i zmienić miejsce zamieszkania :)

    Odpowiedz
  3. marta
    Maj 22, 2015 at 12:35 pm (2 lata ago)

    Od 2 tygodni jestem w Cambridge, mąż dostał świetną pracę, więc żal było nie skorzystać. Spakowaliśmy manatki, 2 naszych synów (2 lata i 5 miesięcy) i w drogę. Trawa nie jest tu bardziej zielona, ale życie jakieś prostsze, spokojniejsze. Tylko znajomych i rodziny brak… Chciałam zobaczyć jak to jest, chociaż mimo wszystko nie wyobrażam sobie życia na stałe nigdzie indziej poza Polską.

    Odpowiedz
    • E for Event
      Maj 24, 2015 at 11:45 am (2 lata ago)

      to na pewno – życie jest spokojniejsze, to duży plus, ale tęskno za rodziną i przyjaciółmi, to minus – to jest kwintesencja emigracji, gdyby nie ta rodzina i przyjaciele to wielu ludzi by już tu nie było :)

      Odpowiedz
  4. Wolno Mi
    Maj 27, 2015 at 2:15 pm (2 lata ago)

    Mieszkałam we Włoszech i z pewnością trawa była tam bardziej zielona – ale tylko zimą. Latem przyjemniej jest tutaj, w domu :) Odkryłam też, że im więcej podróżuję, tym bardziej doceniam, jak dobrze pod pewnymi względami jest w Polsce. Warto czerpać inspirację z innych narodów, żeby budować tutaj coś dobrego. Może kiedyś trawa będzie u nas bardziej zielona przez cały rok :)

    Odpowiedz
  5. anna
    Luty 25, 2016 at 2:31 pm (1 rok ago)

    Mieszkałam i pracowałam w Dublinie przez ponad 3 lata i mimo ze na początku byłam zachwycona, ze pozornie zyło się spokojniej to przyszedł moment, ze przestały cieszyć spokojnie wydawane ale też odkładane pieniądze, możliwości, wakacje za granicą bo na wszytsko wreszcie stac nas itd.. tak bardzo teskniliśmy za rodziną, przyjaciółmi, tym co nasze, naszymi ulicami, nawet za powietrzem Polskim ;) chodzi o to coś, co czujesz gdy lądujesz u siebie i nagle okazuje się ze możesz oddychać, ze cały ten czas gdy byłas na emigracji wstrzymywałąś oddech, pamietam, że jak wyladowaliśmy pierwsz raz po dłuższej nieobecności (po 10 miesiącach 1 raz przyjechalismy na urlop) to az się zachłysnełam jak wysiadałam z samolotu ;) No i po 3 latach i kilku miesiącach wrocilismy. I nigdy wiecej nie chce wyjezdzac. Mineło 5 lat od powrotu i mimo ze bywalo ciezko to nigdy, przenigdy nie chciala bym tam wrocic. Czulam sie jakbym zyla bez kawałka serca.

    Odpowiedz

Leave a Reply